Chimay — test belgijskiej klasyki, którą pomijasz w sklepie

Chimay. Klasyka gatunku. Któż z Was nie kojarzy tych kolorowych buteleczek, które dostać można w większości supermarketów? Niestety wiele osób zupełnie pomija te piwa, rzadko je sobie odświeża, woląc coś w ich mniemaniu ciekawszego. Czy rzeczywiście w takiej klasyce jak Chimay nie ma czego szukać, czy może niesłusznie pomijamy te piwa na półce? Czas na test porównawczy trzech wariantów dostępnych w Polskich sklepach w zasadzie od ręki.

Chimay Blue (Belgian Strong Ale)

Chimay Blue Belgian Strong Ale

W trakcie degustacji po głowie chodziła mi tylko jedna myśl: nie przepadam jednak za dubblami. Zerknąłem więc na Ratebeera, a tam jak byk stoi „Belgian Strong Ale”. Obstawiam przy swoim, że to piwo nosi wszelkie znamiona dubbla.

Piwo wyleżakowałem przez ponad rok. Butelka z datą do 2019, więc za wiele zapewne się nie działo.

Przy pierwszym zetknięciu uderza nutka winna, jednak po chwili chowa się za ciemnym chlebem, rodzinkami i karmelem. Dopiero w tle można odnaleźć uzupełniające cały aromat ciemne owoce (wino z ciemnych owoców) z wiśniami na przedzie. Bardzo ładny zapach i bardzo złożony.

W smaku Chimay Blue jest z początku wytrawne, aby w połowie butelki kierować się w kierunku piwa półsłodkiego. Nie ma prawie goryczki i nawet przyjemnie grzeje w przełyk. Sam smak budują dwie główne składowe: „chlebokarmel” i pieprzna pikantność, która wraz z alkoholem szczypie w język i podniebienie.

Nie mam wątpliwości, że jest to bardzo dobry dubbel. Tylko wiecie, ja tak za dubblami nie bardzo…

Moja ocena: 6+/10.

Ocena dla lubiących dubble: 8/10.

Chimay White (Abbey Tripel)

Chimay White Abbey Tripel

Piwo z datą 12/2018. Leżakowało przez ponad rok. Najmniej się po nim spodziewałem.

Pierwsze co zaskakuje to puszysta, betonowa piana. Można przechylać szkło pod różnymi kątami, a ta nawet na centymetr się nie osuwa. Kolor równie piękny, głęboki pomarańczowy.

Zapach to dwie składowe: morele i nuta przyprawowa, bardziej w kierunku pieprzu, ale jakiś goździk też się pałęta.

W smaku wytrawne, pieprzno-morelowe. Do tego krótka, przyjemna, ziołowa goryczka. Jak na swoją moc (8%) nie grzeje w przełyk prawie wcale, jest bardzo ułożone i takie… typowo belgijskie. Jeśli wiecie, co mam na myśli. Mimo iż brakuje mu nieco złożoności, jest pyszne, pięknie pachnie i można się nim delektować dość długo.

Zaskoczyło mnie. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło.

Moja ocena: 8/10.

Chimay Red (Abbey Dubbel)

Chimay Red Abbey Dubbel

Świeża butelka, z datą do 12/2019. Po otwarciu w pokoju rozniósł się zapach suszonych ciemnych owoców. Niestety — jest on obecny w zasadzie tylko z butelki, po odkapslowaniu.

W szkle piwo pachnie mało interesująco. Brakuje mu głębi i silniejszego aromatu, bo skrawki kwaśnych owoców i chleba to za mało, aby intrygować.

W smaku zbliżone do Chimay Blue jednak biedniejsze. To piwo jest najmniej intensywne ze wszystkich, dzięki czemu szybko się je pije. Nie grzeje za bardzo od alkoholu, smakuje połączeniem karmelu, ciemnego chleba i ostrych przypraw. To nie tak, że jest wodniste. Jest po prostu nudne i trochę mulące.

Mało intensywne, nieciekawe.

Moja ocena: 5+/10. 


Chimay White to piwo zdecydowanie do powtórzenia. Fani dubbli powinni bez wahania sięgać po Chimay Blue, a Chimay Red można sobie w zasadzie odpuścić — ani ziębi, ani grzeje. Wypić można, ale są lepsi reprezentanci stylu belgian strong ale (jak dla mnie pomylono tutaj style).

I takie moje przemyślenie, którym podzieliłem się na Facebooku.

Odnoszę wrażenie, że w całym tym zachłyśnięciu się pokręconymi stylami, nietypowymi dodatkami, pogonią za balingiem, sesyjnością, udziwacznianiem, rozgłosem, odkopywaniem stylów i hybrydami zapominamy o klasyce. Na przykład o „Belgach” takich jak Chimay White. Nawet nie wiecie, jaką frajdę sprawia — po wyżłopaniu dziesiątek wariacji AIPA, stoutów czy gose — nalanie sobie do pięknego szkła takiego tripla. Siadasz, wąchasz sam w pokoju i wyciszasz się.

Jeśli dawno nie piliście belgijskiej klasyki, to warto ją sobie co jakiś czas odświeżyć. To doświadczenie zupełnie inne od kolejnej wariacji na amerykańcach.

Chyba zrobię sobie miesiąc belgijski we wrześniu ;)

  •  
  •  
  •  
  •  

2 komentarzy

  1. Piwny Podróżnik

    22 Sie 2017 at 06:45

    Warto wracać do tych klasyków, szczególnie że ceny do tego zdecydowanie zachęcają.

  2. Fajny tripelek z marketu to Pater Lieven, można dostać w Auchanie. Taki piwny szampan, chociaż klasykiem trudno to nazwać. W ogóle uwielbiam tę ‚nudną’ Belgię.

Dodaj komentarz

*

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑