7 grzechów głównych browarów koncernowych

Browary koncernowe mają swoje grzeszki, oj mają. Kiedyś twierdziłem, że koncerny to ogromne zło, wyrządzające nam krzywdę. Wcale tak nie jest, cofam te słowa. A w zasadzie cofnąłem je już dawno. Znam miejsce koncernów w szeregu i nie twierdzę, że wszystkie wielkie browary bym pozamykał. Wręcz przeciwnie. Stanowią one pewną przeciwwagę, są potrzebne, a na piwach z koncernu można dobrze kalibrować kubki smakowe. Napić się czegoś niezobowiązującego, nie myśląc o smaku.

7-deadly-sins-brotherhood

Jak już wspomniałem, koncerny mają swoje grzechy. Nie są czyste wizerunkowo niczym najklarowniejszy eurolager. To wielkie firmy, które muszą zarabiać i marketingowo atakować, aby być na szczycie.  Pod powłoką dzieją się różne rzeczy, których czasem nie dostrzegamy, lub nie chcemy dostrzegać.

Pycha

Koncerny pysznią się tym, że są najlepsze. Medali mają więcej niż przeciętny maratończyk, startujący we wszelkich biegach: od biegu po Medal Sołtysa Dzierżążna, po Maraton Bostoński. Nic tam, że medale przyznano im w latach, kiedy Amber wypuszczał piwo w bączkach. Najnowsze konkursy wygrywają tylko dlatego, że mało kto w nich startował w danej kategorii. Jednocześnie chwalą się tradycjami browarniczymi, które szlag trafił już dawno temu, podczas przechodzenia na HGB. Jedna rozmowa z Rzecznikiem Prasowym i masz dość tej farsy. Marketingowy bełkot trafia jednak do przeciętnego piwosza, który wierzy w bzdury o otwartych kadziach. Jak dawniej. Ta…

Chciwość

Koncerny potrafią przedkładać jakość i smak nad ilość, i chęć zarobku. Jak najwięcej, jak najtaniej, tnąc koszty i utrzymując jako taką jakość. Skąd w dużych browarach surowce niesłodowane czy enzymy? Właśnie z racji chęci zysku i przyspieszenia procesu warzenia. Można to zrozumieć, w końcu są to duże firmy, które zarabiać muszą. Z drugiej strony klient otrzymuje nierzadko produkt, który jest maksymalnie wyjałowiony i mocno w jego skład ingerowano. Cóż. Nie da się szybko, dobrze i tanio. W przypadku koncernów jest szybko i tanio.

Nieczystość

Chamskie zagrywki (pozdrawiam Beerlovers), podpinanie się pod małe browary, zrzynka etykiet, upodobnianie się do piw rzemieślniczych. Czy trzeba pisać więcej? Takie zagrania są słabe i źle świadczą o ludziach z marketingu.

Zazdrość

Koncerny z zazdrością spoglądają na postępującą rewolucję, która zaczyna już nie tylko zlizywać okruchy po torcie, ale sama go kroi. Stąd nieśmiałe Książęce Ryżowe i całkiem śmiałe Żywiec APA/Bock/Białe/Marcowe. Nawet Okocim kombinuje. Z zazdrością godną pryszczatej gimnazjalistki, koncerny zaczną coraz chętniej wyszarpywać piwne style od małych browarów. W sumie to dobrze.

Łakomstwo

Koncerny nie tylko są chciwe, ale także łakome. Coraz częściej wyciągają ręce po mniejsze browary i wciągają je do siebie. Przykładami są Leffe (InBev Belgium) czy Paulaner (BHI, Heineken). Na szczęście większość takich przejęć kończy się tym, że mniejszy browar zachowuje dużą autonomię. Niemniej jednak zjawisko istnieje, bo koncerny chcą powiększać strefy wpływów i zarobić jeszcze więcej.

Gniew

W tym momencie przestałem na chwilę pisać ten tekst. W zasadzie jedyne, co przychodzi mi do głowy to ewentualne pozwy. Popatrzcie na sprawę Amber vs Kopyr (Łebski olewamy). Z drugiej strony na naszym poletku pozwy od dużych browarów nie będą się chyba zdarzały. Dlaczego? Bo bloger piwny nie jest w stanie im zagrozić. No chyba, że wywoła ogromny shitstorm. Ja do tego nie dążę i prędzej skończy się u kogoś, kiedyś, na groźbie natury prawnej.

I w tym momencie spieprzałbym na Cypr, bo nikogo na to nie stać.

Lenistwo

Koncerny niechętnie zabierają się do nowych piw. Reakcyjność dużego browaru oscyluje w okolicach reakcyjności Poczty Polskiej na próbę cyfryzacji. Kiedy wszyscy mają najnowsze smartfony i korzystają z zajebistych technologii, ty możesz śledzić przesyłkę przez magiczny Internet. Darmowego Wi-Fi na poczcie się nie doczekamy nigdy.

Podobnie jest z koncernami, które nowość pokroju Żywca APA wypuszczają gdzieś tak o 2 lata za późno. Z drugiej strony należy mieć na uwadze, że to wszystko jest mocno kalkulowane, a rynek sprawdzany. Z drugiej strony zagraniczne koncerny potrafią uwarzyć stout na przykład. Szczytem awangardy w Polsce jest porter albo nieudany brown ale  (macham do Perły/Zwierzyńca). A rynek przecież łyknie wszystko, jeśli dobrze mu to sprzedać.

PS. Ten tekst nie miał na celu dobrać się do koncernów. Mają swoje grzeszki, ale są potrzebne. 

  •  
  •  
  •  
  •  

9 komentarzy

  1. „Kon­cerny potra­fią przed­kła­dać jakość i smak nad ilość, i chęć zarobku. Jak naj­wię­cej, jak naj­ta­niej, tnąc koszty i utrzy­mu­jąc jako taką jakość.”- tutaj coś pomieszałeś, jest wewnętrzna sprzeczność w tym tekście. Wiem co miałes na mysli, ale źle złożyłeś zdanie ;) co do artykułu- bardzo fajny :)

  2. a małe browary to niby charytatywnie to robią? Też dla zysku. Tylko mają inną klientele.

  3. Inna skala. Browar rzemieślniczy wypuszcza jakieś finezyjne Triple Smoked Rye APA i…sprzedaje 100% produkcji w tydzień. I klienci pytają o więcej. Ale więcej nie będzie bo moce produkcyjne są jakie są. Popyt przewyższa podaż.

    Browar koncernowy dużego formatu nie wypuści serii 100 butelek czegoś nowego.
    Musi wyprodukować pierdylion litrów żeby ekonomicznie to miało sens (przestawienie linii, reklama, opakowania). A to już musi..MUSI mieć uzasadnienie i poparcie w badaniach rynku i są różne opcje:
    1. Triple Smoked Rye APA będzie bardzo podobne do Żubra i podpasuje każdemu,
    albo
    2. Triple Smoked Rye APA będzie za dziwne i się nie spodoba klientom i polecą głowy w firmie.

  4. A i jeszcze jedno – kożlak i dymione z Perły/Zwierzyńca są może mało wyraziste, ale bardzo smaczne. No i srsly…2 zł za 0,33 kożlaka i 3.49 zł za 0,5 wędzonki.. toż to jak manna z nieba.

  5. Widzę, że wywołałeś nas do tablicy i to w kontekście chamskich zagrywek. Auć. Rozwiń proszę swoją myśl, bo zakładam, że w przeciwieństwie do zwykłych hejterów masz całą masę argumentów na poparcie swoich słów.

    Pozdrowienia (zupełnie szczere)
    Mateusz

    • Brand24 zadziałał? :)

      Chodzi mi o wpis, w którym podśmiewacie się ze smakoszy i osób, przekonujących innych do piw w różnych stylach. To, o czym Kopyr nakręcił materiał. Mnie także nieco to zdziwiło i powiem więcej: takie zagrywki (tym bardziej, że stoi za Wami koncern) są po prostu dziwne. Raczej z racji bycia dużą firmą, której takie podejście trochę nie przystoi.

      • Brand24? A skąd, coś o wiele bardziej prozaicznego – czytam Twój blog regularnie. :)

        Cieszę się, że podniosłeś tego artykułu, bo chciałbym się Cię zapytać czy go przeczytałeś? Bardzo mnie to interesuje, bo dla naszych użytkowników, którzy teksty na Beerloversach czytają regularnie, żartobliwa konwencja była oczywista. Mało tego, już we wstępie jest napisane, że to artykuł z przymrużeniem oka i nie należy traktować go zbyt poważnie. Czy to niewystarczająco jasny przekaz? Chyba tylko dla kogoś, komu brakuje trochę dystansu do siebie. Czytam Twoje teksty od dawna i wiem, że do takich osób nie należysz.

        Jako specjalistę od marketingu interaktywnego zastanawia mnie jak to się stało, że piwni blogerzy tak łatwo przyjęli narrację Kopyra w sprawie Beerloversów. On zupełnie świadomie przedstawił artykuł (i cały serwis) w fałszywym i negatywnym świetle co jest o tyle zrozumiałe, że musi być radykalny – dzięki temu nabija wyświetlenia na YT, które przekładają się na realne pieniądze. A Wy naprawdę zgadzacie z nim w 100%? Nie macie nic więcej do dodania od siebie w tej dyskusji?

        Wiem, że niektórzy z Was, piwnych blogerów, którzy wybierają się na Piwny Blog Day PU prosili, żeby w trakcie spotkania poruszyć temat jak wyjść z niszy i dotrzeć do mainstreamowych odbiorców. Przede wszystkim musicie się wyróżnić, a to się nie uda, jeśli Waszą strategią będzie podążanie ścieżką wytyczoną przez największego piwnego blogera. Pamiętam Twoje wypowiedzi na FB pod filmikiem Kopyra o nas – były bardzo stonowane. Miałeś odwagę, żeby napisać coś co stało w opozycji do hejterskich komentarzy. Mnie to zaimponowało i moim zdaniem było świetnym momentem, żeby pójść za ciosem i napisać tekst w bardziej wyważonym tonie. To miałoby potencjał, żeby płynąc na fali popularnego tematu sprowadzić nowych użytkowników na Piwolucję i choćby z tego powodu szkoda, że tak się w końcu nie stało.

        Content marketing i SEO to moje specjalizacje, więc chętnie porozmawiałbym o tym z Wami (piwnymi blogerami) dłużej, ale tutaj to już by był totalny off-topic. ;)

        • No dobra, może trochę przesadziłem.
          Przepraszam.

          PS> Jesteście na PBD?

          • Przeprosiny przyjęte.

            Beerlovers.pl to nie blog, ja z kolei prowadzę blog, ale nie piwny, więc nie wpisuję się do końca w target tego spotkania. :) A na serio z tego co wiem chłopaki mają już inne plany. Ja z kolei chciałbym zajrzeć chociaż na chwilę, ale będę wtedy w trakcie przeprowadzki. Może więc skończyć się tak, że żona zagoni mnie do noszenia kartonów, skręcania komody z Ikei i innych równie fascynujących zajęć.

Dodaj komentarz

*

© 2013-2019 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑