Primátor EPA [ZA PIĄTAKA]

Butelki z Browaru Náchod były tymi, które nawet w czasach przedpintowych nie podnosiły mi znacząco pulsu. Wizualnie takie sobie, choć w odróżnieniu od obecnej stylistyki znacznie mniej pretensjonalne. Ich zawartość wlewałem do gardła tylko w postaci Primátora 24 Double (dwa razy w życiu i podziękowałem) oraz właśnie EPA. W pobliskim sklepie, za niecałą dyszkę, byłem w stanie dorwać dwie butelki na wieczór.

Sensoryczny rollercoaster z Ardbeg An Oa

Do pewnego momentu, whisky kojarzyła mi wyłącznie się ze zgonowaniem na wersalce w domku na Kaszubach. Golden Loch za niecałe trzy dychy, zalany Colą z Biedry, mącił w głowie niemiłosiernie, siejąc jednocześnie terror w wątrobie. W okolicach pierwszej „prawdziwej” pracy zdałem sobie sprawę, że na Loszce całe życie nie pojadę. Wyskakiwałem więc w rejony, a to Old Smugglera, a to Dark Whisky, a jak polali, to i Jacka się zdarzyło wypić.

Po przerwie ponownie nadajemy Lekko Pod Wpływem!

Minęło 9 długich miesięcy bez najlepszego piwnego live’a w Polsce. Dokładnie 4 lata temu, po raz pierwszy usiedliśmy wspólnie na kanapie, aby porozmawiać z czytelnikami używając Google Hangouts. Te spotkania stały się naszą tradycją, którą niestety nieco zaniedbaliśmy. Ale już do Was wracamy!

PIGA. Ni to piwo, ni to wino.

Na którymś piwnym blogu przeczytałem w grudniu, że to piwo będzie idealnym zamiennikiem noworocznego „szampana”. Ja przez „szampana” rozumiem Цapcкoe Игpиcтoe w porywach do litrowego Dorato na promocji w Leclercu, toteż zachrobotało mi lekko pod czaszką i postanowiłem przerwać rutynę. Piwo na imprezę Sylwestrową co prawda zabrałem, ale nim je otworzyłem, polały się mocne trunki i ocknąłem się w okolicach 2 stycznia. Butelka wróciła ze mną do domu w stanie nietkniętym, co oznacza, że znajomych mam uczciwych i nikt na kaca go nie wyżłopał z gwinta, choć wyróżniało się na drzwiach lodówki.

Gościszewo Komtur [ZA PIĄTAKA]

Był taki czas, kiedy na rowerowe eskapady w Lasy Oliwskie zabierałem ze sobą jedno piwo z Gościszewa. Najczęściej padało na Drwala, ale nie wybrzydzałem przy Rycerzu czy Surferze. Butelka na drogę, pod dłuższą przerwę jak znalazł, coby nawodnić zwoje. Smaczne, niedrogie, do wypicia prosto z butelki, bo kto by woził szkło do lasu.

Głupie pierdolenie o piwie

Po pierwszym zachłyśnięciu kraftem nie mogłem znieść wynurzeń i mądrości moich znajomych, dotyczących piwa. Rozmowy na ten temat w gronie rodzinnym były dla mnie jak spacer wzdłuż krawędzi klifu w trakcie tajfunu. Gotowałem się, ilekroć słyszałem słowa „spirytus”, „dawniej”, „drogie” i „dziwne”, wypowiedziane w krótkich odstępach czasu. Kiedy trafiła się kareta, atakowałem werbalnie. Po latach doszedłem do wniosku, że lepiej tłumaczyć i dyskutować, niż toczyć pianę z pyska i się wściekać.

Mam mocne piwne postanowienia na 2019 rok

Dobra, przyznam bez owijania koncerniaka w etykietkę pseudokraftu. Rok 2018 piwnie schrzaniłem. Blogowo zresztą też. Na palcach lewej stopy (spokojnie, mam wszystkie) policzyć mogę teksty, które zapadły mi w pamięci. Wam tym bardziej. Dobre piwo poszło mocno w odstawkę, czego następstwem było nadszarpnięcie piwnych znajomości. Chwilami nachodziły mnie niezbyt przyjemne chochliki, spychające myśli w kierunku dołu z tabliczką „zawieś bloga, zrzuć ten balast”.

© 2013-2019 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑