PIGA. Ni to piwo, ni to wino.

Na którymś piwnym blogu przeczytałem w grudniu, że to piwo będzie idealnym zamiennikiem noworocznego „szampana”. Ja przez „szampana” rozumiem Цapcкoe Игpиcтoe w porywach do litrowego Dorato na promocji w Leclercu, toteż zachrobotało mi lekko pod czaszką i postanowiłem przerwać rutynę. Piwo na imprezę Sylwestrową co prawda zabrałem, ale nim je otworzyłem, polały się mocne trunki i ocknąłem się w okolicach 2 stycznia. Butelka wróciła ze mną do domu w stanie nietkniętym, co oznacza, że znajomych mam uczciwych i nikt na kaca go nie wyżłopał z gwinta, choć wyróżniało się na drzwiach lodówki.

Gościszewo Komtur [ZA PIĄTAKA]

Był taki czas, kiedy na rowerowe eskapady w Lasy Oliwskie zabierałem ze sobą jedno piwo z Gościszewa. Najczęściej padało na Drwala, ale nie wybrzydzałem przy Rycerzu czy Surferze. Butelka na drogę, pod dłuższą przerwę jak znalazł, coby nawodnić zwoje. Smaczne, niedrogie, do wypicia prosto z butelki, bo kto by woził szkło do lasu.

Głupie pierdolenie o piwie

Po pierwszym zachłyśnięciu kraftem nie mogłem znieść wynurzeń i mądrości moich znajomych, dotyczących piwa. Rozmowy na ten temat w gronie rodzinnym były dla mnie jak spacer wzdłuż krawędzi klifu w trakcie tajfunu. Gotowałem się, ilekroć słyszałem słowa „spirytus”, „dawniej”, „drogie” i „dziwne”, wypowiedziane w krótkich odstępach czasu. Kiedy trafiła się kareta, atakowałem werbalnie. Po latach doszedłem do wniosku, że lepiej tłumaczyć i dyskutować, niż toczyć pianę z pyska i się wściekać.

Mam mocne piwne postanowienia na 2019 rok

Dobra, przyznam bez owijania koncerniaka w etykietkę pseudokraftu. Rok 2018 piwnie schrzaniłem. Blogowo zresztą też. Na palcach lewej stopy (spokojnie, mam wszystkie) policzyć mogę teksty, które zapadły mi w pamięci. Wam tym bardziej. Dobre piwo poszło mocno w odstawkę, czego następstwem było nadszarpnięcie piwnych znajomości. Chwilami nachodziły mnie niezbyt przyjemne chochliki, spychające myśli w kierunku dołu z tabliczką „zawieś bloga, zrzuć ten balast”.

Kto normalny wlewa strong lagera do beczki po whisky…?

Mniej obeznanym ze światem piwnym strong lager kojarzy się raczej z Romperem czy innym Sternem. Zapominamy przy tym, że strong lagerami są przecież porter bałtycki i koźlaki — doppelbock oraz eisbock. Beer Bros. postanowili jednak stworzyć piwo na wzór jasnego mózgojeba z dolnej półki. Takiego właśnie kraftowego Rompera, bez rozdmuchania i udawania, że chodzi coś innego niż mocny dolniak. Bez marketingu, za to — w moim przekonaniu — na przekór wszystkim tym, którzy na strong lagery spluwają.

Jak czeski pils to Pilsner Urquell
[PIWNA KLASYKA]

Na rynku obecna jest garstka znanych piw, które nie budzą emocji. Bo kiedy poruszamy temat takiego Tyskacza, Źuberka czy Specka, to z jednej strony słyszymy: „weź ty mi Specusia nie obrażaj”, żeby z drugiej mańki dostać butelką kraftowej AIPY prosto w dzban. Kiedy podnosimy temat dosładzanego lambika pokroju Pecheresse, to kobiety piszczą jak świnki morskie, a zaawansowani w wykręcaniu mordy sourheadzi drą z nas łacha i wytykają palcami na mieście. Gdy na stole ląduje sztos z kartonika, oblany lakiem i obsypany brokatem wystrzelonym z tyłka karła, połowa wyje, że marketing i szokowanie, a druga połowa bierze wizytówki od karła i pyta, czy obsypałby brokatem ich żonę.

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑