Strona 3 z 54

7 rzeczy, które każdy piwosz powinien już dawno zrozumieć

Blisko 4 lata blogowania o piwie to spora lekcja pokory. Moje nastawienie do piwa zmieniało się w tym czasie diametralnie. Od kraftowego krzykacza i moralizatora, przez obojętnego snoba, po blogera ze zdrowym oglądem na ulubiony trunek. Ten, kto nie zmienia swoich poglądów, stoi w miejscu. Nasze podejście do pewnych aspektów życia ulega zmianom tak długo, jak otaczająca nas rzeczywistość nas do tych zmian popycha. Uporządkowałem więc kilka spraw, które każdy piwosz powinien już dawno zrozumieć.

Starcie klasyków: Atak Chmielu VS
Rowing Jack

Marzec 2011 roku. Powstaje premierowa warka Ataku Chmielu. Niedługo później pierwsi zainteresowani mogą spróbować nareszcie w miarę dostępnego polskiego AIPA. To wydarzenie do dzisiaj uznawane za przełomowe na polskim rynku piwa, wprowadzające mocno goryczkowe wyroby „na salony”. Konsumenci oczekują kolejnych wysokich dawek alfa-kwasów i takie funduje im przede wszystkim AleBrowarowy Rowing Jack, z premierą w maju 2012 roku, podbijając serca piwoszy w całej Polsce.

Rowerowe lato (prawie) bez kraftu, czyli dlaczego tak rzadko pisałem

Pchałem rower pod górę, przez zarośnięte pole. Na plecach kilkunastokilogramowy górski plecak, na nogach skarpetki, które przemokły po minucie marszu. Plecak ni w ząb nie pasował do roweru. Nie powinien być taki duży i tak wypchany. „Mogłem ogarnąć te sakwy” – pomyślałem, kiedy zdyszany niczym beergeek w kolejce po ostatnie krople Samca Alfa, doczłapałem się do krzyża przy kamienistej szosie.  Czekało mnie jeszcze 60 kilometrów na siodełku, z plecakiem ważącym prawie tyle, co mój rower. Co gorsza, nie przestawało padać…

Dlaczego po piwach koncernowych ma się takiego kaca?

Znacie to, prawda? Wypijacie na spokojnie 2-3 koncernowe lagery, kładziecie się do łóżka i po kilku godzinach snu budzicie się skatowani jak po ostro zakrapianej imprezie na podwarszawskiej melinie. We łbie sieje Wam spustoszenie tajfun i bania boli jak po spirytusie w butelkach po oleju. Suszy Was tak, że rzucacie się wpłacić kilka stówek na PAH, byleby postawili Wam przy łóżku studnię, co je budują dla wiosek w Sudanie Południowym. I jeszcze ten posmak w ustach, który utrzymuje się przez cały poranek…

Cornelius APA [ZA PIĄTAKA]

Po długich poszukiwaniach dorwałem wreszcie APA z Browaru w Piotrkowie Trybunalskim. Brat trafił na nie kiedyś w Żabce i stwierdził, że o wiele lepsze od APA z Żywca. Postanowiłem, że jak tylko ujrzę gdzieś Cornelius APA, od razu biorę na tapet i leci do cyklu „ZA PIĄTAKA”. A nawet „Za czwórkę”, bo tyle mnie to piwo kosztowało. Musicie przyznać, że jak za butelkę 0,5l to niewiele.

Kraft w puszce: Albino Squid Assassin (BrewDog)

Są takie piwa, które kupuje się dla etykiety czy puszki. Powiem szczerze, że Albino Squid Assassin przyciągało wzrok właśnie z powodu genialnego malunku, a nie stylu, w którym to piwo uwarzono. Koniec końców piwa z BrewDoga nie kupiłem, a zamieniłem się na nie za inne piwo w puszce, które piłem już wcześniej. Czas na szybką recenzję tej wizualnej perełki.

© 2013-2016 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑