Cukrzyca w płynie. Kategoria piw pastry, na przykładzie Beeramisu z Deer Beara.

Cukrzyca w płynie. Team (uber)słodyczka. Hiperglikemia na zawołanie. Wymysł dla hipsterów i zniewieściałych lewaków. Ładowanie aromatów, mające zamaskować braki w rzemiośle. Kraft zataczający koło, zjadający własny ogon i targający klamę Tyskiemu z imbirowym sokiem na beach party w Chłapowie. Upodabniający się do miętowego, migdałowego i czekoladowego EDI-ego, które każdy szanujący się birgik zwraca dwa razy — raz na stoisku, a raz w toalecie, robiąc zdjęcie na Fejsa. O czym mowa? O piwach z segmentu „pastry”.

To piwo „to je*ana legenda”. Pliny the Elder z Russian River Brewing.

„Ej, bo nie kumam. Wydajesz hajsy na jakieś gówniane ruskoje sikoje inne pseudokraftowe dziwolągi, które wylewasz do kranu, a nie chcesz kupić piwa, które jest praktycznie nie do kupienia w całej Europie, a nawet w Stanach trzeba specjalnie jechać do browaru i stać w kolejce, żeby je dostać?”. To mi Bartek Nowak pocisnął. Po tym, jak zapytałem barda piwnej blogosfery, czy warto wysupłać trochę grosza na legendarnego Pliny’ego, prawie wpuścił mi spierdol przez Messengera. Nie było innej rady, myśli kawalkady i po 10 minutach zaklepałem butelkę w zaprzyjaźnionym sklepie rzut waflem od domu.

Sprawdziłem, czy z Artezanem jest faktycznie tak fatalnie

W tym teście będę bardzo wymagający. Osoby tworzące Browar Artezan to tuzy polskiego kraftu. Stoją w jednym rzędzie z takimi legendami jak AleBrowar, PINTA czy Pracownia Piwa. Niejednokrotnie pokazywali w przeszłości, że umieją w piwa. Kombinowali, zaskakiwali, mają na koncie kilka piw wielkich, z których najgłośniejszymi były Samiec Alfa, Château i To Young To Be Herod. Nie znać takich klasyków jak Mera IPA, Pacific Pale Ale, Bałwan czy Cymbopogon to jak przegapić kilka ważnych wydarzeń z polskiej sceny kraftowej. Naturalnym jest więc, że od browaru z Błonia będę sporo wymagał.

Starcie klasyków: Pacific Pale Ale VS
A Ja Pale Ale

Pacific Pale Ale zadebiutował w lutym 2013 roku. Śmiało mówić można o nim, jako o jednej z ikon piwnej rewolucji w Polsce. Piwo z Browaru Artezan dostarczało tego, czego podniecona społeczność piwna w tamtych czasach oczekiwała – potężnej dawki nowofalowych chmieli. A Ja Pale Ale polało się po raz pierwszy pod koniec 2014 roku na Poznańskich Targach Piwnych. To już nie były te czasy, gdy kogokolwiek takie piwo jarało. A jednak jest z nami od ponad 5 lat i stanowi trzon piwnej oferty PINTY. Czyli się sprzedaje :)

Czym dla mnie właściwie jest cały ten kraft?

Kiedy w drugiej połowie 2012 roku biłem się z myślami, czy założyć bloga o piwie, nastroje i podejście do raczkującego kraftu różniły się diametralnie od tego, co widzimy 7 lat później. We wczesnych miesiącach, a może i latach działalności, moją misją było dość agresywne nawracanie, co przejawiało się częstymi starciami z komentującymi. Brakowało mi dystansu do mojej nowej pasji. Bany latały niczym scyzoryki w Kielcach. Broniłem krafciku jak żul zasiłku z MOPS-u, a każdego, kto zamykał się na prawdy objawione, byłem gotów ukamienować butelkami z gwoździami po Raciborskim. Bądź utopić w akwenie, po którym wiosłuje Rowing Jack.

Co tak jebie!? Oto najbardziej przykre zapachy w piwie.

Spróbujcie opowiedzieć o wadach w piwie gronu osób, które nie siedzi w temacie. Abstrakcja totalna, głównie ze względu na fakt, że piwo jest bodaj jedynym alkoholem „szczycącym” się opasłym katalogiem niechcianych zapaszków. W produktach spożywczych nie klasyfikuje się wad (wyjątkiem są kawa i wino), toteż takie określenie niewielu coś mówi. Piwo wydaje się również za proste. Takie podejście to jednak błąd. Doszukiwanie się niechcianych aromatów to jeden z ważniejszych elementów piwnego szkolenia sensorycznego. Warto wiedzieć, że napój ten może pójść w pewne klimaty. Nie warto jednak oceniania piwa od wad zaczynać, o czym pisałem lata temu.

Aventinus Eisbock, pradziadek wszystkich wymrażanek [PIWNA KLASYKA]

Ja już tak mam, o czym wspominałem przy okazji opisywania Alaskan Smoked Porteru, że im dłużej czaję się na konkretne piwo, tym dłużej będę zwlekał z jego zakupem. Przez koszyk zakupowy, lodówkę i wreszcie moje trzewia przelecą litry przeróżnych piw, a kilka klasyków będę brał w sklepie w dłonie i po chwili odnosił na półkę. Czy chodzi o cenę, a może stoi za tym jeszcze inny aspekt psychologiczny?

© 2013-2020 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑