Klasyka w wydaniu Browaru Caminus [WEZMĘ TRZY]

O odrestaurowywaniu różnych budynków i przerabianiu ich na browary słyszałem, jednak ze starą mleczarnią zetknąłem się po raz pierwszy. Działający w Kątach Wrocławskich Browar Caminus na przełomie września i października kończył roczek pobytu w zaadoptowanym po zakładzie mleczarskim budynku. Wypuścił w tym czasie 8 piw, choć mógłby przecież kilkadziesiąt — jak robią niektóre świeże browary. Często z opłakanym skutkiem. Caminus postawił tym samym na stabilizację, przemyślany rozwój i spokojne rozszerzanie portfolio.

Kto dał dupy? Zawinił multitap, browar czy hurtownia?

Kiedy po raz kolejny w moje nozdrza uderzył zapach jak spod wieczka Delmy Ekstra czy innego Lurpaka — w żyłach nieco zabuzowało, ale myśli o zamordowaniu piwowara odrzuciłem na bok. Diacetyl to bułka z masłem. Gdy kilka dni później w pewnym stoucie poczułem zapach brudnej szmaty, pałka się przegła. Moimi przemyśleniami podzieliłem się na Facebooku. Szybko doszedłem do wniosku, że świata nie zbawię narzekaniem i banowaniem browarów. Postanowiłem działać i spróbować odpowiedzieć na pytanie, które chyba rzadko sobie w takiej sytuacji zadajemy. Kto to tak właściwie spieprzył?

Yerbata? Proszę Cię… Zrób sobie „Beerbę” – piwo z yerba mate

Jedynymi znanymi mi piwami z yerbą były Yerba IPA z gdańskiego Browaru Lubrow oraz Birds n’ the Beers z Browanzy. Piszę „były”, bo obydwa są już niedostępne. Dla osób szukających połączenia tytoniowego smaku południowoamerykańskiego naparu z dobrym piwem to przykra wiadomość. W Polsce nie robi się (jednak się robi) piwa z yerbą, zaś napoje na bazie ostrokrzewu paragwajskiego — Bombilla, Yerbata i tym podobne — mają w sobie mało smaku „mate”. Nikt nie kwapi się do stworzenia łatwo dostępnego nayerbanego piwa. Uznałem więc, że nastał moment, aby wziąć szkło w swoje ręce i taki napój wyprodukować w domu.

Obołoń Biłe [ZA PIĄTAKA]

W początkach piwnej rewolucji w Polsce, Białe było dla mnie wyznacznikiem idealnego piwa ze średniej półki. Plasowało się dokładnie pomiędzy Czarną Szmatą a piwami pokroju Young’s Double Chocolate Stout. W sam raz na kieszeń chłopaka, który dopiero wszedł w tryby etatowej pracy i jeszcze mógł sobie pozwolić na rozrzutność, jaką niewątpliwie jest przepierniczanie wypłaty na zachcianki. Jedyne czym się wtedy martwiłem, to czy będę miał z kim się nabzdryngolić w piąteczek (ewentualnie dobić w sobotę).

10 importowanych piw, które możesz kupować w ciemno [CZ. 3]

Setna wizyta w hipermarkecie. Tysięczne przyjrzenie się półkom z piwami importowanymi. Niewiele się w temacie ruszyło, odnotowałem wręcz delikatną recesję. Jeszcze kilka lat temu hipermarkety próbowały chociaż poupychać na półkach zagraniczny kraft. Obecnie — dopasowując się zapewne do klienteli — stawiają raczej na rodzimy rynek. Importy traktowane są po macoszemu. Niemalże w każdym większym sklepie – niczym na konferencji marketingowej — widzimy te same „gęby”. O tyle dobrze, że wśród importów kryją się piwa, w które nie szkoda zainwestować. Oto one!

Imperator Bałtycki Sherry Oloroso BA vs Komes Porter Bałtycki Sherry Oloroso

Gdy w grudniu 2013 roku na rynek wyszedł Imperator Bałtycki, omal nie obsikałem pieluchomajtek. To była jedna z większych kraftowych podniet w moim życiu. Nawet Samiec Alfa czy przehype’owana druga warka Imperium Prunum nie dostarczyły mojemu organizmowi takiej dawki noradrenaliny i endrofin. Wyrosłem później z rzucania się na wszystkie nowości niczym złomiarz na starą pralkę, więc wersja Imperatora Sherry Oloroso dostrzeżona na WFP w 2017 roku podniosła mi tętno (i nie tylko) jedynie nieznacznie.

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑