Znacie to, prawda? Wypijacie na spokojnie 2-3 koncernowe lagery, kładziecie się do łóżka i po kilku godzinach snu budzicie się skatowani jak po ostro zakrapianej imprezie na podwarszawskiej melinie. We łbie sieje Wam spustoszenie tajfun i bania boli jak po spirytusie w butelkach po oleju. Suszy Was tak, że rzucacie się wpłacić kilka stówek na PAH, byleby postawili Wam przy łóżku studnię, co je budują dla wiosek w Sudanie Południowym. I jeszcze ten posmak w ustach, który utrzymuje się przez cały poranek…