Piwo w kartoniku za dyszkę?
Oktavio – 500 Days of Contemplation!

Wielu z Was zapewne uśmiecha się szydząco, widząc kolejnego pseudosztosa opakowanego w fikuśny kolorowy graniastosłup. Browary nieco nadużywają tego typu opakowań. Bo każdy chce (bądź chciał, ale mu przeszło) mieć jedno piwo w kartoniku, odróżniając je od innych wyrobów. Kartonik ma być sygnałem dla nas, że to konkretnie piwo jest wyjątkowe, a inne możemy sobie podarować. Kartonik krzyczy z półki niczym Karol Pietrzak z zespołu Mega Dance — „zabierz mnie do swego domu (nie powiem nic nikomu)„.

Czy piwa w kartonikach rzeczywiście urywają niczym miny-niewypały na polach w Kambodży? Na to pytanie każdy z Was zna przecież odpowiedź i dla każdego z Was będzie ona inna. Pamiętam tak ze dwa świetne piwa kartonikowe, a piłem ich ponad dziesięć.

Pamiętam też dwa fajne winka w kartoniku, z Tesco, za dyszkę. Statystyka i portfel skłaniają się więc ku temu, aby nie latać za każdym napitkiem w takim opakowaniu z wywieszonym jęzorem.

Okazuje się jednak, że warto czasami spojrzeć na półkę ze sztosonikami. Można z niej wygrzebać na przykład Oktavio — 500 Days of Contemplation, które pośród krzyczących Wine Cake’ów z Brokreacji chociażby, wygląda jak brudne dziecko bawiące się „gliną” w piaskownicy koło dworca w Kutnie.

W tym stonowanym imidżu jest jednak coś uspokajającego. Bo kiedy inne kartoniki dają po oczach jak kierowca, który zapomniał wyłączyć długich o 2 nocy, Oktawio przedstawia się jako cichy mnich wyzbyty dóbr doczesnych.

Jest też biedny, jak na porządnego ascetę przystało. W sklepie Smak w Gdańsku kupiłem go za niecałe 10 złotych za 0,33l. To najtańszy kartonik w historii polskiego kraftu.

Oktavio — 500 days of contemplation
(Browar Jana)

Wybaczcie jakość zdjęcia. Postanowiłem przetestować nową zabawkę brata — Galaxy S7 Edge — i porównać zdjęcia przy sztucznym oświetleniu z moim Xiaomi Redmi Note 4X. Kilka stów więcej nie zrobiło znaczącej różnicy, więc skłaniam się ku przeznaczeniu tej kwoty na podstawową lustrzankę z kitownikiem.

Oktavio - 500 days of contemplation

Aromat po otworzeniu butelki był na tyle intensywny, że zacząłem podejrzewać czy brat nie odkręcił mi za plecami flaszki z alkoholem szlachetnym. Do nosa natychmiast dociera skumulowana bomba złożona z rodzynek zalanych koniakiem. 

Odpaliło mi ślinianki, uwielbiam takie owocowo-alkoholowe klimaty. Z bliska zapach był bardziej stonowany, nadal niesamowicie przyjemny. Określiłbym go jako likier rodzynkowy. Wychwyciłem też jeżyny i figi. Specyficzna pieprzność z piw belgijskich obecna, choć przykrywa ją owocowy, słodko-kwaskowy zapach.

Po jednym łyku wiedziałem już, że mam do czynienia z bogaczem przebranym tylko za ascetę. To chyba najintensywniejszy z quadrupli, z jakimi się spotkałem. Słodkawy, niezbyt gęsty, bardzo wyraźny i złożony. W szkle zachowuje się jak cienkusz i tylko powoli opadające plamy piany sugerują, że nie jest to piwo wodniste.

Alkoholu nie czuć wcale. Perfekcyjnie ułożony, nie ma mowy o posmakach bimbrowych czy spirytusowych. Rodzynki przechodzą teraz w nuty kwaśniejsze. Myślałem nad tym smakiem, bo pojawia się po ogrzaniu również w zapachu, i doszedłem do wniosku, że najbliżej mu do prażonych jabłek do jabłecznika. Rodzynki w karmelu, prażone tarte jabłka (ale nie aldehyd!), długi posmak alkoholu szlachetnego w typie koniaku i nuta ciemnego cukru. Muscovado to dobry trop.

Świetne piwo, a do tego — jak na takie przyjemności — niedrogie. Wyprzedza choćby pospolitego LaTrappe quadrupla, jak i większość innych piw w kartonikach. Przyjemnie rozgrzewa; drugą butelkę zostawię do zimy. Dokupię jeszcze ze dwie, bo ma potencjał do delikatnego wyleżakowania. Mam nadzieję, że strona rodzynkowa zagra w nim jeszcze mocniej!

Polecam z czystym sumieniem. Zabieram się za Pannepot Grande Reserva 2011… ;)

PS > Pytanie do Was: jakie piwo ” w kartoniku” zrobiło nas Was największe wrażenie?

 

  •  
  •  
  •  
  •  

3 komentarzy

  1. PINTA Imperator Bałtycki Sherry Oloroso BA

    Piwo określiłbym jako bardzo pijalne jak na jego styl, smak pozostawiony po leżakowaniu w beczkach po winie przyjemnie komponuje się z goryczka. Aromat również więcej niż przyjemny.
    Jedno z lepszych piw jakie piłem, a porter zdecydowanie najlepszy.
    Cena moim zdaniem przytłaczająca 25zl za 0,33, biorę się za poszukiwania Oktavio, ciekawy jestem jak wypadnie w porównaniu z PINTA, chodzi mi głównie o porównanie „szlachetności”.

  2. Kolega chyba dawno nie był w Kutnie… Dworzec z piosenki to już tylko, niestety wspomnienie.
    Na.margienesie: kiedy coś z cyklu za piątaka?

Dodaj komentarz

*

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑