Piwo i siłownia? Pewnie, że można!

Niektórzy mają obawy, czy połączenie siłowni i picia piwa nie stworzy z człowieka koksa-grubasa. Takiego grubasa, który przypomina bramkarza w klubie nocnym. Niby szeroki, ale w dwóch płaszczyznach. Wszyscy będą na Ciebie mówić zdrobniale, aby podkreślić, że wcale mały nie jesteś — a wręcz przeciwnie, tłusta z Ciebie zwierzyna i pewnie masz wannę na zamówienie. Prawda jest jednak inna — dopóki stosujesz się do pewnych zasad, możesz walić czteropak na kolację, a będziesz nadal Adonisem. O ile zadbasz o pewne aspekty.

Rusz tyłek

Abyście uwierzyli chociaż trochę w moje słowa, muszę podeprzeć się faktem, że ćwiczę z przerwami od około 4 lat. Dwa lata temu moje podejście się zmieniło — odpowiednia dieta, za mną redukcje, wyciąganie wniosków i inne czynniki, dzięki którym wszystko idzie szybciej, lepiej, a ja jestem z siebie bardziej zadowolony. Karkiem być nie chcę, ale pewne pojęcie o mojej wymarzonej sylwetce mam. Mieści się ono w zakresie: profesjonalny model vs 45cm w kablu. Z tym, że modele są strasznie metroseksualni, a trenerzy aż za bardzo ociekają testosteronem i innymi specyfikami. Ze mnie w głębi duszy spokojny człowiek, więc dążę do stanu pośredniego.

Po pierwsze, jeśli chcesz nie wyglądać jak połączenie Biebera z pedałem w rurkach (albo Homera z Peterem Griffinem), musisz kupić karnet na siłownię. Nie na basen, nie na orbitreki, nie na ściankę, nie na masaże odchudzające i nie na aerobik, z tą fajną dupą w obcisłych spodniach do jogi. Kupić karnet na siłownię. Taką z żelastwem, śmierdzącymi potem szatniami i stężeniem testosteronu przekraczającym normy dla wojskowego namiotu, gdzie gnieździ się pluton samców alfa. Wystrzegaj się siłowni w centrach handlowym. Tam chodzą tylko chuchra albo grubasy, które po wyjściu z treningu lecą do KFC albo Burger Kinga na potrójnego Whoopera. Ty masz mieć przed oczyma przykład, że jak się chce, to można. Zero lansu, czysty wysiłek.

Gdy już kupisz karnet, to będzie Ci szkoda z niego nie korzystać. No bo skoro wydałeś kasę o wartości kraty Rowing Jacków…

„Nie mdlejemy, ćwiczymy!”

Zakwasy po pierwszym treningu to tragedia. Zakładaj od razu, że po wstępnym wycisku najlepiej wziąć urlop, zamknąć się w domu i poprosić żonę, aby smarowała Cię Naproxenem, gotowała posiłki, robiła masaże i nosiła na rękach po całym mieszkaniu. Po 3-4 dniach wszystko się ustabilizuje i będziesz mógł dalej drzeć mordę przy wymyślnych ćwiczeniach, które zapewne sobie zafundujesz. A to jest błąd — klasyka rządzi. Martwe ciągi (z trenerem!), wiosłowanie (z trenerem!), wszelkie uginania, prostowania, wyciskania, przysiady i podciągania są najlepsze. Wybierz sobie jakiś fajny plan treningowy, najlepiej FBW na pierwsze dwa miesiące. Poczytaj także o Push/Pull/Legs. Polecam, ostra jazda!

Stosowałem także superserie, o których poczytasz na forach. Pomyśl o nich po roku.

forfit-silowia-wyciskanie-hantli-zza-glowy

Do siłowni przekonałem dotychczas 4 facetów, z których dwóch nie wyobraża sobie wycisku 3-4 razy w tygodniu. Trening odstresowuje i daje czas do przemyśleń. Na siłowni można się wyłączyć, skupić na oddechu, poprawnej technice, pracy mięśni. Tutaj wpadam na pomysły na teksty. Myślę o piwach, które warto kupić. To taka medytacja.

Moja dobra rada, bo zauważam, że wiele osób sobie odpuszcza. Przy ostatnich dwóch powtórzeniach masz niemalże walić w gacie. Kiedy skończysz serię, masz być wycieńczony. Śmieszy mnie, gdy ktoś robi 12 przysiadów ze sztangą na takim luzie, jakby obierał ziemniaki na obiad, albo głaskał kotka w piwnicy. To nie jest aerobik, to trening siłowy!

Co z tym piwem?

Zeszliśmy z tematu, ale miało to pewien cel. Jeśli nakłonię Cię chociaż na seryjkę pompek w domu — będę spełniony.

Co zaś tyczy się piwa i siłowni, to nie jest to żaden problem. Aby nie przytyć, należy stosować odpowiednią dietę, której wbrew pozorom nie trzeba ściśle się trzymać. Niektórzy myślą, że dieta oznacza rozpisywanie wszystkich posiłków, ważenie ich i jedzenie o równych godzinach. Tak, jest to stan idealny, ale nic nie musi być idealne, aby dawało efekty. Niegdyś przez 3 miesiące rozpisywałem wszystko i zrzuciłem blisko 10kg. Nie jest to trudne i wchodzi w nawyk. Jednak bez rozpisywania można sobie poradzić. Wystarczy jeść zdrowo i przemyślanie.

Poczytaj o tym, jak zgubić piwny brzuch.

Jeśli masz zamiar chodzić na siłownię, obżerając się przy tym pizzą, pierogami, hot wingsami, makami i zapijając to wszystko porterami — mówię Ci, daj sobie spokój. Albo ćwiczysz i trzymasz się założeń (racząc się piwem bez obawy, że będziesz tłusty). Albo żresz z koryta i płaczesz, że jesteś taki gruby. To jak w tym memie, poniżej.

jestemtakigruby

Piwo tuczy. Nie ma co do tego wątpliwości i nikt nie wmówi mi, że są to puste kalorie. Ponadto piwo wzmaga apetyt i ponoć spowalnia nieznacznie metabolizm. Jeśli chcesz mieć dobrą sylwetkę i cieszyć się dobrym piwem, to jest na to prosta rada. Pij piwo kosztem jedzenia. Nie jedz kolacji, ale wypij piwo. Zresztą, jeśli nie masz skłonności do tycia, to możesz pić piwo bez przesadnego zastanawiania się, czy przypadkiem dzisiaj za dużo nie zjadłeś. Na siłowni i tak zrobisz odpowiedni deficyt kaloryczny, więc możesz go zapełnić tym jednym piwem. Zakładając, że nie chcesz nabrać masy tłuszczowej.

Piwo zawiera wiele mikroelementów i aminokwasów, więc nawet wskazane jest wypicie dobrego piwa po siłowni. To taki smaczny napój izotoniczny, więc dlaczego mielibyśmy sobie go odmawiać? Zdarzyło mi się zabrać na salę podpiwek. Jakoś nikt na mnie krzywo nie patrzył. Więcej zalet niż wad.

Long story short: picie piwa nie wyklucza pracy nad sylwetką. Oczywiście nie mówimy o piciu kraty browarów tygodniowo, ale jedno piwo wieczorem ćwiczącego jeszcze nie zabiło. Dostarczony w ten sposób alkohol nie „zetnie” Ci tyle białka, aby dzisiejszy trening poszedł na marne. To brednie.

Poważnie, piwo to nic złego i nie ma powodów, aby rezygnować z niego, gdy dbamy o siebie. A jeśli o siebie nie dbasz to — cóż — pij i jedz to, co wejdzie w zasięg wzroku. Tylko potem nie płacz, że jesteś gruby, brzydki i nawet Niemki Ciebie nie chcą. Pijane Niemki. Czterdziestoletnie.

Ćwiczyć na siłowni i pić piwo?

Zwykłem mawiać, że piwo po siłowni to dobra rzecz. Po co ten tekst? Aby uświadomić wielu osobom, że nie należy rezygnować z aktywności fizycznej, bo pija się piwo. I na odwrót: nie należy rezygnować z dobrego piwa, bo jest się osobą aktywną. To jak najbardziej idzie ze sobą w parze i nie wyklucza się nawzajem.

Więc dupa w troki i ćwicz. Wyjdzie Ci to na dobre. I nie zapomnij kupić dobrego piwa na wieczór.

Spodobał Ci się ten tekst. Zajrzyj na fanpage lub zapisz się do newslettera, aby być na bieżąco z kolejnymi ciekawymi wpisami. Do zobaczenia! :)

  •  
  •  
  •  
  •  

28 komentarzy

  1. Hmmm… Zgadzam się. Już kilkukrotnie o tym pisałem, że należy wziąć dupę w troki i ćwiczyć. Ale nie zgodzę się z tym, że do MC czy wiosłowania potrzebny jest trener. Tym bardziej, że „trenerzy” na siłowniach najczęściej sami nie mają zielonego pojęcia na temat prawidłowej techniki wykonywania ruchu. 

    Co do dawkowania BCAA – 10g dziennie nie da absolutnie żadnego efektu. No.. Chyba, że mówimy o placebo :) Charles Poliquin poleca dawkowanie nawet na poziomie 0,44g na kilogram masy ciała na dzień. Ale myślę, że dla świeżaka wystarczy ok. 20g. Wszystko, co poniżej najzwyczajniej w świecie nie zadziała tak jak powinno.

    • Nie zgadzam się. Wiem, że jest pewna dawka „ustalona”, ale moim zdaniem każda dawka działa. To jak z kreatyną. Małe dawki też działają w stałej suplementacji. BCAA to samo – ma pewne działanie, które nie aktywuje się po przekroczeniu np. 25g. Sam biorę dziennie około 10-12g BCAA + to co w jedzeniu + WPC (nie zawsze pijam). Więc załóżmy, że mam te 15g. Na 95kg/194cm. I szczerze Ci powiem, że baaaardzo odczuwam brak suplementacji BCAA. Więc nie mogę się zgodzić, ja to czuję. To może zależy od organizmu.

      Co do trenera: chodziło mi o pokazanie techniki na początku. Początkujący zrobią koci grzbiet itp.

      • Oczywiście, że zależy to od organizmu. Zastanawiam się jedynie nad tym na ile to efekt faktyczny a na ile placebo :) Co do kreatyny – tutaj co do zasady dawki są niewielkie.

        A o trenerach mógłbym godzinami opowiadać… Wielokrotnie widziałem jak ludzie pod ich okiem okrutnie kaleczyli ćwiczenia. Prym wiodą tutaj magicy od crossfitu. Dla mnie niesamowitym jest, że jeszcze nikt nie wylądował na wózku inwalidzkim… O trenerce wszystkich polek nawet nie wspomnę z grzeczności. Strach się bać i tyle. Generalnie wyznaję zasadę bardzo prostą – jeżeli ćwiczyć z trenerem to z takim, który ma lata doświadczenia w trójboju. 

        • Ja trenera rzadko pytam o cokolwiek. Często pytam kogoś, kto widzę ma doświadczenie. Sprawdzam przy okazji rozmaite filmiki, czytam dyskusje. Na przykład wciąż nie wiem jak poprawnie zrobić drag curl i robię go na czuja. I szczerze mówiąc bicki palą jak wściekłe… :)

  2. Trenera można wynająć na kilka pierwszych zajęć (właśnie jak sam wspomniałeś) żeby nauczyć się techniki. Później szkoda kasy, i moim zdaniem nawet nie ma zbytnio sensu. Najlepszym pomysłem jeśt ćwiczyć z kimś kto cię nagra, później można sobie porównać i wyhaczyć ewentualne błędy. Lepiej przeznaczyć pieniądze z trenera na lepszy cel (dobrze wiemy jaki :D)

    • Trener jest na każdej porządnej siłowni, w cenie karnetu. Jeśli jest kumaty to pokaże poprawną technikę. Przy martwym ciągu można sobie zrobić krzywdę. Lepiej, jeśli ktoś pokaże, jak poprawnie się za to zabrać.

      • Jeśli nie pokaże techniki to nie jest trenerem :)
        Nie wiem jak wygląda praca z trenrem w cenie karnetu w Twoim przypadku, ja raz zaobserwowałem takową jak typek (nie mogę go nazwać inaczej) podchodził do swojego podopiecznego ze sporawą niedowagą, który był chyba pierwszy raz na siłowni, , dając mu rady pokroju „żeby miec dobry brzuch musisz robić dużo brzuszków”, a kiedy ten robił przysiady to ‚trener’ coś skorobał na telefonie zamast go instruować. 
        Dlatego w mojej opinii lepsze są małe katownie, gdzie ‚koksy’ (bez kursów) też sypią radami i to bezintersownie. Nie bez przyczyny mówi się, że najwięksi wychodzą z piwnic ;)
        Btw. dobry i konkretny wpis !

  3. Wersja tl;dr: piwo to po prostu kalorie. Ludzie są grubi od przekraczania swojego progu kalorycznego, niekoniecznie picia piwa. Inna sprawa, że to kalorie jak najbardziej puste (ten termin nie znaczy, że „nie tuczy”, tylko że w tych kaloriach jest mało pożytecznych składników odżywczych, zwłaszcza z punktu widzenia kogoś, kto chce zbudować trochę mięśni), a przynajmniej pustawe. Jedno-dwa nikomu nie zaszkodzą w siłownianych ambicjach, jeśli się je doliczy do bilansu razem z wartościowym jedzeniem. Tak jak jedno ciacho, pajda jasnego chleba, czy kawałek pizzy nie sprawią, że trzeba się zapisywać do kolejnej edycji Biggest Losera, bo omójboże dieta.

    A co do siłowni w centrach handlowych, to jeżeli wśród tych wszystkich modnych i fikuśnych maszyn są co najmniej dwa power racki lub stojaki nadające się do przysiadów ze sztangą (i w związku z tym innych rzeczy), porządny zestaw obciążeń i podłoga, która nie jest kilkunastoletnim, nierównym linoleum, to reszta się w zasadzie nie liczy. Nieistotne czy uczęszczają tam grubasy czy koksy bez szyi – na siłowni jesteś tylko dla siebie.
    No, chyba że lokal jest non-stop oblężony przez ryczących do siebie kretynów wyciskających na stojaku do przysiadów. Wtedy nie. ;)

  4. Zakwasy nie trwają dniami… Kwas mlekowy w mięśniach zalega max 3-4 godziny po wysiłku. Ten ból, który trwa kilka dni po intensywnym treningu to mikro urazy mięśni.

    Co do siłowni w centrach handlowych to też bym się zgodził, u mnie w Poznaniu cała największa gangsterka chodzi do takich przybytków. W osiedlowych siłowniach nie widziałem takich wielkoludów. Swoją drogą jeśli na Twojej siłowni jest trener to znaczy, że jeszcze nie widziałeś takiej prawdziwej „Taką z żelastwem, śmierdzącymi potem szatniami i stężeniem testosteronu przekraczającym normy dla wojskowego namiotu, gdzie gnieździ się pluton samców alfa.”.

    Ale sam przekaz artykułu jak najbardziej ok!

    PS. Ten ciężar przy martwym to chyba na rozgrzewkę? ;)

    • Dzięki, za dopowiedzenie. Oczywiście, są to mikrourazy, ale zwykło mawiać się „zakwasy”. Raczej mówimy: „ale mam zakwachy”, niż „ale mam mięśnie poniszczone” :)

      Widziałem prawdziwą i zrezygnowałem, po tym, jak zobaczyłem co tam się znajduje. Tj. zero dbania o sprzęt. Bałem się po prostu o swoje zdrowie. Nie będę podawał nazwy siłowni :)

      Ciężar przy martwym z prostej przyczyny – dawno nie robiłem martwego, a bałem się o plecy, bo jakoś dziwnie się wypiąłem klatą przy wyciskaniu na płaskiej i mi się coś w lędźwi nadciągnęło. Nadal odczuwam lekki dyskomfort, więc w razie czego wziąłem mniejszy ciężar, żeby tego stanu nie pogorszyć. Jak widać zresztą fotka była zrobiona na potrzebę wpisu (nogi nierówno, nie ściągnięte łopatki itp.)

      Zresztą jak widzisz na zdjęciu – żaden ze mnie koks i mięśniak, więc 150kg w martwym nie dźwignę :)
      Dzięki za komentarz!

      • A powinieneś dźwignąć, ja przy 176cm/75 kilo brałem 140 na dwa razy :P

        • Zaintrygowałeś mnie. Spróbuję w poniedziałek jakiegoś maksa dźwignąć z pasem i dam znać, jak poszło.

          • Myślę, że powinno się udać, przy czym dodam, że byłem po konkretnym dwumiesięcznym treningu siłowym, a do tego plecy to zdecydowanie najmocniejsza grupa mięśniowa w moim ciele (podciąganie na drążku z dodatkowym obciążeniem itp.).

  5. Ja tam wole robić kilometry po lasach na rowerze. W sumie to tylko cardio i nie zbuduje tym sylwetki ale co tam ;) Kiedyś chodziłem na siłkę jak miałem mniej roboty w pracy, jedno jest ważne: przyjaciele nie pozwalają przyjaciołom zapomnieć o leg day :P

    • Pany! Każdy z was ma rację i z każdym zgadzam się w 99%. Dlaczego nie w stu? Ano dlatego ze siłownia do wolnych ciężarów które są najlepsze jak wiadomo jest zbędna. Klawo jak ktoś ma ekstra pokój jak ja ale dla zmotywowanego wystarczy piwnica, garaż, strych nie wiem szopa:) Co jest niezbedne oprócz dzikiej motywacji do zmiany? Sztangielki,sztanga,drążek,dobra łamana i godzinka intensywnego szarpania cztery pięć razy w tygodniu wystarczy żeby cieszyć się browarkiem bez wyrzutów sumienia.(ja akurat robie split od barków do łydek). I piwko bądź cztery przy sobocie nie spowodowało u mnie żadnych spadków. Dieta jak najbardziej. Ale bez jaj nikt na mistera JUNIWERS nie idzie. Przelicz sobie ile węglowodanów białek tłuszczów potrzebujesz (to jak i miliony filmów instruktażowy jak i co i kiedy i co z czym a co z czym nie znajdziesz na necie) i jako tako się tego trzymaj. Aha i lustro im większe tym lepsze po to żeby BEZ TRENERA widzieć czy dobrze robisz (i trochę żeby się ponarcyzować nie oszukujmy sie) Tak wiec zgadzam się z chłopakami NIE OSZUKUJ SAM SIEBIE PO PROSTU ZAPIERDALAJ A EFEKTY BĘDĄ i to na 100%. pzdr

  6. „NIE OSZUKUJ SAM SIEBIE PO PROSTU ZAPIERDALAJ A EFEKTY BĘDĄ i to na 100%. pzdr”

    idealne

  7. Dzięki za fajny artykuł. Sam piwkuję co weekend i często w tygodniu a zrzuciłem w 3 miesiące 5 kg. Wiem że ten wynik dupy nie urywa, ale mi taki wystarcza, a też nie chcę zmieniać jakoś drastycznie trybu życia, no i lubię browarka :) Kupiłem sobie ławeczkę i orbitrek i ćwiczę 6 dni w tygodniu. 3 dni treningu siłowego i 3 na orbitreku po 40 min. Przyrost siły czuję co tydzień, niedługo planuję dokupić trochę ciężarków :) Pozdrawiam wasze zdrówko :)

  8. mówisz tu o piciu piwa jednego co w takim razie jal pujdziemy na ostry melznaź i wypijemmy 10-12 piw mamy zrezygonowac wgl z jedzenia jakoś sobie nie wybraźam źe jestem ze znajmymi na grilu lub innym zbiegowisku znajmomych wszyscy maja dobry chumor piją sobie piwko a ja wypijam jedno dzięki ja ćwicze więcej nie niestety ćwiczenia to ma być dla mnie przyjność a nie katorga więc pije sobir piwko czasem zapale do tego nature i jedyne co zauwaźylem na trenigu to większą potliwość na trenigi zaraz po poprzdnim dniu picia trzeba pamiętać źe wtedy w tym dniu wracamy do diety ale teź jak mówisz nie aź tak rygorystycznej według mnie to najlepiej mieć duźo aktywności w ciągu dnia rower rolki długie spacery wszystko co lubimy najwaźniejsze źe

  9. Co prawda jestem „ćwiczącą” kobietą – nie mężczyzną… Nigdy nie komentowalam artykułów, bo żaden nie był tak super jak ten! Gratuluje! Jest świetny! :) Jestem nowa w tym temacie (cos tam cwicze dopiero od dwoch lat). Artykuł z dystansem, żartem, mega motywujący :) Super! :) Jestem nim zachwycona:) Pozdrawiam ;)

  10. Ahaaa… i zapomnialam dodać – trafilam na ten artykuł bo uwieeeelbiam piwo :) Staram sie go unikac, ale nie zawsze sie udaje ;) Pozdro ;)

  11. Eeee.. jak planujesz melanz grill itd to wytnij wegle prawie calkiem w dany dzien upewnij sie ze spozyles wystarczajaca ilosc bialka/wody i idz melanzowac a na drugi dzien rano jakies cardio na czczo czy cos :P pzdr

  12. Podoba mi się ten artykuł. Teraz będę mogła połączyć taniec z piciem – uwielbiam tańczyć na lekkim „haju”, wieczorem, przy zgaszonym świetle. Wielu ludzi jednak mi mówiło, że gdy połączę piwo z wysiłkiem, będę miała poważne problemy. Dobrze, że poruszyłeś ten temat, bo wszędzie widzę obsesję na punkcie zdrowego trybu życia i żywienia, a prawda jest taka, że nic nie szkodzi, chyba, że się tego nadużywa.

  13. lukoszek9365

    20 Gru 2016 at 00:53

    Ale kurwa pierdolenie.. Piję 5-6 piw dziennie, jem tak jak trzeba odpowiednio dobierając składniki odżycze i ćwicząc od 14 roku życia (dzisiaj 28) i 99% idiotów z wodą zamist mieśni ale liczących sobie każdy gram białka położę do poziomu jak małe dzieci. Siła się bierze z odpowiedniej diety i ćwiczeń a nie smiesznych wyrzeczen, odzywek i silowni. Jak dla mnie kazdy chlopczyk udajacy strong mana to piz*a ktorą można położyc jak frejra. Żylastość ponad wysztko

  14. Pijde 3-4 piwa dziennie trnuje pare lat. Treninngi to przewaznie bill star 5×5 na zmiane z typowymm olimpijskimw domu (high pull, snatch, push press, power jerk, shrug pull, pompk na jednej rece, drazek wioslowania). I dzis np posilek po treninngu 400g kurczaka i 3 piwa zamiast ryzu czy czegos tam jako kalori, Wszystkie idzie do przodu sylwetka zlaa nie jest, ale oszukiwac sie nie ma co alkoholizm na dobre nie wychodzi. PEwnie jest to ze lepiej cwiczyc i pic nie nie cwiczyc i pic ;)

  15. A czy ta siłownia jest wymagana, jeśli jest się fizolem, który przez 12-godzinny dyżur nosi w te i we wte (parę kilometrów w ciężkich butach) lżejsze i cięższe towary (tak na oko przy dobrym dyżurze to pewnie z dobrą tonę czy dwie się przerzuci), a jeszcze od czasu do czasu jest częstowany (w godzinach roboczych – sic!) domowymi destylatami z podwarszawskich miejscowości?

    Pozdrawiam piwoszy,
    P.

Dodaj komentarz

*

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑