Kilka słów od syna alkoholika
[WYNIKI ANKIETY]

W poprzednim tygodniu zapytałem Was o to, ile piw wypijanych w ciągu 7 dni to już przesada. Pora poznać wyniki, które – mówiąc szczerze – raczej mnie nie zaskoczyły.

ankieta-pice-piwa-w-tygodniu-piwolucja

Zdziwieni?

Doskonale rozumiem te wyniki, aczkolwiek nie do końca się z nimi utożsamiam. Większość z Was twierdzi, że dopiero więcej niż jedno dziennie, a nawet dopiero kilkanaście w tygodniu to za wiele. Nie chcę nikomu mówić, ile może pić, jednak moja opinia jest prosta. To za dużo. Zdecydowanie.

Nie dziwią mnie te wyniki, bo jesteście piwoszami. W dodatku świadomymi. Próbujecie, chcecie pić dobre piwo, to Was kręci. Z drugiej strony wiem, że można przeholować. Ze swojej pasji zrobić wymówkę, by się napić. Zresztą mój Ojciec także twierdził, że on „tylko smakuje”. Poszukiwał nawet konkretnych warek (początek nowego millenium!). W pamięci utkwiła mi scena, gdy chciał prosił o konkretną warkę Żywca w sklepie. Czujecie?

Został alkoholikiem.

Nie jestem z niego dumny – to chyba oczywiste. Nie twierdzę też, że częste picie przez niego piwa to główna przyczyna choroby. Alkohol sam w sobie nigdy nie jest główną przyczyną popadnięcia w alkoholizm. Jednak jest to jeden z głównych czynników.

piwo-puszka

fot. Stephan Geyer (CC)

Wspomniałem o tym, że nasza pasja może wpędzić nas do przysłowiowego grobu. Albo wypędzić pod sklep, gdzie na murku siedzą już menele, trzaskający Wojaki z renty. Ktoś powie: „Chłopie! Jak można zostać alkoholikiem, pijąc To Ol za 40 złotych!„. Można. Bo alkohol to alkohol – nie ważne w jakiej postaci. Czy pijesz osiemnastowieczne brandy, stuletnią whiskey, muscat, cavę, porto, sherry czy płyn borygo. Alkohol to alkohol – trucizna, z którą należy umiejętnie się obchodzić.

Zresztą ilu jest alkoholików-prezesów, wypijających co wieczór kilka szklaneczek jakiegoś dobrego jakościowo trunku. Alkoholizm nie jest domeną „panów od wózka”. Nie powinien kojarzyć się jednoznacznie z kolesiami filtrującymi denaturat. Aczkolwiek do takiego stanu nierzadko prowadzi.

Nie chcę wyjść na nawiedzonego psychola, bo sam piwo piję. Wódkę też – od czasu do czasu. Mam jednak z tyłu głowy zakodowane, że nie należy pewnych objawów olewać moczem ciepłym niczym Tyskie z puszki. Piwo ma smakować, ma dawać radość z picia. Kiedy jednak zaczyna być kolejnym dodatkiem, kolejnym nawykiem – robi się niebezpiecznie.

Sami wyciągniecie wnioski z powyższej ankiety. Twierdzę jednak, że dwa piwa w tygodniu (poza jakimś wypadem) to już górna granica. Alkohol to uprzyjemniacz czasu, ale kiedy życie zaczyna się wokół niego kręcić, robi się nieprzyjemnie. Warto zdawać sobie sprawę z zagrożenia, zamiast wychylać wieczorem kilka kufli piwa i twierdzić, że nic nam nie grozi.

Grozi.

Pisze Wam to syn alkoholika.

PS. Powyższy tekst nie dotyczy browarników i osób pracujących z piwem na co dzień. To ich praca.
PS 2. Wypierdzielam wszystkie komentarze, które wyśmiewają temat. Bo to poważy temat.

  •  
  •  
  •  
  •  

30 komentarzy

  1. Jedno dziennie wg mnie jest ok, to  i tak wszystko leży w psychice i motywacji do picia. Choć może jakbym miał przyjąć małą poprawkę – no to te 4 piwka w tygodniu to minimum. Pytanie czy też besztane.

  2. Śledząc twojego bloga wydawało mi się, że pijesz więcej niż 2 w tygodniu – np. na wycieczce rowerowej. Każdy musi sobie sam postawić granicę, tekst na +

    • Gdy wypiję 2 na wycieczce, to później w tygodniu już raczej nie wypijam żadnego sam. Oczywiście, zdarzało się, że piłem jedno piwo codziennie, przez 4 dni. Jednak niezbyt dobrze się z tym czułem.

  3. Upijanie się prowadzi do alkoholizmu nie picie szklanki czy dwóch piwa. Można oczywiście psychicznie się uzależnić od poczucia relaksu związanego z napiciem się piwa po pracy ale to za mało by ciało uzależniło się od tej toksyny.

    • Mylisz się. W alkoholizm możesz wpaść, pijąc piwo czy dwa dziennie. Alkoholizm, wbrew temu co piszesz, to choroba psychiczna, nie tylko fizyczna. A organizm także do tak „małej” dawki się przyzwyczai. I ciężko będzie odstawić.

      • Zdecydowanie zgadzam się z użytkownikiem Swaroga (jak to odmienić), że do alkoholizmu prowadzi upijanie, a nie umiarkowane picie piwa. 
        Argument, że do picia jednego piwa dziennie można się przyzwyczaić, to oczywiście prawda, ale to nie jest alkoholizm. Argument, że ciężko będzie odstawić jest demagogiczny, bo równie dobrze mogę powiedzieć odstaw mleko, albo chociaż tłuszcz do smarowania pieczywa. Będzie Ci łatwo? To może jesteś tłuszczoholikiem? 
        Oczywiście 2 piwa w tygodniu są dawką bezpieczną, taką, że to na pewno nic się nie stanie, ale nawet WHO podaje, że dawką bezpieczną dla mężczyzn są 2-3 jednostki alkoholu/dziennie z jednym dniem przerwy w tygodniu. Przy czym te 2-3 jednostki to będą 2 lekkie piwa, albo jeden porter, czy tam barleywine. Oczywiście, jeśli ma się jakieś obciążenie genetyczne – alkoholik w rodzinie, to warto założyć sobie niższe widełki. 
        Tak naprawdę problem jest wtedy gdy pijemy te dwa piwa codziennie, a do tego raz w tygodniu ryjemy banię 6 piwami, ale wówczas przekraczamy tę dawkę bezpieczną zalecaną przez WHO. Choć to również jeszcze nie jest alkoholizm, tylko picie ryzykowne, które do alkoholizmu prowadzić może, ale w niektórych przypadkach nie musi. Sądzę, więc że pijąc nie więcej niż 2-3 jednostki alkoholu dziennie nie zostanie się alkoholikiem. Problem jest taki, że tu jest Polska i tu się pije. I to pije po to, żeby się upić. Kto nigdy nie pił, żeby się upić niech pierwszy rzuci kamieniem (wiem, wiem paru się znajdzie). Ja nie rzucę. Czyli uważać trzeba, ale dawka 2 piwa na tydzień jest niepotrzebnie rygorystyczna.

        • Cześć Tomek,

          To już wiem o czym będziemy dyskutować na Blog Forum…

          Cóż. Ja nie patrzę na WHO, nie patrzę na zalecane jednostki. Patrzę na to, co obserwowałem przez wiele lat. Nadal też obserwuję u różnych osób. Alkoholizm to nie upijanie się. Alkoholizm to nawyk, by swoje problemy zwalczać alkoholem, ale niekoniecznie w dużej ilości. Alkoholizm to także przyzwyczajenie do popijania, które dopiero później prowadzi do większego picia. Jest o tym od groma książek, od groma opracowań i jeszcze więcej historii ludzi, którzy – jak im napiszesz o zalecanych dawkach WHO – parskną śmiechem.

          Oczywiście, to Twoje zdanie. Ja to piszę z pozycji osoby, która ma w rodzinie alkoholika (na szczęście dawno go nie widziałem) i widziała cały proces.

          • Alkoholizm jest wtedy, kiedy życie prowadzone wcześniej, zamieniliśmy na nowe, w którym główną rolę odgrywa alkohol. Bezsensem jest twierdzenie, że popijanie piwa prowadzi, w późniejszej perspektywie do alkoholizmu. To jak twierdzenie, że oddychanie miejskim powietrzem jest główną przyczyną chorób nowotworowych(nie jest, ponieważ istnieje jeszcze zespół innych czynników mający znaczące wpływ na rozwój choroby). Podobnie jest w tym przypadku. Twierdzenie takie to prosty przykład uogólnienia. Dlaczego zgadzam się z Tomaszem i twierdzeniem o WHO. Po pierwsze dlatego, że przedstawione informacje są informacjami zbiorowymi. Liczby to jakieś średnie wyciągnięte z badań. Tomek ponadto napisał: „Oczywiście, jeśli ma się jakieś obciążenie genetyczne – alkoholik w rodzinie, to warto założyć sobie niższe widełki. „. Dlatego wracając do meritum i kończąc wypowiedź, alkoholikiem może zostać każdy, każdy też ma inne do tego predyspozycje. Alkoholizm pojawia się wtedy, gdy nie tylko problemy, ale wszystko upatrujemy w alkoholu, ale w ten sposób, że potrzebujemy nawet lekkiego szumu, czyli jeśli pijesz alkohol po to by się odurzać, wiedz, że coś się dzieje. Jeżeli jednak interesuje cię smak, zapach piwa,  czy innych trunków, to nie masz jeszcze powodów do zmartwień. Istotnym czynnikiem jest po prostu to, do czego ten alkohol ma ci służyć.  

            Alkohol – żeby było jasne nie chodzi mi o definicję słownikową wszystkich związków, a przyjęte potoczne określenie alkoholu jako powiedzmy : piwa, wina, whiskey, whisky i tym podobnych trunków. 
            Pozdrawiam ! :)

          • Z tym popijaniem to ja się tak nie do końca zgodzę. Generalnie tak ostrzej pić, to ja zacząłem dopiero na studiach (za czasów liceum to upiłem się raptem raz czy dwa, a alkohol towarzyszył mi raczej rzadziej niż częściej). Nie twierdzę też, że to było picie pół litra na głowę dziennie, ale było tego sporo. Dużo więcej niż piję obecnie. Jak więc widać ja wyszedłem od sporego picia (i to tego, które prowadziło do poczucia „szumu”, co było jednym z ważniejszych powodów picia) do popijania kilka razy w tygodniu (czasem i 5-10 piw tygodniowo, czasem wcale) w celach zdecydowanie bardziej degustacyjnych. I mi z tym dobrze, nie pamiętam kiedy ostatni raz się upiłem. Co więcej – zauważyłem, że tolerancja na alkohol mi się zmniejszyła, na pewno już nie jestem w stanie wypić tyle, co kiedyś. Jak nie mam ochoty, to nie piję. Jak mam do wyboru nie pić, albo wypić gówniane piwo, to też nie piję. Po mocne alkohole praktycznie w ogóle już nie sięgam. Wszystko zależy od świadomości jaką się ma nad sobą kontrolę, ale z doświadczenia wiem, że ja się generalnie słabo uzależniam od czegokolwiek. Granicę w ilości wypijanego alkoholu każdy powinien sobie wyznaczyć sam względem własnych możliwości i twardości charakteru.

  4. Po 1 muszę powiedzieć głośno, że to jest głos Łukasza i czytając o jego doświadczeniach należy po prostu ten głos uszanować i przyjąć, że z takim trybem on się czuje dobrze i uczciwie. Po 2 sam muszę się przyznać że dłuższego czasu gdy okryłem piwo kraftowe pijam między 4 a 6 piw tygodniowo raczej nie przekraczając dawki 1 piwa na dzień. Nie upijam się praktycznie piwem nigdy a ogólnie alkoholem od dawna, co więcej NIE LUBIĘ efektu alkoholu nie lubię tego szumu w głowie i uczucia senności po nim. Wolałbym aby piwo zachowało swoje WSZYSTKIE walory a nie miało tego efektu ponieważ traktuje je obecnie jako wyższej klasy napój, który sprawia mi przyjemność. Jak nie wypiję piwa któregoś dnia z różnego powodu ( materialnego, czasowego, czy ogólnie stanu fizycznego) to tragedia mi się nie dzieje, jednakże czuję brak. Jest to taki sam brak jak z powodu braku czasu nie mam możliwości obejrzenia dobrego filmu, na który od dawna czekam. Każdy musi sobie postawić taką granicę do której ON sam czuje się dobrze i OTOCZENIE wokół niego czuje się również z tym dobrze tzn. nie utrudnia im w niczym życia. Znajmy umiar i granicę przy której będziemy mogli się cieszyć każdym urokiem piwnej rewolucji. 

  5. Łukaszu, dlaczego tekst nie dotyczy browarników i osób z piwem związanych? Oni też są tylko ludźmi, podatnymi na alkohol. Wiadomo, muszą próbować itd. itp., ale są również narażeni na chorobę. Poza tym w psychologii uzależnień jasno jest powiedziane, że alkoholizm zaczyna się wtedy, gdy faktycznie życie zaczyna się kręcić wokół alkoholu. Gdy zaczynamy rytualizować picie, czekając na upragniony dzień spożycia, usprawiedliwiając się innymi okolicznościami (np. spotkanie ze znajomymi), gdy tak na prawdę chodzi tylko o procenty i stan rauszu. Można normalnie funkcjonować wypijając parę piwek w tygodniu, nie będąc alkoholikiem ;) Pozdrawiam :)

  6. Dyskusja zażarta, w dodatku skażona pewną dozą ostrożności, dyktowanej przez poprawność. Zamiast przytaczać statystyki czy badania, opisze własną historię a na koniec moje wnioski Pracę miałem fajną i b,dobrze płatną. wiązała się z ciągłym peregrynowaniem po kraju i nocowaniem w hotelach w przeróżnych dziurach. Doszedłem do tego, że czteropak stał się nieodłącznym towarzyszem wieczoru. Potem sześciopak. Plus imprezy w domu w piątek, plus imprezy firmowe itd. I tak przez jakieś pięć lat. Pewnego ranka w poniedziałek, wsiadając do firmowej fury, złapałem się na tym, że myślę tylko o piwie, które wypiję wieczorem. Złożyłem wypowiedzenie w tym samym dniu. Założyłem firmę, prosperuje i się rozwija. Nie mam czasu na sześciopaki (ani siły). Nie są mi do niczego potrzebne. ALE… lubię stan rauszu, i kiedy jestem przemęczony, czy zestresowany wypijam kilka piw (teraz craftowych). Czasem łapię się na tym, że czekam na piątkowy wieczór. Nie wiem jak siebie zakwalifikować. I nie o to chyba chodzi. Choroba alkoholowa jest straszna. Znam kilku uzależnionych i ich widok jest dla mnie zawsze sygnałem alarmowym. Nie mam jednak syndromu współuzależnienia (ma taki moja żona). Miały być wnioski, no to jadę…
    1. Napoje alkoholowe zawsze pije się RÓWNIEŻ dla zawartego w nich alkoholu. Gorzej, jak się pije TYLKO dla tego
    2. Ilość alkoholu, jaką można wchłonąć bez popadania w uzależnienie jest sprawą indywidualną. Oczywiście nie zamierzam podawać swojego przykładu jako dowodu, że można wypijać skrzynkę piwa tygodniowo przez pięć lat i pozostać trzeźwym. Chcę po prostu w tym miejscu zaznaczyć, że wszelkie „zalecane maksymalne spożycia” (w tym Twoje) są zdeterminowane przez poprawność i ostrożność.
    3. Skłonność do uzależnienia jest, według mnie, zależna od stanu psychiki delikwenta. Większość znanych mi alkoholików to ludzie, którzy nie radzili sobie w życiu, żyli w poczuciu własnej beznadziejności, byli nieśmiali itp. Nie postrzegam samego alkoholu jako przyczyny ich choroby. Gdyby dać im heroinę, to by też łyknęli.
    4. Przyczyną uzależnienia może być też środowisko i obyczaj. Niestety też to często obserwuję. Gdybym na przykład „wsiąkł” w rodzinę żony i panujące tam zwyczaje wiecznej biesiady, pewnie bym poległ. To samo dotyczy środowisk biznesowych i innych.

    • Niby wszystko fajnie ale NIE MOGĘ się zgodzić że piwo się pije zawsze dla zawartego w nim alkoholu obojętnie czy jako czynnik główny czy dodatkowy. Ja prawie nigdy nie pije piwa dla alkoholu. Jak chce poczuć moc alkoholu to piję wódkę i taniej i skuteczniej. Gdyby nie fakt, że alkohol jest niezbędny dla uzyskania takiego jak lubię smaku piwa to równie dobrze do meczu mógłbym popijać sobie Atak chmielu w wersji free.

      • Oczywiście możesz się nie zgodzić. Każdy ma własne odczucia. tylko w imię poprawności i ostrożności ktoś Ci odpowie, że sam siebie oszukujesz ;) Ja wolę swój punkt widzenia, jest bezpieczniejszy!

      • W tym miejscu zgodzę się z Anonimowym – można sobie tłumaczyć złożoność smaków, doznań, aromatów, itd. ale zawsze trzeba pamiętać, że jednym z czynników dla których pijemy piwo jest ALKOHOL. Gdyby nie to, to spokojnie mielibyśmy na rynku bardzo fajnie przygotowane podpiwki w wersji craft – dobrze nachmielone (szczególnie chmielenie na zimno), zbalansowane, z różnorodnością dodatków i wykorzystanych słodów… Dlaczego praktycznie tylko Brew Dog popełnił bardziej znany produkt tego typu? Przecież dla producentów to byłaby żyła złota – nie trzeba płacić akcyzy (albo bardzo niską), przygotowuje się znacznie szybciej, na składniki wydamy o wiele mniej, a masa hopheadów i tak to kupi. Dlaczego więc nikt takich produktów nie wypuszcza na rynek? Wydaje mi się, że w tym punkcie argument – „alkohol w piwie jest mi zupełnie obojętny” jest troszkę przekłamywaniem przed samym sobą.

        • O wierz mi, dużo bym dał za pyszne, ogólnodostępne podpiwki ;) Niestety jedyny jakiego miałem okazję próbować, to Podpiwek Warmiński, który jakoś niespecjalnie mi smakował.

          • To właśnie były wnioski poboczne z mojego postu – walczmy z alkoholizmem – produkujmy zaje*** podpiwki! Niejedna kobieta w ciąży byłaby dozgonnie wdzięczna ;)

        • Browary nie produkują takich podpiwków, bo to jest niemożliwe technologicznie. Piwa nie robi piwowar tylko drożdże. Efektem pracy drożdży jest alkohol. Nie da się uzyskać pełnego, złożonego smaku piwa robiąc piwo bezalkoholowe. Alkohol jest niezbędny w smacznym piwie.

  7. Ja może nie wypowiem się głównie w kwestii jaka ilość jest bezpieczna (uważam, że 1 piwo dziennie jest OK, chociaż sam piję mniej), ale chciałbym się wypowiedzieć w innym temacie. Zauważyłem po sobie, że odkąd piję w miarę dobre piwo to piję go… mniej. Dawniej przy zwykłym jasnym pełnym zdarzyło mi się wypić 3 – 4 piwa i nie widziałem w tym problemu. Dalej zdarzają się takie wyjątki np. przy imprezach, ale jak piję dobre piwo sam, to najzwyczajniej w świecie nie mam ochoty na następne. Przy drugim piwie już mam takie poczucie, że nie jest OK bo czuję w głowie alkohol. I od tamtej pory nie piję dziennie więcej niż jedno piwo (pomijając tak jak wspomniałem raz na jakiś czas jakieś imprezy, mecze, itp.).

    Podsumowując uważam, że piwa w ogóle nie powinno się pić dla upicia – w moim przypadku jedno dziennie to jest max. Dlatego na imprezę nigdy nie biorę dobrego piwa – bo mi go najzwyczajniej w świecie szkoda :) Jak już się upić to tanim, zimnym lagerem albo wódką (którą z resztą piję bardzo rzadko). Także uważam, że jeśli pijesz jedno dobre piwko dziennie (lub mniej), a do tego idziesz powiedzmy ze 2 razy w miesiącu na mecz albo imprezę – to naprawdę nie grozi ci alkoholizm. Wszystko zależy od tego po co pijesz piwo – bo jeżeli pijesz po to by mieć banię (nawet jedno, jeśli masz słabą głowę), to nawet 1 na tydzień jest dla Ciebie groźne. Pozdrawiam

  8. A ja wystarczająco dużo czasu spędziłem w Niemczech, we Włoszech i jeszcze paru krajach o wyższym, że tak to ujmę, rozwoju kulturalnym niż w Polsce, w których szklanka piwa/kieliszek wina do obiadu czy naparstek likieru jako digestif po obfitej kolacji jest czymś bardziej oczywistym niż u nas ziemniaki do schabowego czy musztarda/keczup do kiełbasy – i stwierdzam dwie rzeczy. Po pierwsze, że – wbrew pozorom – sto razy lepszą drogą do przezwyciężenia alkoholizmu od demonizowania trunków i ograniczania na pałę ich ilości jest właśnie oswajanie z nim, zwracanie uwagi na walory smakowe, edukacja, ogółem wszystko, co można podpiąć pod rozwój kultury spożycia. A po drugie, że naszym i nie tylko naszym wrogiem publicznym numer jeden jest wódka – alkohol, który Z DEFINICJI ma mieć jak najmniej smaku, który nie oferuje NIC poza procentami, który tym samym przyzwyczaja, uczy ludzi picia wyłącznie dla upicia się, a następnie to podejście przenosi się na inne alkohole. To naprawdę nie przypadek, że największe problemy z alkoholizmem od zawsze miały i mają kraje pasa wódki – więcej, tylko w tych krajach te problemy są tak duże, że temat ten stał się prawdziwym motywem kulturowym, zwłaszcza w obrębie literatury i filmu.

  9. A czemu niby 2 w tygodniu a nie np 3 albo 4? Jak wypiajm 4 w tygodniu to znaczy ze jestem alkoholikiem? Potem nie pije nic przez miesiac ale skoro wypielm 4 w tygodniu to i tak jestem pijak? A jak zdarza mi sie 3 jednego wieczoru to juz menel no nie? Bzdury… Ja rozumiem ze mozna miec swoje zdanie ale problem pojawia sie gdy telepie mnie i myśle „musze sie napic”, gdy mam zly humor póki sie nie napije. To jez uzaleznienie a nie jakas konkretna liczba w tygodniu. Jeśli pije sie okazjonalnie bez wewnetrznego przymusu to nie ma sie czym przejmowac. Nie siej Pan paniki i nie rób z ludzi alkoholików.
    Poza tym Blog bardzo ciekawy :)

    • Nigdzie nie napisałem, że picie więcej niż 2 piw w tygodniu to alkoholizm. Tylko, że popijanie w tygodniu prowadzi do przyzwyczajenia, a przyzwyczajenie do alkoholizmu. Nie zawsze, ale jakiś % szans na to jest.

      Dzięki :)

      • A tak z innej beczki. Jako bloger, hop-head i znawca tematu może bardziej się Pan orientuje w temacie i bedzie mógł pomoc. Chodzi mi o dostępność produktów AleBrowaru. Mieszkam w Lublinie, oficjalnym sklepem piw z AleBrowaru widniejącym na stronie producenta sa pewne delikatesy, w których jednak dostać Rowing Jacka czy King of Hopa nie sposób. Właściciel sklepu mówił mi ostatnio, że kontakt z AleBrowarem jest jak połączenie telefoniczne z Indonezją. Delikatnie mówiąc CIĘŻKO. To samo w jednym z pubów gdzie dostępne jest jedynie HopSasa. Zastanawiam się, czy AleBrowar olewa tylko ścianę wschodnią czy ogólnie ich produkty są tak trudne do kupienia. Może jakaś mała „opierdolka” przy okazji spotkania z kimś od nich w wykonaniu znanego blogera coś pomoże ;-) fani piwa to nie tylko Warszawa, Wrocław czy Poznań. Tym sposobem jestem niejako zmuszony do kupowania produktów Pinty, DrBrew, Olimpu, Kormorana czy innych polskich producentów a czasem miła byłaby jakaś odmiana :)

        • Łukasz jestem :)

          W Gdańsku także jest problem z ich piwami butelkowanymi. W Lublinie zapewne można „U Fotografa” trafić z beczki, ale niestety – no jest ewidentny problem. Też mnie to wkurza, ale nic na to nie poradzimy…

          • Maciek :)

            No własnie „u Fotografa” ostatnio byłem i nic oprócz HopSasy z kega nie było :(
            Czyli kicha. No nic, tylko liczyć, że może w końcu coś się zmieni albo zamawiać butelki kurierem przez net

  10. Hmmm myślałem jak większość z Was… Nadal tak próbuje myśleć… Pije od kiedy pamiętam… Niemalże. Od zawsze potrafię wypić dużo… To po tacie…. Alkoholika. Teraz mam piękna żonę i czwórkę niesamowitych dzieci… Mam też swoją firmę która rozkręca się pięknie. Pije codziennie chyba że nie mogę bo muszę jeździć albo coś. Średnio wypijam 10 piw, 3 wina, litr giną dziennie, lub mieszam. Jestem 100% alkoholikiem który jeszcze walczy IO dziwo daje rade. Jak długo?….

    • Mam 29 lat, 4 dzieci w 3 lata. Żona piękna i wciąż jak nowa. Wiele przeżyć, bardzo ciężkich jednak piłem już wcześniej. Tylko mniej…

  11. ALKOHOLIZM to ciezki temat wiem cos o tym maz zaczynal pic raz w tygodniu potem dwa razy trzy itd.a teraz jest Alkoholikiem leczyl sie na terapi wiele razy teraz tez jest na terapi nie robie sobie nadzieji chyba urodzilam sie pod pechowa gwiazda dlatego LUDZIE pijcie z glowa bo to nie prowadzi do niczego dobrego współczuje wszystkim Alkoholikom I jego rodzina :(

  12. Ja postanowiłem nie pić już w ogóle. Kilka razy. Nie potrafiłem zrobić nawet dnia przerwy bez alkoholu! Nawet jak ostro zabalowałam to i tak wieczorem było piwo w ręce. Dlatego dla mnie 2 dni bez alkoholu to już był sukces. W końcu dotarło do mnie, że sam sobie z tym nie poradzę. Musiałem iśc na terapie. Stwierdziłem, że zmienie całkiem swoje otoczenie i poszukałem ośrodka z dala od domu w jakiejś spokojnej okolicy. Wybrałem Wsparcie w Koszalinie. Trochę sie obawiałem, że będę się czuł jak na oddziale zamkniętym. Ale atmosfera była wyjątkowo normalna, taka rodzinna. Oprócz mnie było 5 innych osób z podobnymi problemami. Nie czułem się pozostawiony sam sobie. Dużo dały mi terapie grupowe. Teraz wiem, jak mam radzic sobie z ta chorobą. Poróbuje inaczej żyć i na razie mi sie to udaje. Ogólnie życie wydaje mi si e teraz jakies lepsze. Pozdrawiam.

  13. Świat jest mały jednak. Też byłem we Wsparciu pod Koszalinem. Wiele im zawdzięczam. Właściwie wszystko. Gdyby nie oni, to nie wiem, jak wyglądało by teraz moje życie. Jestem trzeźwy od 7 miesięcy i wciąż odliczam. Trzymam kciuki za wszystkich, któzy chcą się wyrwac z tego nałogu!

Dodaj komentarz

*

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑