AutorŁukasz Matusik

Argus Porter 20 miesięcy po terminie. Czy warto to leżakować?

Kiedyś kupiłem kilka puszek i wrzuciłem do piwnicy. Zapomniałem totalnie, jak patologiczny ojciec alkoholik o tym, że wypłatą należałoby nakarmić piątkę dzieci czekających w domu. Przejrzałem ostatnio swój niezbyt pokaźny zbiór leżakowy, wystarczający być może na tydzień samotnego upadlania się. Odkopałem najtańszy porter bałtycki w Polsce. Z datą do 18.01.2017r. Serce leciutko drgnęło z sentymentu, bo obok stała butelka Gulden Draaka z pamiętnego rzutu belgów do Lidla. Anno Cebulini 2015. Smok poczeka, gdyż z tego, co się orientuję, w Lidlu po krótkiej nieobecności pojawił się właśnie porter w czarnej jak smoła puszce.

Piwo w kartoniku za dyszkę?
Oktavio – 500 Days of Contemplation!

Wielu z Was zapewne uśmiecha się szydząco, widząc kolejnego pseudosztosa opakowanego w fikuśny kolorowy graniastosłup. Browary nieco nadużywają tego typu opakowań. Bo każdy chce (bądź chciał, ale mu przeszło) mieć jedno piwo w kartoniku, odróżniając je od innych wyrobów. Kartonik ma być sygnałem dla nas, że to konkretnie piwo jest wyjątkowe, a inne możemy sobie podarować. Kartonik krzyczy z półki niczym Karol Pietrzak z zespołu Mega Dance — „zabierz mnie do swego domu (nie powiem nic nikomu)„.

Jak rozpoznać ściemniony browar i klona piwnego? [PORADNIK + LISTA]

Pośród entuzjastów otwierających browary rzemieślnicze znaleźć można osoby, które upatrzyły w takim interesie strumień gotówki wlewający się wraz z procentami do kiszeni. Tak jak pośród sprzedawców sportowych ciuchów w butikach czy eko-handmade makaronu w modnej knajpie zaopatrującej się w Lidlu, tak pośród browarów znaleźć można naciągaczy i partaczy. Niektórzy z nich chcą mieć swoje piwko i hajs z niego tak bardzo, że zamiast przejść trudną drogę od piwowara domowego, przez pomocnika do pełnoprawnego wyjadacza, wolą zapukać do drzwi dużego browaru i odkupić część produkcji.

Czego absolutnie nie powinieneś robić w multitapie? [12 x NIE]

Każdy z nas zetknął się w multitapie z zachowaniem, które zakwalifikowaliśmy jako „nieodpowiednie”. Nie chodzi o klasyczne rzyganie do pisuaru, wyzwiska czy bójki, a podstawową ogładę i wyczucie, co można, a czego nie należy robić w knajpie z dobrym piwem. Niestety, wiele osób nie chce lub nie potrafi odnaleźć się w otoczeniu dwudziestu kranów i setki ludzi tłoczących się w ciasnej przestrzeni. Ten krótki poradnik to nie tylko podpowiedzi dla nich, ale także dla tych, którzy z niektórymi „przyjemniaczkami” muszą się użerać.

Kropki na spodzie puszki — mit wciąż żywy. Czas go rozwiać!

„Trzeba sprawdzić, czy są kropki.” – powiedział nieco od niechcenia, niby to w kierunku meblościanki za babcią mój wujek, otwierając puszkę Żywca 10% gratis. Pierwsze dwanaście sekund upłynęło mojemu mózgowi na skakaniu między słowami ironizuje a mówi serio. Kiedy postępowało przepełnienie bufora, wyręczył mnie brat i zapytał: „a wujek wie, że to ściema z internetu”? No i się zaczęło. Maczety nie latały, choć mój krewny z wielką pasją bronił swoich racji, mimo logicznej argumentacji. I choć minęły czasy, gdy gotów byłem rozedrzeć koszulę na klacie niczym Rejtan, walcząc o piwną edukację wśród bliskich — cząstka kraftowego wojownika potrafi jeszcze zapłonąć.

Albae Cerevisiae — lekcja piwnej historii Pomorza i Kujaw w płynie.

Byłem już po kilku intensywnych smakowo piwach, kiedy na wiosennej edycji Beergoszczy zaprosił mnie do stoiska Czarnej Owcy Artur, znany szerzej jako „Pendragon”. Koleś uznał, że to najlepszy moment, abym spróbował piwa, którego już raczej nie spróbuję nigdzie indziej. Lubię wynalazki, takie jak merseburger czy cottbuser. Do Semlina wybieram się zresztą od 2 lat, bo często jeżdżę w okolice Starej Kiszewy. Na razie, słabo to wychodzi, więc Semlin przyjechał do mnie i postanowił przekonać, że się nie boją.

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑