Jak oni wybierają spośród piw koncernowych?

Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest, że Wasi znajomi potrafią pić jedno piwo, a innego nie tknąć? Na jakiej zasadzie wybierają „koncernówkę” dla siebie? Czym się kierują? Dlaczego lubią Żubra, ale Harnasia czy Łomżę już nie? Bardzo ciekawiło mnie, czy ich zmysły są tak wyostrzone, że kurs sędziowski PSPD zdaliby w palcem w… sami wiecie gdzie? Postanowiłem zapytać u źródła…

Do pewnego momentu piłem tylko piwa koncernowe, a moim faworytem wśród takowych, do dziś pozostaje Żywiec. Czuję nieznaczne różnice, pomiędzy Specjalem a Harnasiem. Żywca zaś wyczuję na kilometr, głównie z powodu jego charakterystycznego smrodku. Wszystkie te piwa są w smaku bardzo zbliżone – bezpłciowe, trudne do opisania w czysto degustacyjny sposób. Zresztą spójrzcie na wielki test koncerniaków na vlogu Kopyra.

szczyniak-piwo

Większość piw koncernowych to tzw. „szczochy”.

Piwa koncernowe to zło?

Czas się przyznać. Zdarza mi się pić piwa koncernowe. To nie jest tak, że krzywię się, przepuszczając eurolagera przez moje gardło – absolutnie nie! Podobnie sprawa ma się na przykład z sokami. Cudownie jest wypić świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby wypić czasem taki z kartonu, za 1,99zł. Po prostu nie będziemy napawać się jego smakiem. Ma wchodzić i gasić pragnienie – podobnie jak piwo koncernowe, ma bez problemu dotrzeć do naszego żołądka, nie wzbudzając obrzydzenia. Są oczywiście takie twory, których nie da się przełknąć nawet w fazie głębokiego upojenia alkoholowego (i do nich zaliczam wszystkie Łomże, z Podkapslową na czele – o czym przeczytacie niebawem).

Mój podział piw

Piwa dzielę na trzy rodzaje. Degustacyjne, którymi raczyć należy się w zaciszu swojego domu, kontemplować ich smak i zapach. Kolejne – do wypicia z przyjaciółmi – w których zawierają się i degustacyjne, ale już podczas drugiego picia tego samego napitku. Niech znajomi także posmakują, a nuż przeciągnę ich na jasną stronę mocy. To piwa dobre, ale nie z najwyższej półki. Są także piwa „mające wchodzić i chłodzić”, czyli takie, które nie wymagają skupienia. Przecież na ognisko nie kupię kraty piw Mikkellera, PINTY czy innego Kocoura. Po pierwsze – zrujnowałbym się. Po drugie – to nie ta okazja. Tutaj pasują właśnie wszelakie Żywce, Specjale, Ambery i – jak już nie ma nic innego – Lech. Lech to taka oranżadka, która nie smakuje jak piwo. Remember.

zubr-reklama

Żubr reklamuje się całkiem ciekawie. Nie dziwię się, że konsumenci ulegają jego złudnej magii.

Jak już pisałem, wyczuwam nieznaczne niuanse, pomiędzy typowymi piwami koncernowymi, ale są one bardzo małe. Ostatecznie decyduje budżet na dany wypad, marketing (nie mówcie, że reklama nie działa) i to, co jest w ogóle w sklepie. Na starcie odrzucam Łomżę…

Dlaczego wybierasz piwo koncernowe?

Czego dowiedziałem się od typowych piwoszy, nie kosztujących raczej piw ciężej dostępnych? Oto ich wypowiedzi. Pisownia fragmentami w 100% oryginalna.

Bartek: „Kieruję się smakiem: czy jest gorzkie czy słodkie, czy wali kwasem czy jest łagodne, czy śmierdzi puszką czy nie. Kieruję się także ceną jednak nie to jest najważniejsze. Sprawdzam też, czy po otwarciu piwa, pieni się jak skurwysyn, czy nie (Perła ma tendencję do zajebistej piany).”

Józef: „Piwa z większych koncernów przykuwają moją uwagę przede wszystkim ceną, wyglądem butelki i reklamą (na każdego działają reklamy, w większym lub mniejszym stopniu). Nie wstydzę się temu zaprzeczyć. Właśnie chyba dzięki reklamie „Zimny Lech” na Wawelu, zacząłem częściej pić lecha.Jednak jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, dlatego większość z tych piw, jeżeli jest schłodzona, to jest dobra. Jeśli jest gorąco, sięgam po Shandy.”

Kamila: „Mój faworyt to Harnaś. Pierwsza sprawa – cena. Mając niedużą zasobność portfela, to spełnia moje wymagania. Po drugie – smak. O dziwo to piwo mi smakuje. Może głównie w myśl zasady ‚tanie piwo jest dobre, bo jest dobre i tanie’. Po trzecie – promocja. Co roku mogę liczyć na promocję w stylu kup jednego wygraj drugiego. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka i teraz zaglądam mimowolnie pod każdy piwny i niepiwny kapsel, jaki otwieram. Jeśli chodzi o różnice między innymi piwami to są wyczuwalne. Przykładowo Wojak smakuje jak woda. Wojak Mocny smakuje jak woda z wódką. Harde to piwo trącące spirytusem. Kasztelan ma nieco lepszy posmak (gorycz bardziej jest zbliżona do tej piwnej goryczy, a nie konfekcji fundowanej w innych koncernach), ale cena już bardziej odpycha. Perła była kiedyś smaczna, ale stała się kolejnym napojem piwo podobnym (więcej wody mniej piwa), do tego okropnie się pieni. Najbardziej zbliżonym smakowo i cenowo piwem jest Tatra. Ale i tak Harnaś wygrywa wszystko.”

Mateusz: „Generalnie największe piwka, u nas w towarzystwie zwane „zielonymi”, są na jedno kopyto. Mowa tu o Heinekenie, Carlsbergu czy Lechu – lekkie, bez super smaku, super goryczy, takie piwo do obiadu, albo jak ktoś piwa raczej nie pija. Tyskie i Żywiec to druga grupa piw, które moim zdaniem nie tylko wyglądają tak samo, ale i smakują tak samo – z reguły na posiadówkę do rodziny, albo na lajtowego grilla. Nie wiem dlaczego, ale z reguły lądują w takich okolicznościach. Tatra, Harnaś i tego typu piwa to kwestia ceny, jak chcesz tanio się najebać to w sam raz. Główna walka toczy się między Specjalem a Żubrem. Specjal ma wspaniały smak, tylko niestety zdarza się tak, że jest straszny kapeć i kwaśny. Żubr zawsze stabilnie, charakterystyczny mocny smak taniego piwa, można walnąć 8 i nie czuć się jak ostatnia kurwa. Warkę pije się tylko w klubach, bo tam zawsze jest, i jest zajebiście mocno gazowana – ciągle po tym bekasz. Strong – jeśli ktoś lubi coś cięższego. Dębowe Mocne – gdy nie masz pomysłu na piwo, a nie chcesz pić ciągle tego samego. No i Okocimki – zielony trochę jak Perła i Łomza. Mocny, jak chcesz się ujebać.”

Tomek: „Jak dla mnie wszystkie [piwa koncernowe] są podobne, wybieram prawie losowo, albo zwracam uwagę na promocje.”

Rzec można, że pijący piwa koncernowe zauważają, że są one podobne i różnią się tylko nieznacznie. A więc co skłania ich, do picia tego czy innego piwa? Cóż, wydaje się, że promocje, reklama i pozycjonowanie produktu. Następnym razem, gdy Wasz znajomy popijając Okocimia powie Wam, że Kasztelan jest obrzydliwy – zapytajcie go: „dlaczego?„. Jestem ciekaw, czy będzie umiał sensownie wyjaśnić kwestie smakowe, czy głęboko zastanowi się, o co mu tak właściwie chodzi?

  •  
  •  
  •  
  •  

19 komentarzy

  1. No i kurde nie zdążyłem wysłać swojej opinii… Ale widzę, że wiele bym nie wniósł. Generalnie wszystkie piwa ze szczytu listy najpopularniejszych są w smaku prawie takie same. Nie widzę jakiejś większej różnicy między Tyskim a Żywcem, Żubr nie jest jakoś strasznie odbiegający od nich, Warka cośtam ma takiego charakterystycznego ale też bez szału. Harnasia piłem ostatni raz bardzo dawno temu i pamiętam, że było straszne – jakieś zepsute, ale może to taka partia. Specjal to też nie odbiegające jakoś w smaku piwo. A i cena Specjalka dzisiaj nie jest jakaś megaatrakcyjna. Jedynie Lech wyjątkowo się wyróżnia bo jest strasznie wodnisty, ledwo czuć tam piwo.
    A czym się kieruję? Często wybieram Żubra. Dlaczego? No bo to takie sympatyczne zwierzę, a jaką reklamę ma fajną. I cenę nie najgorszą w stosunku do smaku. Tak, reklama na mnie zadziałała, po prostu lubię tę markę – kojarzy mi się tanio ale nie czuję się jak żul. I wiem doskonale, że to piwo to obok puszczy nawet nie stało…

    Tak swoją drogą nie wiem czy to kwestia przytępienia smaku i węchu czy kiedyś widziałem większe różnice między piwami. Żywiec miał charakterystyczną gorycz, taką, którą dzisiaj ciężko spotkać w koncernówkach. 17 latkowi jakoś to nie pasowało ale dzisiaj chętnie bym się napił takiego jasnego ale gorzkiego piwa z koncernu.
    Pamiętam też, że parę lat temu Tyskie wyróżniało się pianą – tak, ono się kiedyś świetnie pieniło, najmocniej z dostępnych piw. Teraz jakoś nie widzę różnicy, jak coś się zapieni to i tak zaraz opadnie.
    Generalnie te piwa walczą reklamą, wydają kupę kasy na promocję, na pewno więcej niż na receptury i składniki. I to działa. Nawet przy pełnej świadomości kupujących.

  2. Szymon Slowik

    17 Cze 2013 at 22:38

    Ja np. pijam z koncernówek Tyskie Klasyczne. Żywiec moim zdaniem to kwestia mocno losowa, parę lat temu też się chyba jakoś popsuł. Warkę, Okocimia zielonego, czy Perłę też czasem wypiję. Z zagranicznych najchętniej Pilsnera i Budweisera (jak rzucą w Lidlu :P ).
    Ale ostatnio coraz więcej kupuję koncernowych: Lubusz, Kormoran, Koźlak (mój faworyt) i Noteckie :)

    • lebhoang mokoena

      17 Cze 2013 at 23:33

      Dobry tekst. Tak trzymać. Jest też opinia wśród „piwoszy” że polskie piwa są najlepsze na świecie. To chyba wpływ reklam, tak mi się wydaje. Słyszałem tę opinię nie raz pod sklepem w rodzinnej miejscowości, gdzie piję z braku laku leżajski z kumplami w wekkendy. Fakt, nie przepadam, ale coś pić trzeba i wypijam nie kręcąc nosem, a mógłbym:D. Ale ja nie o tym chciałem. Niedawno mój kumpel wyemigrował do Kanady. Podjarany wyszukałem mu jakieś piwa na ratebeer, z browarów z miasta w którym jest, ale jego odpowiedź mnie dobiła. Napisał coś w stylu: Stary, kanadyjskie piwa to sik, nie tknę więcej tego badziewia, tu jest w sklepach żywiec, polskie piwo najlepsze na świecie. Nie wiedział oczywiście co pił, pewnie tanie lagery, a nie ipy i ale, które mu wysłałem:D

  3. Ja z dużych złych korporacyjnych zawsze najchętniej przyjmuję Pilsnera Urquella. Jednak czuć w smaku, że jest to pilzner. Problemem jest cena. Stąd moje pytanie – czy istnieją na rynku jakieś pilznery niekosztujące 6zł/but, a posiadające odpowiednio dużo goryczy i relatywnie mało procentu?

  4. Moje ulubione piwo to Guinness Draught , zasmakowałem kiedyś pracując w Irlandii, ten u nas w puszce tez daje radę ale cena nadal zaporowa. Z polskich to do dziś byłem fanem Dębowego. Naprawdę celowałem w tą markę kiedy tylko się dało, tzn nie było w koncu terminu lub marza za wysoka. Pijąc w 80% to piwo(w porównaniu do innych marek)od przynajmniej 7 lat byłem w stanie stwierdzić nie patrząc na datę do spozycia, czy jest świeże czy nie. Dziś wziąłem dwie butelki, ściagłem łyka i mnie cofło. Patrzę nie ma tylniej etykietki gdzie zawsze była data. Pomyślałem odkleili w sklepie, żeby sprzedać po terminie, ale nie, data okazało sie była teraz na szyjce do grudnia, czyli świeżutkie. Masakra, parę razy byłem zdegustowany smakiem, ale fakt było po terminie lub blisko przed.
    Lubię mocne piwa i nie chodzi o zawartość alkoholu ale o smak. Wcześniej zaczym polubiłem Debowe, lubiłem Warkę Strong, ale ulepszyli…
    Kiedy mam okazję pijam piwa z małych browarów, ale zauważyłem, że te dobre to są w cenie mojego ulubionego Guinnesa na którym się nigdy nie zawiodłem, nawet na tym puszkowanym z Polski…
    Pozdrawiam

  5. „Lech to taka oranżadka która nie smakuje jak piwo”. Pytanie – o którym Lechu mówimy? Jeśli o zielonym (Premium) to jak najbardziej się zgodzę, a wręcz porwę się na stwierdzenie że Lech Premium smakuje bardziej jak Żywiec. Problem, że nie jak piwo tylko jak woda.
    Jeśli mówa również o lokalnym wariancie Lecha – Lechu Pils, to muszę zaprotestować. Nie jest to oczywiście piwo z górnej półki ale postawiłbym je na równym poziomie ze szlagierami polskich sklepów jak Żywiec. I powyżej tanich wynalazków typu Tatra, Harnaś, Wojak etc

    • Piłem wieeeele razy i wiele razy leczyłem po nim kaca. Faktycznie, jest lepsze od Lecha Premium, ale różnice z tego co pamiętam są nieznaczne. Nieco bardziej treściwy i goryczkowy. That’s all…

  6. Uwielbiam takie dane :) Mateusz, Kamila i nawet Tomek. Same wiarygodne postaci…

  7. Ostanio z moim przyjacielem postanowiliśmy zabrać nasze Najmilsze do restauracji. Pech chciał że akurat padło na Pizza Hut. No ale cóż poradzisz, dziewoje nabrały ochotę na pizzę, a że w okolicy nic lepszego nie było to też tam się udaliśmy. Po złożeniu zamówienia, pani kelner przyniosła nam napitki w tym lanego okocimia dla mojego kumpla. W tym momencie coś mnie ruszyło i postanowiłem uświadomić mojego znajomego o tym, jak różnorodny jest piwny świat. Ile jest styli, gatunków, smaków. O tym, że koncerny to robią typową masówke i liczy sie dla nich czas i ilosc „uwarzonego” piwa. Po chwili poczułem, ze popłynąłem z tematem, bo ludzie z innych stolików zaczęli na mnie dziwnie patrzeć. Gdy już skończyłem swój monolog, a pani od pizzy przyniosła strawę, mój przyjaciel stwierdził, że on wiele od piwa nie wymaga byle go dobra ” babia” złapała.

    Ale nie zamierzam składać rękawice i przy najbliższej okazji kupię „zestaw startowy” z Pinty i spróbuje go przeciągnąć na jasna strone mocy.

  8. Pierwsze zdjęcie – Szczyniak, padłem i nie wstałem….. :D

  9. W zamierzchłych czasach (czytaj dziesięć lat temu) gdy jeszcze nie słyszano w Polsce o pszenicznym, nie mówiąc o innych gatunkach piw, najbardziej lubiłem Lecha. Sądzę, że to przez to, że był bardziej neutralny od innych produktów koncernowych których tak czy siak nie lubiłem i piłem jedynie odświętnie. 

    Obecnie, mieszkając za granicą i dawno poznawszy smaki różnych piw zauważam, jak przeciętni Polacy są zakochani w „polskich” markach i jak silnie się z nimi identyfikują. Innego niż polskie nie tkną, a nawet jeśli to tyskie, czy inne takie, będzie największym rarytasem na imprezie. Taki wyraz patriotyzmu? Tęsknota? Nawet sklepy z piwami z różnych krajów z Polski mają tylko jednego-dwa koncerniaki, obok piw z małych browarów belgijskich, amerykańskich czy angielskich!

  10. Dlaczego mialbym wypic cos co jest niesmaczne albo „żadne”? Bo ognisko, bo cena? Wole sobie zaparzyc dobra herbate i wrzucic do niej galazke swierka. Na swietojanskie ognisko kupilem sobie jakies barley wine (nie pamietam), ktore smakowalo mi poprzedniego dnia i smakowalo rowniez przy ognisku. Jakas laska miala Paulanera (o dziwo to bylo nawet smaczne) i tez nie w czteropaku. Dalem sie poczestowac lykiem Zubra, Tyskiego czy czegos w tym stylu i chociaz bylem juz po tym barleyu i kolejce cytrynowki kumpla, grzecznie podziekowalem za kolejny lyk. Szkoda mi bylo psuc smaku kielbasy, ktorej kupilem jeden kawalek dobrej zamiast kilograma jakich 60-procentowych zapychaczy. Nie bardzo rozumiem wydawania pieniedzy na cos, co nie smakuje ale „ze wzgledu na okklicznosci da sie przelknac”.

  11. Różnica jest i to spora. Żywiec z koncernowych jest najlepszy bo ma uczciwy skład i charakterystyczny smak. Harnaś też jest dobry – kwaskowo-goryczkowy.
    Problem jest taki, że koncernówki (poza żywcem) mają dodatki niesłodowe, a drugi to taki, że dzisiejsza młodzież NIE LUBI piwa – stąd popularność oranżadopodobnych AIPA i innych wynalazków.

Dodaj komentarz

*

© 2013-2020 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑