7 rzeczy, które każdy piwosz powinien już dawno zrozumieć

Blisko 4 lata blogowania o piwie to spora lekcja pokory. Moje nastawienie do piwa zmieniało się w tym czasie diametralnie. Od kraftowego krzykacza i moralizatora, przez obojętnego snoba, po blogera ze zdrowym oglądem na ulubiony trunek. Ten, kto nie zmienia swoich poglądów, stoi w miejscu. Nasze podejście do pewnych aspektów życia ulega zmianom tak długo, jak otaczająca nas rzeczywistość nas do tych zmian popycha. Uporządkowałem więc kilka spraw, które każdy piwosz powinien już dawno zrozumieć.

Nie każdy ocenia dane piwo tak samo

Brzmi jak banał, a jednak jest to pułapka, w którą wielu z nas wpada. Często wydaje nam się, że nasza opinia jest jedyną słuszną. Cóż, nie każdemu smakuje to samo. Każdy wyczuje w piwie coś innego. Jeden wychwyci więcej, drugi mniej. Jeden wyczuje wady, drugi ich nie wyczuje.

Wystawiając piwu końcową „notę”, bierzemy pod uwagę tak wiele czynników, że niektórych nawet nie jesteśmy do końca świadomi. Na ocenę piwa wpływa otoczenie, nasza kondycja psychofizyczna czy osoby, z którymi siedzimy wspólnie przy piwie.

Nie każdemu smakuje to samo

Dochodzimy więc do miejsca, w którym rodzi się problem wyboru piwa. Jeśli ja lubię piwa torfowe, to czy mój przyjaciel je polubi? Czy mocno żywicznym IPA zachwyci się klient mojego sklepu, czy może nie znosi takiego aromatu i celuje w tropiki? Co z tego, że piwo wbija większość z nas w fotel, skoro pewnemu procentowi pijących nie będzie zwyczajnie smakować?

Polecając piwo nie powinniśmy czuć się jak wyrocznia. Bardziej jak drogowskaz, niewielka podpowiedź. To dlatego często stykam się z niepochlebnymi komentarzami dotyczącymi recenzowanych przeze mnie piw. Wynika to z braku zrozumienia mechanizmu, który opisałem powyżej.

Ktoś polecił Ci genialne piwo, które Ci nie smakowało? A może odradził świetnego krafta? Nie miej mu tego za złe. Oceniał je przez pryzmat swoich doświadczeń. Nie ma nic piękniejszego niż odkrywanie nowych smaków na własną rękę, jedynie radząc się innych.

Nie każdy rozumie, że możesz mieć ochotę na korpolagera

Najlepsze podejście do piwa to podejście normalne. Nazwałbym je niespolaryzowanym. Każda przesada jest zła. Fajnie, jeśli szanujemy wybory innych i nie ingerujemy w nie za mocno. Niestety niektórzy nadal rwą sobie włosy z głowy, kiedy osoba lubiąca krafty, ma ochotę na niezobowiązującego korpolagera.  Odwraca nam się sytuacja znana z wyjść do multitapu z osobą, która nie ogarnia piwnego świata.

Taka osoba będzie czuła się skrępowana (a nawet napiętnowana), jeśli zamiast barrel ejdżd RIS-a wybierze prostego Skalaka. Z drugiej strony osoba na co dzień pijająca same krafty, będzie czuć się niezręcznie, gdy zechce chlapnąć Specjala. Żadna z tych sytuacji nie jest normalna.

Pij i daj pić innym.

Ludzi bardziej interesuje koncernowy wynalazek niż mniej znane świetne piwo

Reakcje na każdy ze wpisów na blogu analizuję. Nic więc dziwnego, że zauważyłem pewną zależność. Wpisy o koncernowych nowinkach i piwach ogólnie znanych notują o wiele więcej wejść, niż najbardziej kosmiczne krafty.

Z jednej strony poszukujemy świetnych piw, z drugiej zaś wydaje się, że interesują nas one mniej, niż koncernowe próby podejścia do tematu. Z czego to wynika? Prawdopodobnie z tego, że koncerny wywołują o wiele więcej emocji niż jakiś albański browar, o którym nikt nie słyszał.

Jeżeli piwo wywołuje skrajne emocje, to ludzie się na nie rzucą

Mało kto zwraca uwagę na miernoty. Na kolejne piwa w tych samych stylach, które nie potrafią wyróżnić się z tłumu. Emocje skłaniają do zakupu. Im bardziej skrajne, tym lepiej.

To dlatego tak dobrze sprzedają się piwa od Doktorów. Śmiem twierdzić, że Droctor Brew ma najbardziej spolaryzowaną klientelę. Jedni ich nie znoszą, inni ich uwielbiają. Kopyr dolewa oliwy do ognia, bo jego recenzje są jak rosyjska ruletka. Koktajl idealny, nic tylko podawać i czekać na rozróbę w barze.

Ludzie karmią się emocjami. Kupują piwa, które poruszają ich wyobraźnię. To dlatego miernoty i nudziarze giną w tłumie, aby po kilku tygodniach trafiać całymi skrzynkami na półkę z napisem „promocje”. Chociaż lepiej pasowałaby tam etykietka „byłem zbyt nudny, aby ktokolwiek chciał mnie wypić”.

Problem w tym, że często piwa uznawane za nudne nie zasługują na taki los. W tłumie nudziarzy giną prawdziwe perełki. Szaraki z pięknym wnętrzem, mające często do zaoferowania więcej, niż osiłki z nażelowanymi włosami.

Nie każdy musi lubić krafty

Tak jak nie każdy musi lubić dobre wino, drogą whisky, sery pleśniowe, szampana i trufle. Lubimy stawiać się w pozycji wyższej, niż większość klienteli. Tylko dlatego, że celujemy w górę i sięgamy po produkty uznane za lepsze. Problem w tym, że to jedynie nasz punkt widzenia i nie jest on zbieżny z poglądami tych, którzy schylają do półki przy nogach.

Ludziom często wydaje się, że skoro piją dobre piwo, to inni także powinni to robić. Że krafty powinny smakować każdemu bez wyjątku. Tymczasem życie weryfikuje takie poglądy i szybko okazuje się, że Twój kolega czy koleżanka wolą Leszka. Nie przekonasz ich, bo smak piw rzemieślniczych im nie odpowiada. Podobnie, jak ty nie znosisz szpinaku i wolisz pizzę z małej spelunki, niż z warszawskiej Mąki i Wody.

Czy fakt, że ktoś woli tanie piwo od drogiego, czyni go gorszym? Oczywiście, że nie. A jednak są tacy, którzy od „tyskopijców” czują się lepsi, nazywając ich Piwnymi Januszami. To przykre.

Nie każdego interesuje piwo

Dochodzimy w końcu do najważniejszego punktu. Uwierz mi lub nie, nie każdy interesuje się piwem. Tak jak nie każdy interesuje się motoryzacją, zegarkami, modą męską czy żywieniem. Jest miło, gdy ktoś chce się piwie czegoś od Ciebie dowiedzieć. Częściej jednak trafisz na brak zainteresowania i obojętność. Czy to źle? Ja widzę tutaj tylko jeden problem: brak ciekawości świata.

Niektórzy nie chcą przyswajać nowych informacji i umiejętności. To trochę przykre, nie być ciekawym otaczającej nas rzeczywistości. Nie być ciekawym drugiego człowieka.

Pięknie ujął to Profesor Jerzy Vetulani, mówiąc o tym, że z każdym człowiekiem rozmawia jak ze samym sobą, tylko jeszcze ciekawszym. Czyż nie są to piękne słowa?


Cieszę się jednak, że ty jesteś na tyle ciekaw piwnego świata, że czytasz moje teksty. Mam nadzieję, że moje przemyślenia wpłyną na Ciebie w pozytywny sposób. Twórzmy kulturę piwną bez podziałów!

Pocket

9 komentarzy

  1. „Ludzi bardziej interesuje koncernowy wynalazek niż mniej znane świetne piwo”
    Wiesz dlaczego tak jest? Bo ten koncernowy wynalazek każdy będzie mógł bez problemu dostać w najbliższym sklepie i samemu go spróbować. Natomiast świetne piwo z kraftowego browaru jest tylko przysłowiowym „gołębiem na dachu”, co z tego że wyrywa z butów jeśli tylko garstce szczęśliwców będzie dane go spróbować. Sam znam to bardzo dobrze, mieszkam w niedużym mieście, gdzie nie ma ani multitapów, ani typowego sklepu specjalistycznego, jest jeden który ma jedną lodówkę kraftów, ale nigdy nic topowego tam nie trafia, nie wspominając już o częstości dostaw (a i tak właściciel mi kiedyś narzekał, że sporo piw kraftowych się u niego przeterminowało!).

    • Uwaga słuszna, ale tylko częściowo. W małych miejscowościach owszem – Harnasie, Żubry i inne Tatry sprzedają się najlepiej – zwłaszcza, gdy są w promocji (czytaj poniżej 2zł). Stąd tez asortyment wygląda jak wygląda – ale od czego jest Internet. Jest już wiele miejsc w sieci gdzie można zamówić zarówno fajne piwo, jak i szkło do niego . A kurier dojedzie i do małych miejscowości :) Dla chcącego nic trudnego!

  2. Napiszę krótko: nie trzeba być piwnym geekiem i szukać rzadkich piw, by cieszyć się piwnym szczęściem. Wystarczy „odstrzelić” najniższą półkę, czyli te wszystkie Lechy, Harnasie, Tatry i całe to badziewie i zacząć pić nawet korporacyjne piwa, ale te lepszego sortu. Np. Żywca z browaru z Cieszyna albo serię Książęce z Kompanii Piwowarskiej. To nie są piwne arcydzieła, ale już one uświadamiają, jak wiele potencjału smakowego w piwie się kryje, jeśli tylko odrzucimy eurokorpolagera. A są one dostępne prawie w każdym sklepie. To może być pierwszy krok w piwnej ewolucji i jeżeli ktoś zauważy różnicę, będzie szukał dalej. Jeśli nie, niech dalej sączy to sączył do tej pory.

  3. Z tym brakiem ciekawości świata to stary nie głupot nie wypisuj. Zainteresowania, często wymagające sporej wiedzy, czasu, pieniędzy i często kondycji fizycznej, ustawiają piwo (tak, tak, kraftowe też) tylko w roli napoju alkoholowego (lepszego bądź gorszego). Natomiast, pomijając piwowarów domowych, ograniczanie swoich zainteresowań do kupowania i picia piwa, na dodatek tłumaczenia tego ciekawością świata nie świadczy raczej o szerokich horyzontach. Dodając do tego widoczną w sieci liczną grupę buraków, którzy po kupieniu piwa za dychę awansowali nagle do grona bogów, to cholera, trzeba zastanowić się kto tu jest tym mitycznym „piwnym Januszem”?
    Pozdrowienia

    • Ale chwila? O czym ty piszesz? Napisałem tylko, że jeśli kogoś nie interesuje druga osoba i nie chce się czegoś nowego dowiedzieć, to jest to w pewnym sensie oznaka braku ciekawości świata (choć może jest to na wyrost). Trochę Cię chyba jednak poniosło.

  4. Hej,

    Co do „nudnych piw”, a właściwie nudnych, brzydkich lub w jakiś sposób nie zachęcających do kupienia zawartości etykiet. A takich w polskim krafcie nie brakuje…

    Kupując piwo kupujemy etykietę. Jeśli etykieta jest kiepska, piwo kupimy mniej chętnie, bo skoro browar nie umie zaprojektować ładnej etykiety, to co dopiero uwarzyć dobrego piwa… I z własnego doświadczenia, muszę powiedzieć, że często tak właśnie jest. Jednak czasem pod koszmarną etykietą kryje się świetne piwo. Dlatego dla dobra wszystkich powinniście ( Wy – blogerzy piwni ; ) jak najczęściej robić „wielkie testy”. Kupujesz paręnaście witbirów, ale nie ograniczając się do rzemiosła – Tyskie Witbier też, jakby był. A nuż zająłby trzecie miejsce, bo oczywistym jest, że pierwsze ( bez niespodzianki! ) zająłby Kormoran. Drugie natomiast mogłoby przypaść jakiemuś nowemu, nieznanemu browarowi. Efekt: blogerze piwny, uratowałeś dobre piwo przed zginięciem w tłumie, wszyscy po raz kolejny utwierdzili się w przekonaniu, że Kormoran to najlepszy browar, a koncern udowodnił, że też coś tam potrafi. Zresztą, ślepy test zawsze jest świetny, bo jest ślepy.

    Jeszcze co do smaków… Ja rozumiem, że dziecko może czegoś tam nie lubić, no ale osoba dorosła ze swoim dorosłym zmysłem smaku? Za każdym razem w pale mi się nie mieści jak ludzie mogą czegoś tam nie lubić. Mnie smakuje chyba wszystko. Może dziwny jestem… Weźmy jeszcze tego Witbiera z Kormorana. Czy może on komuś nie smakować? Czy można „nie lubić” kolendry? Czy można nie lubić „pszeniczniaków” w ogóle? Czy jakby dać go do spróbowania ( w ślepym teście ) komuś kto całe życie mówi, że nie lubi kolendry, a piw pszenicznych nienawidzi, to nim pogardzi? Masz rację z tym, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, no ale z tym to nie mogę ; )

    PS Żywiec APA jest na prawdę dobrym American Pale Ale. I jak komuś nie smakuje to niech @#$%^&*!

    • Nie lubię RISów ukwaszonych w beczce – są dla mnie zbyt alkoholowe, zbyt kwaśne po prostu niepijalne – ot choćby Widawa Black Kiss (Barrel Aged Sour Russian Imperial Stout) . Za to lubię dobre RISy, Sour Ale, Barrel Age , Smoked Portery itp. . Być może są lepsze miksy ale ze wzgledu na cenę i woltaż wolę na festiwalu unikać piw w podobnym stylu

      Żywiec APA nie jest dobrym APA bo ma za mało estrów nut tropikalnych , jest zbyt podobne do American Lagera (np. Perfect Lager z Dr Brew). CORNELIUS APA jest zdecydowanie lepsze bo jest bardziej przyprawowe i tropikalne -> ma charakter ejla.

Dodaj komentarz

*

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑