Strona 2 z 66

Piłkarskie Złoto z Browaru Raduga — wyłącznie na MŚ 2018 w Rosji

Jeszcze nie straciłem wszystkich mleczaków, a już byłem niespełnionym marzeniem ojca. W wieku 6 lat zacząłem stać na budzie. I nie to, że „gruby na budę”. Uwielbiałem wyciągać okienka, strzały pod niewidzialną poprzeczkę (słupki z plecaków!) i wychodzić sam na sam z przeciwnikiem. Metalowe wkręty w moich korkach kupionych przez Anonse siały postrach. Dwa czy trzy lata później trafiłem do Lechii Gdańsk, z którą trenowałem do momentu naderwania więzadeł w dłoni. Przerwałem mordercze jak na dzieciaka treningi, na które bardzo nie chciałem chodzić. Do końca gimnazjum chętnie jednak grałem na bramce. Dziś byłbym powołany do kadry na MŚ w Piłce Nożnej w Rosji.

Erdinger vs Schofferhofer — pojedynek klasycznych niemieckich „pszenic”

Piwa pszeniczne uważa się za podstawowy element zestawu każdego „browaru knajpianego”. Pils, ciemne i pszenica — tak zwana „złota restauracyjna trójca”. Problemów nie przysparza oczywiście dorwanie weizena z Polski w markecie. Szeroką gamę reprezentuje także klasyka od zachodnich sąsiadów. Wśród nich dobrze Wam zapewne znany Paulaner. Poza piwem braci paulinów, między innymi Erdinger czy Schofferhofer. Które z nich warto wybrać, gdy macie ochotę na pszenicę, a Paulaner wychodzi Wam już bokiem?

Najbardziej paździerzowe etykiety polskiego kraftu [CZĘŚĆ DRUGA]

Przez trzy miesiące chodziłem po specjalistach. Zapoznałem się z treścią ulotek dziesięciu różnych psychotropów. Po opracowaniu pierwszego zestawienia natychmiast przemyłem oczy dużą ilością wody. Wypróbowałem akupunkturę, odwiedziłem irydologa i profilaktycznie zbadałem sobie prostatę. Nawiedziłem też onkologa, psychiatrę, kardiologa, szeptuchę z Podlasia i mongolskiego znachora. Jest lepiej. Na tyle dobrze, że mogę uraczyć Was kolejną dawką najbardziej paździerzowych etykiet piwnych w Polsce. Trzymajcie się mocno barierek, może nieźle rzucać na boki!

IPA, Milk Stout i American Wheat.
Piwna Rewolucja w Browarze Tenczynek

Tenczynek na pewien czas zszedł mi z pola widzenia. Gdybym miał wymienić piwa z tego podkrakowskiego browaru, wskazałbym milk i imperial stouta. Ten drugi, kiedy zagościł na rynku, był bodaj pierwszym polskim stoutem na sterydach z browaru regionalnego. Wypiłem i… zapomniałem. Więc browar postanowił o sobie przypomnieć, nie tylko mi, ale całej scenie piwnej w Polsce.

Ja to, proszę Pana, dobrym piwem się nie upijam

Pijemy dla smaku. Pijemy dla alkoholu. Pijemy, aby dodać sobie animuszu, być zabawnymi, śmiałymi i aby podbić cechy, które mogą zaniżać naszą samoocenę. Twierdzenie, że alkohol w dobrym piwie nie ma właściwości podkręcających saturację otaczającego nas świata to majaki oszołoma. Wiecie jednak, co jest najgorsze? Stawianie się w pozycji elitarnego wojownika kraftu, który dobre piwo pije wyłącznie dla smaku.

5 najbardziej szkodliwych piwnych mitów

Najwięcej krzywdy dobremu piwu wyrządziły reklamy przemysłowych sikaczy. I choć koncerny próbują teraz nieco podratować swój wizerunek, wypuszczając bardzo przeciętne piwa nowofalowe, to marketingowy bełkot wszedł społeczeństwu do duszy już na stałe. Oszronione szklanki, złocisty trunek, chmiel sypany do kotła koparką. Biedny piwowar, który niczym ochroniarz na strzeżonym parkingu pod falowcem pilnuje, aby nikt się nie włamał do browaru i nie spasteryzował mu piwa.

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑