Jeszcze nie straciłem wszystkich mleczaków, a już byłem niespełnionym marzeniem ojca. W wieku 6 lat zacząłem stać na budzie. I nie to, że „gruby na budę”. Uwielbiałem wyciągać okienka, strzały pod niewidzialną poprzeczkę (słupki z plecaków!) i wychodzić sam na sam z przeciwnikiem. Metalowe wkręty w moich korkach kupionych przez Anonse siały postrach. Dwa czy trzy lata później trafiłem do Lechii Gdańsk, z którą trenowałem do momentu naderwania więzadeł w dłoni. Przerwałem mordercze jak na dzieciaka treningi, na które bardzo nie chciałem chodzić. Do końca gimnazjum chętnie jednak grałem na bramce. Dziś byłbym powołany do kadry na MŚ w Piłce Nożnej w Rosji.