Uwaga! Jedzie debil!

O Jezu! Wszystko w porządku? Nic Ci nie jest? – krzyknęła młoda blondynka, wysiadając z niebieskiej Skody Fabia – Chodź, usiądź – chwyciła mnie pod ramię i zaprowadziła na trawnik obok jezdni.
Spoko – wróciłem się po leżący na jezdni rower – Nic mi nie jest. Wsiadaj do auta i jeeee.. – upadłem prawie na ziemię. Ciemno przed oczami. Zrobiło mi się niedobrze.
Wezwę policję i karetkę – wybełkotała, blednąc przy tym w okamgnieniu.

To było ponad dwa lata temu. Zmiana przepisów dotyczących ruchu rowerów, przejeżdżających po wyznaczonej ścieżce rowerowej przez jezdnię. Dotychczas pierwszeństwo na przejściu miał pieszy, następnie samochód skręcający w prawo, a dopiero później rower. Kto wymyślił tak głupie zasady?

Gdy wylądowałem na masce niebieskiej Skody, a następnie na jezdni, przepisy były już zmienione. Miła Pani nie miała już pierwszeństwa. Nawet o tym nie wiedziała, zresztą bełkotała, że wydawało jej się, że ma zielone. A ja miałem tylko jeden sprawny hamulec i nie zdążyłem wyhamować do końca. Bolało. Policja przybyła po 45 minutach, chociaż do komisariatu dotarłbym na piechotę w jakieś 3. Straż Miejska, która obok przejeżdżała, stwierdziła zgodnie: „Dogadajcie się„. To znaczy: „Pani mu płaci i zapominacie o sprawie„. Byłoby po problemie, gdyby nie fakt, że nie mogłem chodzić. Zbite biodro. I coś z ręką.

To wydarzenie utkwiło mi w pamięci i nauczyło, że do kierowców trzeba mieć bardzo ograniczone zaufanie. Jeżdżą jak debile, są królami dróg i szos. A jak skręcają w prawo, to już w ogóle lepiej ich puścić, bo i tak się nie rozglądają. Mają w dupie to, że jezdnię przecina ścieżka rowerowa. Mają w dupie to, że przez pasy może iść matka z dzieckiem. Oni jadą. Oni są mistrzami kierownicy. Spieszą się i olewają wszystkich. Drogowi palanci.

Po tym wydarzeniu, kilka tygodnii później, wracałem z kolegą na rowerach z plaży. Przejście dla pieszych i ścieżka rowerowa obok, kilometr od tego, na którym wleciałem w niebieską Skodę Fabię. Kolega jedzie na jednym kole (nie stwarza przy tym zagrożenia, bo nikogo nie ma w pobliżu). Ma wjechać na jezdnię, ma zielone światło, ale widzi, że palant skręca w prawo. Palant ma mojego kolegę przed oczyma, no nie ma bata, aby go nie dostrzegł. Ale rozmawia przez telefon. Ja to widzę, jadę za kolegą. Kolega też to widzi, zrzuca rower na obydwa koła, po czym zdejmuje jedną nogę z pedału, aby zderzak auta mu jej nie zmiażdżył. Ja już wiem, on już wie. Jeb!

Utrzymał się jakimś cudem na rowerze, przeskoczył przez kierownicę, nie wiem. Kierowca się zatrzymał, zapytał, czy wszystko ok. „Nie jest ok, jebany cwelu!” – krzyczy kolega, po czym zaciska pięści i idzie kolesiowi zrobić GTA. Podsiwiały czterdziestolatek przeprasza, po czym zamyka szybę jeszcze przed konfrontacją i odjeżdża. Pada pytanie: „Gonimy idiotę?„. Szkoda nerwów. Jeszcze się doigra. Karma to suka.

Mieć ograniczone zaufanie do kierowców – to podstawa. Wczoraj po raz kolejny w takiego omal nie wpadłem. Widział mnie, patrzył mi się w twarz. Przejeżdżałem po ścieżce rowerowej, na zielonym. Ale on jest samcem alfa, ma auto za 200 patyków, to jedzie pierwszy. Przepisy go nie obowiązują, a zielona strzałeczką w prawo przestaje być warunkowym, a jest jego przepustką do bycia nadczłowiekiem. W ostatnim momencie skręciłem na jezdnię, rzuciłem kilka epitetów o jego pochodzeniu. Spojrzałem też na tablicę rejestracyjną, bo w 90% przypadków idiotami są GKA, czyli Kartuzy. Rzadziej Gdynia. Kartuziak – no przecież norma. W gajerku.

strzałka

Zielona strzałka – tzw. absolutny wyznacznik pierwszeństwa dla idioty

Kierowcy to debile. W większości. Pół biedy, jak ja w takiego wlecę. Ale pomyślcie o małym dziecku, o matce z dzieckiem w wózku albo staruszce. Zero szacunku. Tak to wygląda na naszych drogach. Kto im daje prawo jazdy? Co mają w głowach?

Nic. To po prostu debile.

  •  
  •  
  •  
  •  

9 komentarzy

  1. Ja mam z kolei setki przykładów, że rowerzyści to debile. Przejazdy rowerem po pasach (nie ma ścieżki), jazda środkiem pasa, celowe wykrzywianie lusterek, szaleńcza jazda po chodniku. I piszę to jako pieszy i jako kierowca.

    • Co do chodnika – tutaj się zgodzę, ale mówimy o jeździe po ulicy/przez przejazdy.

    • Oj niestety ja jako kierowca samochodu również odnotowuję zatrważającą ilość idiotycznych zachowań rowerzystów na drodze. Dodatkowym problemem jest to, że wielu z nich kompletnie nie zna przepisów (bo i gdzie ich się mieli nauczyć, skoro teraz już nawet karty rowerowej nie trzeba mieć). A do tego jeżdżą jak im wygodniej: to po ulicy, po to chodniku, jak dojeżdżają do ronda (jadąc po jezdni) to szybki myk na pasy żeby kółka po rondzie nie robić. I ja mam za takiego debila myśleć jaki on może nieuprawniony manewr wykonać? Niech zdycha.

      A wśród kierujących samochodami też jest masa debili. Niestety.

  2. Oj znam to, na początku wakacji zrobiłem bardzo ładne wgniecenie pewnej pani w jej, chyba, cadecie. Jechałem drogą uprzywilejowaną, ona z bocznej wjechała mi na pas tak żeby wymusić na mnie zatrzymanie się. Nic nie jechało z nad przeciwka więc spokojnie ominąłem ją i używając mojej prawej nogi wbiłem jej blachę w masce. Chyba zrozumiała aluzje bo nawet za mną nie jechała.

    • rzeczywiście jest się czym chwalić, poprzebijaj jej jeszcze opony, co by przypadkiem ponownie nie stworzyła zagrożenia na ulicy
      potępiam i jej zachowanie i Twoje

      • Miała by większe wgniecenie gdyby uderzyła prosto we mnie ;) Za dużo razy spotkałem się z takim zachowaniem żeby być wyrozumiałym. Samo wgniecenie każdy blacharz jej zrobi za 20zł (no bo jak mocno można przecie nogą uderzyć, jeszcze jadąc na rowerze). A przez właśnie olewanie takich sytuacji kierowcy mają rowerzystów coraz bardziej w czterech literach.

  3. Oj fakt, trzeba uważać. Ja miałam tak przechodząc ostatnio przez ulicę. IDIOTA widział mnie jak idę a mimo to prawie na mnie najechał! pff

  4. Dlatego wszyscy kierowcy powinni spędzać miesiąc w Londynie na kursie kurtuazji względęm pieszych i rowerzystów. Ruch taki, że nie ma gdzie placa włożyć, a jako piesza i rowerzystka czułam się tam bezpieczniej, niż gdziekolwiek w Polsce, czy to na wsi, czy w mieście (mniejszym i większym). A jak mi się tam zdarzyło usiąść za kierownicą samochodu, to po tygodniu się nauczyłam mieć oczy dookoła głowy. 

Dodaj komentarz

*

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑