Jak NIE przekonywać do dobrego piwa?
[4 DOBRE RADY]

Ponad 2 lata temu opisałem 4 teorie, mające ułatwić przekonanie Waszych przyjaciół do dobrego piwa. Obserwując zamykanie się niektórych piwnych grupek na nowe osoby i ogólną niechęć do wychodzenia z kraftem do ludzi, postanowiłem otrzeźwić niektóre osobniki. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że najbardziej nieznośni dla bliskiego otoczenia są neofici, jednak i starzy wyjadacze bywają dupkami. Unikaj czterech poniższych zachowań, a być może przyjdzie dzień, w którym Twój przyjaciel zaproponuje Ci wspólne wyjście do multitapu, zamiast czteropaka w parku?

Wyśmiewanie wyborów

Wyobraź sobie, że lubisz popijać Golden Locha z Colą z Biedronki. Smakuje Ci takie połączenie, nie masz też nic przeciwko innym tanim blendom. Sprawiają Ci radość, nieźle smakują i fajnie szumi po nich w głowie. Robisz więc małą posiadówkę w domu, kupujesz 2 butelki Queen Margot z Lidla czy innego River Queena (o matko…), zapraszasz znajomych, otwierasz, polewasz i widzisz, że kolega patrzy na Ciebie z politowaniem.

No tak! Zapomniałeś lodu!

Wpieprzasz mu do półlitrowego shakera 4 grube bryły wielkości pięści, a to wszystko zalewasz Nata Colą, bo Pepsi nie mieli. Wszyscy piją ze smakiem, rozpoczynają się przyjemne rozmowy, a kolega nadal nietęgi, w dodatku drinka nie ruszył od pól godziny. Idziesz do kuchni, on podąża za Tobą.

Otwiera szufladę, wyjmuje nóż kuchenny, przystawia do Twojej szyi i mówi, że jak jeszcze raz polejesz mu blenda z dyskontu, to rozkurwi Ci tętnice tak, że krew zabryzga pół mieszkania, po czym spali Twoje ciało i zakopie w Beskidzie Niskim z butelką owego trunku w dupsku. Denkiem do góry.

Wróć!

Stoicie w kuchni, on rzuca coś niby przypadkiem, że „ta łyszka to tragiczna, #okrutnikalert #teamkarmelamoniakalny, co nie?”. Odpowiadasz, że fajna, nie była nawet za tania, #teampełnyportfel, po czym on parska Ci w twarz śmiechem i mówi, że takim gównem nie napoiłby największego wroga, bo miałby takie wyrzuty sumienia, że jego wnuki by je po nim odziedziczyły w genach.

Radzi Ci się nie rozmnażać, pokazowo wylewa drinka do zlewu i zaczyna śmiać się z Twojej biedoty. Jak możesz pić taki syf? Jak możesz przełknąć takie ścierwo? Czy ty się w ogóle cenisz? Wyjdź ze swojej strefy komfortu wprost do specjalistycznego sklepu z single maltami! Wraca do pokoju, wyśmiewa Cię przy wszystkich, wyśmiewa Twój wybór whisky, opluwa psa, ubiera się i wychodzi, trzaskając drzwiami z zamkiem automatycznym Gerda.

I teraz odpowiedz sobie na pytanie: czy gdybyś dopiero odkrywał świat piwa, chciałbyś z takim kimś się zadawać? Z kimś, kto nie szanuje Ciebie tylko dlatego, że nie masz pojęcia o piwie?

mnq-planet-terror-piwny-kraft Źródło: MNQ Planet Terror

Ja bym nie chciał. Nie wyśmiewaj więc, a edukuj. Przynieś następnym razem kilka ciekawych piw i daj popróbować. A nuż zaskoczy… :)

Piwny ostracyzm

Być może to tylko moja spaczona obserwacja, ale niektóre kręgi piwne są strasznie w siebie zapatrzone. Bywamy (jako grupa) strasznie nadęci i uznajemy się za lepszych, bo pijemy dobre piwo. To straszne, ale i prawdziwe. Patrzyć na kogoś z wyższością, bo zamiast oak aged quadrupla woli pilsa za trzy zeta. Problem w tym, że wybór taniego pilsa jest okej. Dla każdego, tylko nie dla beergeeka.

Wprowadzaj znajomych do kręgu piwnego, ale zadbaj o to, aby poczuli się w nim jak goście, nie jak intruzi. Pokazujmy świat piwa, przekonujmy, że warto czasami zaryzykować, spędzić fajnie czas w multitapie i dowiedzieć się czegoś nowego. Kup przyjacielowi dobre piwo na urodziny, zaproś na degustację, prowadź przez ten świat, zamiast wyśmiewać jego wybory. Kilka lat temu byłeś taki jak on.

Nie uważajmy się za lepszych, bo nie mamy ku temu wyraźnego powodu.

Piwne środowisko stało się zbyt hermetyczne, to widać jak na dłoni. Z pogardą znaną z filmów kostiumowych o arystokratach patrzymy więc na tych wszystkich „Januszy”, którzy nie odróżniają stoutu od brown ale’a.

Jeśli chcemy, aby jak najwięcej osób piło dobre piwo i wsiąkało w kulturę piwną, musimy zadbać o to, aby czuli się swobodnie. Nie uzyskamy tego nagabywaniem i pełnymi litości spojrzeniami.

Szok poznawczy

Załóżmy, że Twoi przyjaciele kompletnie nie ogarniają świata piwa. Kiedyś wzięli łyk Guinessa, powąchali APA z Żywca, ale to wszystko. Chcesz pokazać im kilka ciekawych piw, jarasz się strasznie nalewając je do wymuskanego Hamburga czy innego TeKu 2.0. Każdy bierze po niuchu, każdy bierze po łyku i… widzisz grymas bólu na ich twarzach.

Wiesz dlaczego?

naftali-golem

Bo polałeś im lambika, flandersa, ultra IPA albo inny kosmiczny wynalazek, od którego spuchły im mózgi, a ślinianki przestawiło w tryb „substancja nieznana – potencjalna trucizna”. Niektóre piwa w pierwszym kontakcie potrafią przepalać styki, zapychać sieci neuronowe i powodować chwilowe przeciążenie systemu. Od takich piw nie warto zaczynać, bo wywołują zbyt duży szok, a w efekcie skutek odwrotny od zamierzonego.

Lekkie APA, saison czy ciekawy brown porter potrafią zdziałać cuda. Jeszcze przyjdzie czas na RIS-y BA.

Celowanie w górną półkę

Mało kogo stać na lokowanie pokaźnych środków finansowych w najwyższej półce. Ceny niektórych piw potrafią wprawić w osłupienie nawet doświadczonego beergeeka. Tym bardziej zszokują kogoś, kto przywykł do czteropaków w promocji i Specka z kija za piątaka.

Myślę, że rozsądną granicą na pierwszy kontakt z dobrym piwem jest magiczne 5 złotych. W tej cenie można trafić na piwa niekoniecznie fenomenalne, ale ciekawe, odmienne, w stylach innych niż prosty lager. A nawet jeśli trafi się lager, to będzie o wiele lepszy od Harnasia  czy Heinekena.

Wizyta w sklepie specjalistycznym i próba wciśnięcia osobie niezaznajomionej z piwami, zagranicznych sztosów za kilkadziesiąt złotych, zakończy się odwrotem taktycznym pod pretekstem zostawienia żelazka na gazie i dziecka w piekarniku. Skoro lubisz Balasia z Colą, a nie kupujesz 30-letnich single maltów, nie wymagaj od przyjaciela przewalania wypłaty na piwo.


Pamiętaj o powyższych radach za każdym razem, gdy będziesz wkręcał bliskich w świat dobrego piwa. Chcesz zacząć już dzisiaj? Wybierając piwo na wieczór pomyśl o kimś bliskim i sprezentuj mu butelkę dobrego kraftu. Już sam taki gest jest miły. Nawet jeśli przyjaciel piwa nie doceni, to z pewnością doceni fakt, że o nim pomyślałeś.

Wasze zdrowie!

  •  
  •  
  •  
  •  

5 komentarzy

  1. Bardzo ciekawy felieton! Piwa kraftowe stały się dla pewnej części beergeeków elementem przez który ukazują swój snobizm. Patrz jestem lepszy bo pije piwo za 20zł w super kraftowym barze. Ludzie co to ma być? Bardzo lubie wypić dobre piwo wieczorem, zdarza mi się ze znajomymi wypić takie piwo na dworze, czy nad jeziorem a wcale nie koniecznie w pełnym hipsterów multitapie i nie rozumiem jak można chwalić się tym że się pije droższe i ‚lepsze’ piwo. Szkoda że tak wielu ludzi utraciło zwykłą radość z picia piwa i tylko siedzą, wąchają i piją piwo z testowego kieliszka 50ml, a potem jeszcze cisną wszystkich którzy lubią po robocie strzelić sobie argusa.

  2. Bardzo fajny artykuł ;)

    U nas jeśli chodzi o kraft to naprawde należało by zacząć o session ipa, jakis american weizen, brown porter, jakis sour ale z owocem, dopiero potem iść w góre typi IIPA, RIS, BIPA, barleywine itd

    Chociaż ja przekonalem 3 osoby z koncerniakow na Belgie…

  3. Mika Lukanainen

    18 Mar 2017 at 08:49

    Generalnie zgoda, choć nie mam nic przeciwko zamkniętemu kręgowi osób bo to nie jest tak, że trzeba wszystkich z otwartymi ramionami do siebie zapraszać. Do domu nie każdego wpuszczę i do kręgu znajomych też nie potrzebuję. Tutaj sytuacja w drugą stronę. Jeśli mam swój świat a ktoś próbuje się do niego dobić – nie ważne czy z ciekawości, chęci zaimponowania czy czystej ułańskiej fantazji – to wchodząc w niego jest gościem i powinien się zachowywać. Jeśli zadaje mi pytania to nie powinien się dziwić, że otrzymał odpowiedź. Jeśli jest to moja pasja to odpowiedź pełna pasji też raczej zaskoczeniem być nie powinna. Jeśli po tym wszystkim ma złą opinię o mnie i o tym czym się pasjonuję to powinien pamiętać że: a) póki nie robię nikomu nic złego mogę robić co chcę, b) ma prawo mieć taką opinię, przy czym c) wcale nie muszę się z nią zgadzać oraz d) wcale nie muszę brać jej pod uwagę i może mnie ona nic nie obchodzić. Bo osoba, która ma swój świat, dobrze się w nim czuje i drugiego w nim nie chce wcale nie musi być zarozumiałym dupkiem czy też snobem. Może po prostu do tego świata ten drugi nie pasuje i ktoś woli sobie radzić bez wątpliwej przyjemności wpasowywania w swoją układankę niewłaściwych elementów.

Dodaj komentarz

*

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑