Kropki na spodzie puszki — mit wciąż żywy. Czas go rozwiać!

„Trzeba sprawdzić, czy są kropki.” – powiedział nieco od niechcenia, niby to w kierunku meblościanki za babcią mój wujek, otwierając puszkę Żywca 10% gratis. Pierwsze dwanaście sekund upłynęło mojemu mózgowi na skakaniu między słowami ironizuje a mówi serio. Kiedy postępowało przepełnienie bufora, wyręczył mnie brat i zapytał: „a wujek wie, że to ściema z internetu”? No i się zaczęło. Maczety nie latały, choć mój krewny z wielką pasją bronił swoich racji, mimo logicznej argumentacji. I choć minęły czasy, gdy gotów byłem rozedrzeć koszulę na klacie niczym Rejtan, walcząc o piwną edukację wśród bliskich — cząstka kraftowego wojownika potrafi jeszcze zapłonąć.

Skąd w ogóle pomysł z kropkami na spodzie puszki? Oto troll, któremu udało się nabrać sporą rzeszę ludzi. Mam nadzieję, że jest z siebie dumny.

Jesteśmy ludźmi leniwymi. Nie chce nam się, nie mamy czasu, albo uważamy, że to ponad nas, aby weryfikować informacje pojawiające się w sieci. Pal sześciopak Lecha, jeżeli niechęć do weryfikacji źródeł fake newsów odbije się jedynie na nas samych. Kiedy palniemy bzdurę w knajpie, ku zażenowaniu znajomych.

Niestety, mity piwne — a takim jest ten właśnie rozpracowywany — nie wzięły się z czarnej dziupli. Zostały rozpropagowane przez bandę głąbów, którzy prędzej uwierzą stronie o kupie, niż racjonalnym wytłumaczeniom. Zauważcie, że na Sadolu pojawiła się informacja, którą każdy z nas mógłby napisać na kolanie w kiblu. Takich mitów można wymyślić pod prysznicem z tuzin.

Bo niby skąd biorą się płaskoziemcy chociażby? To osoby niezdolne do analizy, niezamierzające konfrontować śmiesznych „rewelacji” (bo trudno tu o fakty) z ułamkiem logiki, w jaki — zdawałoby się — zostali wyposażeni gdzieś na etapie pierwszych klas szkoły podstawowej.

No ale dobra, odpalił mi się domorosły socjolog, którym kiedyś chciałem zostać. Zastanówmy się więc, czy proceder „przebijania” partii piwa miałby jakieś racjonalne wytłumaczenie?

Logistyka przedsięwzięcia

Piwa z browarów koncernowych są dostępne w wioskach tak zadupiastych, że nawet psy dupami tam nie szczekają. Tam nawet nie ma psów. Jest tylko pan Edek z panem Władkiem. Ci dwaj dżentelmenele robią utarg sklepikowi, dającemu pani Krysi utrzymanie starczające na chleb, masło i Morski 9,90 za kilogram. Specki schodzą jak gofry za dyszkę na Monciaku.

Do każdego miasta, miasteczka, sołectwa, gminy i wsi musi dojechać ktoś, kto odbierze piwa do utylizacji. Właściwie — z tego co mi wiadomo — tak się powinno zadziać. Piwesia po terminie należałoby zutylizować. Zostaną więc przekazane dalej, zapakowane na tira i posłane do wylania w kanał. Tir ten, choćby miał 600 kilosów do browaru, musi pokonać ten dystans zapakowany po brzegi starym piwem.

I musi się to opłacać, ergo ewentualna utylizacja jest wliczona w cenę trunku. Załóżmy jednak, że zysk z każdego piwa musiałby przewyższać paliwo w dwie strony (przy powrocie piwa i ponownym wypuszczeniu na rynek), gażę kierowcy, logistykę, autostrady, eksploatację pojazdów, księgowość, zarządzanie zasobami ludzkimi, pensje pracowników zaangażowanych w proceder.

Mało opłacalne, prawda? Dlatego duży browar woli opuścić cenę piwa przed końcem daty, byleby tylko nie narażać się na dodatkowe koszty. Spora część piwa ląduje też pewnie pod ladą, jest rozdawana znajomym lub kończy w koszu.

Pomyślcie teraz, że eurolagerek o ustalonej z góry cenie, musi zrobić 6 kursów (przy 3 kropkach na spodzie puszki). Opłaca się bawić w taki proceder dla kilku groszy wątpliwego i ryzykownego zysku? O ile o zysku byłaby w ogóle mowa…

Pytanie otwarte: kto rozpakuje i porozwozi te piwa po browarze, kto je policzy i rozliczy, skoro wszyscy są zarobieni pracą? Czy jest to specjalna tajna sekcja, czy może sprzątaczka Krystyna?

Mechanizmy w browarze

Nie da się wlać gotowego piwa „do kadzi”. Piwo jest produktem finalnym, trafia z tankofermentora do filtracji, następnie do linii rozlewniczej. W którym miejscu miałby być ponownie rozlewane? Nie da się go wlać do fermentora, nie znam też metody do wpięcia się do linii rozlewniczej z zewnątrz, aby zasilić ją dodatkowo jakimś płynem. 

Może więc do specjalno-tajnego zbiornika? Może do zamkniętej i sterylnej instalacji, która ma oprzeć się wszelkim zarazkom czy bakteriom? Czy raczej do otwartych kadzi? Co z piwem, które jeszcze tam fermentuje? Drożdże trochę by ocipiały, gdyby potraktować je hektolitrami mocno gazowanego płynu, a tym samym zaburzyć panujący w kadziach mikroklimat.

Przebijamy więc datę! Oczywiście przebijanie daty nie jest procesem omawianym w tym artykule, no ale… zróbmy wyjątek. Jak jechać, to po całości!

Tylko kto ją zmaże? Maszyna? Pan Kazik przetrze denaturatem? Ktoś musi podjąć się procederu, polegającego albo na otworzeniu setek tysięcy puszek albo zmazaniu z nich daty. Czy istnieje jakaś specjalna maszyna do szybkiego otwierania i wylewania napojów z puszek?

A właściwie, dlaczego tylko puszek? Co z piwem butelkowanym? Czy my czegoś nie wiemy? Może należy zacząć liczyć ząbki na kapslu albo mnożyć przez siebie dwie ostatnie cyfry kodu „spod zawleczki”?

Takich pytań jest sporo i zdaje się, że nikt nie zna na nie odpowiedzi.

Pytanie otwarte: ile trwałoby opróżnienie kilkudziesięciu tysięcy puszek dziennie?

Ukrycie procederu

Nie ma co do tego żadnych wątpliwości — ukrycie procederu na tak ogromną skalę byłoby NIEMOŻLIWE. Czy ktoś naprawdę wierzy, że o ponownym obrocie starym piwem dowiedziałby się jeden koleś z Kwejka czy Wykopu?

Browary dbają o renomę. Dbają o PR, marketing i dopieszczają się wizualnie. Chcą być kojarzone z dobrą zabawą, a nie starym piwem. Taka wpadka, nakręcona później przez media, mogłaby spowodować straty o wiele większe, niż koszty utylizacji.

Uwierzcie mi, taniej jest browarowi wyprodukować nowego koncernolagera, niż bawić się w skomplikowane logistycznie operacje, zatykanie ust jakiejś tajnej sekcji i ewentualne pokrycie strat wizerunkowych, gdyby krzywa akcja wyszła na jaw.

Szacuje się, że koszt produkcji piwa to od 10 do 35% ceny na półce.

Oj, IJHARS miałby używanie. Skoro potrafi dopierdolić się o takie pierdoły jak IBU na etykiecie, to przy akcji z przebijaniem puszek tryskałby zbiorowo do głównego zbiornika w każdym większym browarze.

Po cholerę znaczyć puszki?

Skoro proceder jest tajny, nikomu nie wolno o nim wiedzieć i rozpowiadać (prócz randoma na Sadolu), to pojawia się jedno pytanie. Po co dawać jakikolwiek znak, że coś może być majstrowane przy piwie po dacie? Jaki sens ma znakowanie puszek, skoro naraża na niebezpieczeństwo związane z wykryciem machlojki? Przecież byłoby to wystawianie tyłka na publiczny lincz i gangbang z kilkoma urzędami, takimi jak Urząd Celny.

No cóż… każdy mit zaczyna się od zauważenia symbolu, którym można podeprzeć się w opowiadanej historii. Przykładów nie muszę odgrzebywać z zakamarków pamięci, gdyż niedawno na Facebooku wyskoczyło mi to!

I jeszcze „Ile Coca-Coli jest w Coca-Coli?”. Podobna akcja była z Red Bullem.

Chcecie wiedzieć, jaka jest prawda?

Kropki na spodzie konserwy nanosi maszyna malująca puszki.

Taka praktyka podyktowana jest wygodą, gdyż dzięki oznaczeniom łatwiej namierzyć i — na przykład — wycofać z obiegu całą partię ze źle nadrukowanym malunkiem. Firma Nordson pisze o tym wprost na swojej stronie:

The Nordson® Industrial Ink-Dot I.D. marking system identifies each spray machine on a two-piece or three-piece container manufacturing line with a unique dot of ink. As a result, you can immediately identify the source of unacceptable coatings and prevent unnecessary line stoppages. ~źródło

Czy piwo z kropkami jest gorsze? Oczywiście, że nie jest! Wierząc jednak w podobny mit, od razu kalibrujemy się na nieprzyjemne doznanie. Jesteśmy podatni na manipulację i chcemy sami sobie udowodnić, że jest tak, jak czytaliśmy.

Bardziej niż łatwowierność internautów dziwi mnie jednak niechęć koncernów do sprostowań, w przypadku pojawienia się takich kwejkowych rewelacji. Czy doczekamy głupszego mitu, jeszcze łatwiejszego do obalenia?

Butelki koncernowych browarów wydają się niezagospodarowane…

To co? Liczymy ząbki na kapslach? :)


PS Tomek Kopyra pokazał także, że kropki mają piwa, które dopiero pojawiły się na rynku. Jak to możliwe?! :o

fot. w nagłówku: Thomas Hawk CC BY-NC 2.0

 

  •  
  •  
  •  
  •  

3 komentarzy

  1. Na szczęście na półkach polskich sklepów brak jest jakichkolwiek kraftów w puszkach więc nie ma czym się przejmować.

  2. W takim razie mój błąd, aż z ciekawości poszukam coś zapuszkowanego od Jana, oczywiście uważając na kropki :)

Dodaj komentarz

*

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑