Upośledzone imperial stouty

Nadchodzące mrozy to zwiastun coraz częściej goszczących w naszym szkle piw wysoko-woltażowych. Gęstych i czarujących porterów bałtyckich, barley wine’ów, quadrupli czy imperial stoutów. Wydaje się, że od kilku tygodni każdy browar chce nagle wypuścić swojego RIS-a na zimę. O ile Artezan pozamiatał Samcem Alfa, o tyle kolejne browary wypuszczające swoje pierwsze imperialne stouty zaczynają już teraz irytować piwoszy. Dlaczego?

Przyczynkiem do skomentowania sytuacji było wbicie butelki w mrowisko przez Kamila z alechanted.pl. Tutaj znajdziecie oryginalną dyskusję, z której zaczerpnąłem kilka tez i argumentów.

Zaczęło się od Beer Bros i ichniego One At All. Miał być RIS, a wyszedł Foreign Extra Stout, czyli taki mniejszy, chorowity braciszek imperiala. Panowie strasznie się oburzyli na krytykę, jaka na nich spadła. Wyjaśnili na fanpage’u, że generalnie to laskę kładą na ramy BJCP/PSPD/HWDP bo piwo ma sprawiać frajdę. Uwarzyli więc imperial stouta 6,5%, woltażem niełapiącego się nawet w ramy stylu. Ekstraktem chyba też nie (minimum 18,2 Plato).

No dobrze, nazwali sobie One At All RIS-em. Na takiej zasadzie, jak weganie nazywają burgerem placek z ciecierzycy. Niech im będzie, chociaż ich tłumaczenia nie przekonały wielu osób. Zarzucono im matactwo, zdradę craft-stanu i zapowiedziano daleko idące konsekwencje w postaci „nie kupuję Waszego piwa” oraz „bojkotuję razem z mamą i wujkiem ze wsi obok”.

Nie wiem, czy Beer Bros wyciągnęli jakieś wnioski. Nie chcę się pochylać tylko nad ich przypadkiem, ale był to pierwszy przyczynek do dyskusji na temat tego, czy założeń stylu należy przestrzegać, czy można nimi wytrzeć podłogę w kiblu.

Stanowisko Beer Bros. po opublikowaniu tego tekstu znajdziecie tutaj.

Drugi jest Perun. Uwarzyli imperial stout o nazwie Kraina Welesa. Strasznie podnieciłem się myślą o tym, że za niewielkie pieniądze będę mógł napić się 0,5l takiego piwa. Not! Załapało się w dolne obszary widełek BJCP i według wszelkich znaków na Untappd, Ratebeerze i piwnych blogach, piwo nie smakuje jak klasyczny RIS. Ponownie trafia się chuda wersja, która nie oferuje tego, co imperial stout oferować według większości powinien.

Wtopa? Takie były założenia? Skok na kasę? Brzoza? Tego nie wiem i nie chcę niczego sugerować. Faktem jest, że część osób poczuła się pokrzywdzona.

Bartek Nowak wysnuł ciekawą hipotezę: „[To] Wielka chęć posiadania swojego RISa, przy jednoczesnym braku możliwości uwarzenia piwa o wysokim ballingu„.

W miarę jak mrozy zaczną szczypać nas coraz bardziej w tyłki, na rynku pojawi się jeszcze więcej tego typu piw. Widziałem już wrzutki na Browar Stu Mostów. Ich Rye RIS smakuje ponoć jak bardzo nieułożony porter bałtycki. Będzie krucjata przeciwko tym,  którzy nie spełnią pokładanych w nich oczekiwań?

Kwestia ułożenia piwa to w ogóle osobny temat, jeszcze go poruszę, a tymczasem odsyłam do dwóch genialnych wpisów: Przymusowe leżakowanie piwa oraz Leżakowanie jest wyborem, nie powinnością!

O co więc cały ten krzyk i dyskusje o imperial stoutach? Ano wiele osób, w tym ja, czuje się w pewien sposób robionych w konia.

Zacznijmy od argumentów broniących browary, warzące upośledzone RISy.

Pierwszym z nich jest fakt, że browary te podają przecież na etykiecie parametry trunku. Chodzi jednak o to, że parametry parametrami, a smak smakiem. Parametry to jedynie wskazówka, a oczekiwania wobec RIS-a są, jakie są. Piwo ma być treściwe, gęste, wyklejające, mocarne, złożone, czekoladowe i tak dalej. Kiedy dostajesz zamiast tego mocne, ale sesyjne, nie tak gęste piwo, które nie oferuje tych doznań, jak się czujesz?

To trochę jak z kupnem mrożonej zapiekanki z hipermarketu. Na obrazku wygląda fenomenalnie, a po wyjęciu z opakowania okazuje się bagietą z serem i 3 plasterkami pieczarki. To nadal zapiekanka, tylko na coś innego się nastawiałeś, bo producent przedstawił Ci to w konkretny sposób. Podobnie jest z takim imperial stoutem. Oczekujesz pewnych doznań, browar składa Ci niejako „obietnicę”, a później otwierasz piwo i… no cóż.

Jest zapiekanka z trzema plasterkami pieczarki.

Drugi argument: na świecie są doskonałe imperial stouty z niższymi parametrami. No są. Jest też tofu, deutsche scheisse porno i Raciborskie Zielone. Tylko czy ja muszę na to przystawać i godzić się na to, aby zamiast zapowiadanego konkretnego RIS-a dostać kastrata. Gdybym chciał nacieszyć się kastratem, pobawiłbym się z kotem sąsiadki.

Chodzi o to, że browary w Polsce zapowiadają pewne doznania. Mamy oczekiwania i patrzymy przez pryzmat tego, czego chcemy się napić. Argument ze światowymi chudymi imperial stoutami, to słaby argument w odniesieniu do tej dyskusji, bo sprowadza ją na tor stwierdzeń „a na świecie występują…„, „w przyrodzie zdarzają się przypadki…” oraz „inni takie czasem warzą i co?„. W ten sposób można zabić każdą rozmowę, bo na świecie zawsze dzieje się coś dziwnego  czy wymykającego się standardom.

Mówimy o naszym poletku i naszych oczekiwaniach. Myślę, że browary je znają.

Trzeci argument, który próbuje bronić browarów: przecież mieszczą się w widełkach stylu. Tylko czy należy być niewolnikiem widełek BJCP, czy raczej dostarczyć piwoszowi pożądanego produktu?

Wytłumaczenie o widełkach jest moim zdaniem bez sensu, bo z jednej strony browar obieca pewien smak, a kiedy nie spełni obietnicy, zasłania się czymś, czego nie można podważyć. Ramami stylu. Już taka linia obrony to śmianie się w twarz kupującemu. Ponownie analogia do jedzenia. Wyobrażacie sobie taką rozmowę sprzedawcy z klientem?

– Proszę Pana, miała być bułka grahamka, a dostałem jakąś szarą pszenną. O co tu kuźwa chodzi?
– No jest tam trochę mąki graham…
– Ale miała być grahamka, oczekiwałem grahamki, a nie bułki pszennej!
– Ale jest bułka, czy chleb?
– No bułka.
– Tak więc w czym problem? Mnie tak uczyli w szkole piekarniczej i według wszelkich definicji, jest to bułka. Z pewną zawartością mąki typu 1850. Musi Pan wiedzieć, że tej mąki musi być przynajmniej 25% i wtedy jest to grahamka.

To teraz powiem Wam, co mi się w tej całej sytuacji nie podoba i jak ja to widzę.

Browar tworząc piwo w danym stylu, niejako zaświadcza klientowi, że dostarczy mu produkt o pewnych cechach wizualno-smakowo-aromatycznych. Te cechy są również wyznaczone przez ramy stylu według BJCP. Nie ma tam tylko barwy, goryczki i zakresu OG/FG. Są konkretne smaki, aromaty i ich korelacje.

Jeśli browar tworzy imperial stouta, to tym samym daje prosty przekaz: tworzę piwo, które z założenia smakuje w określony sposób. Jeśli nie uda się tego zrobić, to browar powinien albo zmienić nazwę stylu, albo chociaż zaznaczyć, że piwo będzie nieco inne, niż konsument oczekuje. Tłumaczenia z cyferkami BJCP to dla mnie kpina. Tłumaczenie olewaniem BJCP też nie jest fair. Chciałbym wiedzieć, co kupuję. Od niespodzianek są Dionizosy.

Ktoś u Kamila w dyskusji napisał, że generalnie można zrobić AIPA 90% Marynka, 10% Citra. Pewnie, to też jest AIPA, a jak jeszcze się w widełkach łapie to bajecznie. Czy tylko dlatego należy to piwo tak nazwać? Czy konsument, znając smak AIPA z prawdziwego zdarzenia, powinien być usatysfakcjonowany AIPA na Marynce i śladowej ilości Citry?

Proponuję wprowadzić nowy styl: Session Imperial Stout. Wtedy wszyscy będziemy wiedzieć, o co chodzi i nikt nie będzie miał do nikogo pretensji.

Z drugiej strony: czy browary powinny być niewolnikami naszych oczekiwań? Czasami sam się nad tym zastanawiam.

Mam nadzieję, że w komentarzach rozwinie się ciekawa i kulturalna dyskusja.

PS A i tak ktoś napisze zaraz, że jak mi nie smakuje, to mogę nie kupować.

PSS Ja wiem, że kasa, że browary, że to biznes. Ale nie o tym tutaj dzisiaj dyskutujemy.

  •  
  •  
  •  
  •  

19 komentarzy

  1. Jak ci nie smakuje to nie musisz kupować!

  2. Ktoś pozdrawia! ;)

  3. Session Russian Imperial Stout – sam planuje takie coś stworzyć. Powód jest banalny – brak możliwości na uwarzenie prawdziwego RISa.

    Tylko co innego piwo domowe, robione dla siebie, a co innego sprzedawanie takiego kastrata jako pełnoprawny RIS…

  4. nie „W tan sposób” a w ten…

  5. „Z drugiej strony: czy browary powinny być niewolnikami naszych oczekiwań?” Oczywiście, że tak. Jak w ogóle można to poddawać w wątpliwość? To my płacimy za produkt, więc wymagamy od niego konkretnych cech i jakości. Oczywiście, producent może sobie robić RISy wg. własnego widzimisie bo „nikt nie będzie mi mówił jak mam warzyć piwo!”. Ok, tylko jak nikt nie kupi później twojego bubla to nie miej do nikogo pretensji.

    • I tu jest gwóźdź programu: „producent może sobie robić RISy wg. własnego widzimisie bo „nikt nie będzie mi mówił jak mam warzyć piwo!”. Ok, tylko jak nikt nie kupi później twojego bubla to nie miej do nikogo pretensji.”
      Nic dodać, nic ująć.

  6. Czy taki Samiec Alfa Artezana na siebie zarabia? Nie sądzę, ale aby zbudować markę trzeba do niej dołożyć a nie za niej od razu zarobić. Z tego też powodu do następnego sezonu będę miło wspominał browar Artezan i ganił browar Perun.

    • Trochę niesprawiedliwe porównanie, w końcu SA kosztuje 16pln/330ml, a KW okolice 10pln/500ml – nie przymierzając, różnica w cenie dwukrotna.
      Za 2-3 miesiące wyjdzie perunowy RIS25, ten będzie bardziej zbliżony do SA (smakowo oraz cenowo) i te piwa już lepiej będzie zestawić

  7. No ale z tym burgerem z ciecierzycy, toś pojechał grubo. Nikt przy nich nie dopisuje HAM, co do tematu już bardziej by pasowało. Marketowa Gołda, jak najbardziej nadaje się na przykład, ale samo słowo burger, nie gwarantuje Ci, że w środku znajdziesz soczyste mięsko.

    • Tylko, że HAM w hamburgerze pochodzi od Hamburga, a nie od angielskiego „ham” oznaczającego szynkę, do tego wieprzową, która do wołowego kotleta raczej nie przystaje ;).

  8. Przede wszystkim witam.

    Ciekawy artykuł. Z pewnymi częściami się zgadzam, z innymi jednak nie.
    Przede wszystkim nie możemy zapominać o gustach indywidualnych. Ja osobiście staram się nie być „BJCP Nazi” jednak do tej pory zamykam się w widełkach stylów, ale za to zazwyczaj celuję w wyższe balingi, a na % nie zwracam uwagi. Ktoś inny przywiązuje do tego większą wagę. Patrząc na to obiektywnie nie można ganić za słabe „parametry”, jeśli taki był zamysł browaru.

    Zgadzam się z tym, że kupując piwo z wołającym do nas „RIS” na etykiecie, oczekujemy konkretnych doznań i jeśli ich nie dostajemy, to możemy czuć się zawiedzeni, jednak bojkotowanie, sianie fermentu jest trochę nie na miejscu. Osobiście jedyne co mógłbym powiedzieć, to że AKURAT to piwo mi nie podeszło.

    Roszczeniowy ton względem browaru też trochę nie przystoi. W końcu wszyscy jesteśmy konsumentami – szary „Janusz”, Piwny geek, czy bloger. Jedni z nas są bardziej świadomymi, inni mniej. Pozostanę przy swoim i stwierdzę, że można powiedzieć „Nie kupiłem RIS’a XYZ, bo 18 ciężko będzie leżakowała”, czy też „Piłem RIS’a XYZ i mi nie podszedł, bo aromat, smak, kolor itd.”, jednak nie można pukać do drzwi browaru, a kiedy się otworzą rzuć butelką w piwowara i żądać zwrotu gotówki.

    Na zakończenie tylko powiem, że dla mnie osobiście RIS musi być po prostu gruby. Mega intensywny w aromacie i smaku, do tego z ciałem i może gładkością. Najlepiej celujący właśnie w górne granice stylu 25-27blg – Ale to tylko moje preferencje.

  9. Z tekstem nie sposób się nie zgodzić. Tu tylko od siebie mogę dodać, że – moim zdaniem – w aktualnych warunkach oferty browarów znacznie lepiej jest zaopatrzyć się w któryś z całkiem porządnych porterów bałtyckich, niż ryzykować z RISami. Akurat mamy dość spore szczęście, że mamy dostępne piwa w pewien sposób zbliżonym stylu, z którymi nie musimy ryzykować, że pieniążki wydane uznamy za zaprzepaszczone i zmarnowane.

    Aczkolwiek tej jesieni/zimy można zaobserwować prawdziwy owczy pęd (browarów) na własne RISy, co niestety odbija się czkawką i wymienionymi w tekście problemami.

    A dobrze nachmielona AIPA nawet samą Marynką może być całkiem udana – oczywiście, będzie to w zasadzie PIPA, ale to już kwestia nazewnictwa.

  10. session RIS, session FES, session turbo ris…
    nie kupuje tego session, parodia to jest. 17-18blg i session ris ? przeciez to był by FES, wiec po co komplikować nazewnictwo ?
    BJCP wyznaczyło jakies granice, ale przekroczyc je tylko nieznacznie aby nazwac piwo risem- śmieszne. Albo warzy się coś porządnie albo spróbować szczęścia innym razem

  11. Na etykiecie Peruna mamy podany ekstrakt wag oraz alkohol , a także styl. Jeśli nie uznajesz RIS poniżej 24 czy 25 Blg , to go nie kupuj, proste. Jeśli kupiłeś masz prawo oczekiwać od niego doznań „RISowych” oczywiście rozsądnych bo nie ma co oczekiwać tych górnych wartości. Jeśli ich nie spełnia to można śmiało wyrazić opinie że jest to słaby RIS, ale czy nie pojawia się wiele piw niespełniających oczekiwania ? AIPA za mało aromatu chmielu , Weizen , za mało goździków i bananów itd… i czy dyskutuje się wtedy odnośnie tego czy pasuje to kategorii BJCP? raczej nie , tylko mówi się , że jest słabe. Ostatnio Tenczynek wypuścił swojego RISa i co ekstrakt się zgadza , nikt nie protestował odnośnie tego , ale reszta do dupy…
    Sam ekstrakt tego piwa jest powiedzmy tak na granicy i tu zawsze będzie dyskusja czy piwo już należy do stylu tego „wyższego” czy do tego „niższego ” . W takim wypadku powinien decydować smak.
    Pamiętajmy też , że nie każde piwo musi się udać w 100 % i nie ma co wieszać psów na browarze , że chce nas oszukać sprzedając „upośledzonego RIS” .
    Producent każdego produktu musi brać pod uwagę pewne oczekiwania. Może gdyby napisali na nim Stout to ktoś by powiedział „łał zajebisty stout” ale że dodali przedrostek imperial to oczekiwania są większe tak jak bokserami którzy zmieniają kategorię wagową na wyższą.
    Dodam na koniec jeszcze, że nie piłem RISa z Perunu (ale zamierzam ) i w związku z tym pytanie czy jest do smaczne piwo? nie RIS , nie FES tylko piwo. I może jeszcze jedno RIS z Tenczynka vs. RIS z Peruna , który wolelibyście wypić ?

  12. To ide strzelić sobie R.I.S.A. Tego z Peruna🍻. Zdrowie.

  13. Przekornick

    13 Sty 2016 at 19:19

    Chyba wystarczy nie pisać wprost na etykiecie, że piwo jest w określonym stylu, a na kontrze napisać w jakie nuty smakowo-zapachowe poszło. Wtedy dany browar zyskuje tę wolność, o której wspominasz w artykule – nawarzył piwa po swojemu, tak jak chciał, rynek zweryfikuje jego jakość.

    W każdym innym przypadku jest to zupełnie niezrozumiałe podpieranie się stylem, który piwo w najlepszym przypadku nieco przypomina. Skoro chcesz warzyć po swojemu, to bądź konsekwentna/-y, i użyj określeń z zakresu sensoryki, by opisać smak i zapach. Przecież ostatecznie temu służy określanie stylu piwa – skoro Twoje jest poza stylami, to opisz mi jakie jest. Może kupię, i przekonam się do niego.

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

*

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑