Kiedy mogę, to chwalę. Zdarza się, że pochwalić nie mogę, ale nawet wtedy staram się nie szkalować. Dopóki kropla nie przeleje czary goryczy, dopóty palce mam z dala od klawiatury. Czarę goryczy przelała w ubiegły weekend etykieta piwna jednego z browarów. Zawartość butelki jest ważna, ale ohydna etykieta to moim zdaniem nie lenistwo, nie tylko brak koncepcji, ale brak szacunku piwowara czy browarnika do klienta. Zebrałem kilka najgorszych koncepcyjnie i wizualnie etykiet polskiego kraftu. Jedziemy z nimi!