KategoriaFelietony

10 piw, które wpłynęły na moje życie [PODCAST]

Pierwszemu piwu, które kosztowało mnie więcej niż 10 złotych (licząc te w pubach!) zrobiłem zdjęcie na klatce schodowej. Pochwaliłem się nim na Facebooku i zaznaczyłem, że zapłaciłem za butelkę ponad dychę. Trik był taki, że piwo kupiłem koledze na urodziny i dał mi go posmakować. O innym zaś piwie myślałem, że robi się je z chmielu i przez długi czas nie sięgałem po nic z napisem „ale” na etykiecie. Poznajcie 10 piw, które w jakiś sposób wpłynęły na moje — i nie tylko moje — życie!

Wymrażany „Kusztos” – sztos za grosz?

Tomek Kopyra ochrzcił ongiś biedronkowego VIP-a czy tam Van Pura 10% mianem polskiego barley wine. Widocznie nie pił Argusa Mocnego z plastikowej butelki, bo lidowski mózgojeb wypadł najlepiej w moim teście Argusów. Fiuuu… to było 4 lata temu. Po VIP-ie ostała się już tylko Amarena w dwóch smakach, a do kolekcji tanich piw dołączyły wszelkiej maści Kustosze. Z Kustoszem Mocnym na czele alkoholowej stawki. Nietrudno się domyślić, że skoro Van Pur gotował nam na przykład VIP-y, to gotuje je dalej, pod zmienioną nazwą. Wbrew modzie na wymrażanie lidlowskich porterów, postanowiłem zrobić z Kustosza Kusztosa. Gotowi na Ice Polish Barleywine-ish?

Jakie piwo kupić tacie? [5 BEZPIECZNYCH STRZAŁÓW]

Mój ojciec pijał Ambera Mocnego i Volta. Kiedy Volt gościł jeszcze na pólkach sklepowych. Szczytem kunsztu w supermarkecie był Pilsner Urquell czy Grolsch, którego moja mama określiła kiedyś mianem „płynu do mycia naczyń”. Po latach od wycofania Volta ze sklepów, zamiast kupować tacie 4-pak bezsmakowego lagera, możesz się chyba trochę wysilić? Co ja piszę… skoro tutaj trafiłeś/aś, zakładam, że chcesz kupić tacie coś zajebistego! Nie przedłużajmy więc. Do rzeczy!

Obraz blogera piwnego The Bloggerem 2017 malowany

Łazi od stoiska do stoiska. Domaga się próbek, chwyta po 40 podkładek na raz i niemalże siłą zdziera z butelek etykiety do kolekcji. Niechętnie sięga do kieszeni po portfel i notuje jak opętany. Z gębą ciągle w smartfonie, nawala oceny na Untappd, RateBeer i robi notatki na bloga. Dzień zaczyna od dużego RIS-a, rozbrajania granatów i zamawiania surowców do 106. warki IIPA. Psa nie ma, ale hoduje brzuch.

Piwa, z którymi wchodziłem w świat kraftu

W ostatnim odcinku najlepszego piwnego podcastu w Polsce zdradziłem, że na Facebooku odkopałem zapomniany piwny album. Dokładnie zresztą tak się nazywa – „Piwny Album”. Porzucony w zakamarkach Facebooka, ustawiony na widoczność tylko dla mnie. Przebrnąłem przez kilkadziesiąt zdjęć i rozrzewnieniem wspominałem te łakocie. To były piękne czasy. Uwaga, wszystko wspominam przez pryzmat czasu!

Jak w 5 krokach spieprzyć komuś pierwsze podejście do kraftu

Jeszcze nie wszedł, a już cały się spocił. Przystanął, poczekał. Obserwował przez szybę, jak jeden z kolesi krzywi twarz w grymasie, zanurzając nos w dziwnym szkle z ciemnym płynem. Przez uchylone drzwi usłyszał najpierw soczyste „kurwa mać”, a później coś o „kiszonej kapuście” i „zjadę ich na blogu jak bure suki”. Atmosfera była zachęcająca jak wizja nagiej kąpieli w Bałtyku zimą. Lubią to nieliczni, ale on założył czapkę i postanowił znaleźć mordownię z Harnasiem za trójkę. Nie będzie pił piwa z dziwolągami.

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑