Strona 3 z 67

Najbardziej paździerzowe etykiety polskiego kraftu [CZĘŚĆ DRUGA]

Przez trzy miesiące chodziłem po specjalistach. Zapoznałem się z treścią ulotek dziesięciu różnych psychotropów. Po opracowaniu pierwszego zestawienia natychmiast przemyłem oczy dużą ilością wody. Wypróbowałem akupunkturę, odwiedziłem irydologa i profilaktycznie zbadałem sobie prostatę. Nawiedziłem też onkologa, psychiatrę, kardiologa, szeptuchę z Podlasia i mongolskiego znachora. Jest lepiej. Na tyle dobrze, że mogę uraczyć Was kolejną dawką najbardziej paździerzowych etykiet piwnych w Polsce. Trzymajcie się mocno barierek, może nieźle rzucać na boki!

IPA, Milk Stout i American Wheat.
Piwna Rewolucja w Browarze Tenczynek

Tenczynek na pewien czas zszedł mi z pola widzenia. Gdybym miał wymienić piwa z tego podkrakowskiego browaru, wskazałbym milk i imperial stouta. Ten drugi, kiedy zagościł na rynku, był bodaj pierwszym polskim stoutem na sterydach z browaru regionalnego. Wypiłem i… zapomniałem. Więc browar postanowił o sobie przypomnieć, nie tylko mi, ale całej scenie piwnej w Polsce.

Ja to, proszę Pana, dobrym piwem się nie upijam

Pijemy dla smaku. Pijemy dla alkoholu. Pijemy, aby dodać sobie animuszu, być zabawnymi, śmiałymi i aby podbić cechy, które mogą zaniżać naszą samoocenę. Twierdzenie, że alkohol w dobrym piwie nie ma właściwości podkręcających saturację otaczającego nas świata to majaki oszołoma. Wiecie jednak, co jest najgorsze? Stawianie się w pozycji elitarnego wojownika kraftu, który dobre piwo pije wyłącznie dla smaku.

5 najbardziej szkodliwych piwnych mitów

Najwięcej krzywdy dobremu piwu wyrządziły reklamy przemysłowych sikaczy. I choć koncerny próbują teraz nieco podratować swój wizerunek, wypuszczając bardzo przeciętne piwa nowofalowe, to marketingowy bełkot wszedł społeczeństwu do duszy już na stałe. Oszronione szklanki, złocisty trunek, chmiel sypany do kotła koparką. Biedny piwowar, który niczym ochroniarz na strzeżonym parkingu pod falowcem pilnuje, aby nikt się nie włamał do browaru i nie spasteryzował mu piwa.

Żywiec Sesyjne IPA [ZA PIĄTAKA]

Chyba wszyscy przejechaliśmy się na Książęcym IPA. Może kolejne piwa ze specjalnej serii „Tyskiego” nie rozbudzają tak wyobraźni, jak pomysły Żywca, ale trochę przyzwoitości wypadałoby mieć. Przejechałem się na KIPA na tyle, że olewam totalnie ich porter. Podskoki KP goniące kraft jawią mi się niczym remont u dziadków, który przeprowadzają sami dziadkowie. Zostaw meblościankę, lodówkę, przesiąknięte dymem zasłony i dywan. Możemy kupić nową szczotkę do kibla i umyjemy koszyczki na szklanki. Żywiec radzi sobie lepiej. Dostrzegają pędzący rynek, próbuje wskoczyć do wagonu choćby drugiej klasy, z dala od Warsu, gdzie trwa impreza.

Z Buzdyganem Rozkoszy przez Lasy Oliwskie

Wiecie, jak wygląda idealna sobota? Budzisz się bez kaca, o 11:30 zakładasz lanki i o 12:00 meldujesz się na dużym orliku, gdzie rozgrywasz dwugodzinny mecz w piłę. Wracasz do domu, jesz obiad i wychodzisz na rower do lasu. Po drodze wskakujesz do sklepu po lekką ipkę czy kwasika, drałujesz do lasu, siadasz na wzniesieniu i masz spokój. Wieczorem trafiasz do domu zmęczony, ale szczęśliwy, przywożąc ze sobą bohatera dzisiejszego wpisu — Buzdygana Rozkoszy w kartoniku.

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑