Dzisiaj krótko, bo temat jest niezbyt „rozdmuchany”, ale ważny. Od jakiegoś czasu portale internetowe i pseudo dziennikarze umiłowali sobie pisanie o piwnej rewolucji, nowych browarach, piwowarach domowych i browarach regionalnych (nie ma czegoś takiego). Cieszy mnie niezmiernie, gdy ktoś posiadający wiedzę, edukuje innych – nie chodzi tylko o piwa. Problem w tym, że pismacy z bzdurnych portali internetowych takowej wiedzy często nie posiadają…

facepalm

Niespecjalnie interesuje mnie, czy buble takie jak teksty o byczej żółci wypełzają z pod palców stażystów, studentów pracujących 12h po 800zł albo pracujących z domu, opłacanych za ilość znaków w tekście. Liczy się rzetelne podejście do tematu. Sam nierzadko – jeszcze za czasów Ittechblog.pl – pisałem na tematy, do których informacje zbierałem z rzetelnych źródeł i rozmów z odpowiednimi osobami. Zajmowało mi to kilka dni, do komputera zasiadałem w momencie, gdy posiadłem już minimalną wiedzę z opisywanego tematu. Szkoda, że pismacy z gniotoportali mają inne podejście – trzasnąć bzdurny artykuł na temat obcy im niczym haftowanie wzorów kaszubskich.

Dzisiaj zdenerwował mnie (nie cały) tekst z Onetu, do którego podlinkował wspaniały blog i fanpage – Smaki-piwa.pl. A w tekście prócz wychwalania piw z Ambera i Ciechana, mamy przykład ignoranckiego podejścia do PINTY. Proszę bardzo:

„(…) Kołsut [Browar Dionizos – czytaj więcej – dop. red.] zamawia w innych małych browarach, stąd adnotacja na etykiecie informująca smakoszy złocistego trunku, że piwo wyprodukowano dla… radomskiego sklepu Dionizos.

O takich inicjatywach, jak ta Jarosława Kołsuta, mówi się w branży „browary wirtualne”. Jednym z najsłynniejszych ich przedstawicieli jest Pinta, założona przez grupę piwowarów-amatorów. Działa zaledwie od marca 2011 r., a jej produkty już można znaleźć zarówno w specjalistycznych sklepach, jak i w sieciach największych supermarketów.”

Dlaczego autor porównuje ściemniarskie przedsięwzięcie człowieka, który kupuje piwo u innych, a następnie sprzedaje jako swoje, do prawdziwego, rzemieślniczego piwa z Zawiercia? Chłopaki z PINTY nie etykietują piw Kormorana czy Witnicy jako swoje, a warzą je od zera, od podstaw. Wątpię, aby była to pomyłka. Śmierdzi mi to artykułem sponsorowanym, próbującym wygryźć po cichu (nie bezpośrednio) mniejszy browar.

„Aktywiści z Pinty za punkt honoru postawili sobie wprowadzenie jak największej liczby nowych smaków i gatunków. Jako browar wirtualny produkcję piwa muszą zamawiać w innych browarach (w tym także u największych graczy).”

Aktywiści – to brzmi dumnie. Jednak nie w tym przypadku. Takie pomówienie powinno skończyć się w sądzie. To nawet nie pomówienie – to kłamstwo!

Powyżej zaprezentowałem jeden z przykładów „bzdurnych artykułów”, jednak takowych znaleźć można więcej. Cieszę się, że portale próbują edukować, ale niezmiernie się wkurzam, gdy teksty pisze ktoś, kto materiały do nich zbiera po łebkach. Dlatego apeluję do Was – artykuły z takich portali czytajcie z przymrużeniem oka, a po rzetelne informacje zaglądajcie na blogi piwne i odpowiednie fanpage. Przygotowałem nawet dla Was specjalną listę.

  •  
  •  
  •  
  •