Tagikoncerny

3 piwa od Grolscha, których nie uświadczycie w Polsce

Każdorazowa wizyta w marketach w Eindhoven czy Arnhem to dla mnie uczta. Te wszystkie holenderskie i belgijskie piwa, kosztujące u nas ponad 10 złotych za butelkę, mogę kupić za 1 euro z groszami i posprawdzać ich jakość. Często okazuje się, że tyle właściwie są warte. Eksperymentuję przy okazji, wyłapując perełki nieeksportowane do Polski.

7 grzechów głównych browarów koncernowych

Browary koncernowe mają swoje grzeszki, oj mają. Kiedyś twierdziłem, że koncerny to ogromne zło, wyrządzające nam krzywdę. Wcale tak nie jest, cofam te słowa. A w zasadzie cofnąłem je już dawno. Znam miejsce koncernów w szeregu i nie twierdzę, że wszystkie wielkie browary bym pozamykał. Wręcz przeciwnie. Stanowią one pewną przeciwwagę, są potrzebne, a na piwach z koncernu można dobrze kalibrować kubki smakowe. Napić się czegoś niezobowiązującego, nie myśląc o smaku.

O słabej formie piw ze średniej półki

Coś niedobrego dzieje się z piwami z niektórych browarów. Najbardziej widać to po piwach z BRJ, które od pewnego czasu pikują jakościowo, niczym wartość Euro do Złotówki. Tak, w tym wpisie najbardziej powinno oberwać się właśnie Ciechanowi, Lwówkowi i Browarowi Bojanowo. Pisałem już zresztą, że z piwami z tych browarów jest coś nie tak. Odezwał się do mnie nawet Pan Marek Jakubiak, którego pozdrawiam z tego miejsca, i któremu życzę nieco więcej powściągliwości.

Nie warto wydawać pieniędzy na nowości od koncernów

Jest grupa osób, która uwielbia nowości. Nie ważne, czy jest to nowy Kasztelan za dwa z groszem w Biedronce, czy jakieś piwo z małego japońskiego browaru, na które trzeba odkładać trzy miesiące. To normalne, że ciągnie nas do nowości. Szczególnie, gdy cała otoczka poparta jest solidną kampanią reklamową. Po raz kolejny sięgamy po nowinkę od koncernu i – przeważnie – po raz kolejny się zawodzimy. Dlaczego więc przejmować się wymysłami molochów, skoro jest to strata kasy?

5 ogólników na temat piwa, z którymi się nie zgadzam

Po niektórych zapewne spływa to jak po kaczce. Ale nie po mnie. Chodzi o ogólniki. Stwierdzenia niemające realnego pokrycia. Bzdury, padające nie tylko z ust osób obytych w piwnym świecie. Chcących chyba podkreślić swoją zajebistość i „ąęctwo”. Zresztą nie tylko piwosze wyższego stopnia potrafią palnąć bzdurny ogólnik. Wszyscy to robią. Sprostujmy kilka rzeczy.

Metoda HGB: Piwo z koncentratu?

Kiedyś to było piwo… a nie ten syf z koncentratu, który teraz robią. Pamiętasz Zenek, jak kiedyś smakował Żywiec? To były czasy! Delektowałem się tym piwkiem, gdy czwarty rok z rzędu siedziałem na pierwszym roku studiów. To znaczy nie siedziałem, he he, wolałem iść z kolegami na piwo za budę. Ale Żywiec kurwa, to był Żywiec! To było kurwa piwo! A nie koncentrat z Chin, rozcieńczany wodą gazowaną! – warknął Mietek, do wyraźnie już znietrzeźwionego kolegi Zenka, który wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w stojącego naprzeciw ławki, niebieskiego Forda Mondeo na chojnickich blachach. – Słuchasz ty mnie? – krzyknął Mietek. Zenek ani nie przytaknął, ani nie zaprzeczył. Twierdził zresztą, że Mietek to zawsze ma jakieś dziwne rewelacje do przekazania. Jego Harde mu smakowało, po co snuć dziwne teorie?

Nowe browary, nowe piwa i co z tego?

Wbrew pozorom to nie ja będę hejtował nowe browary, piwa, odkrywane style. Na – jak to pięknie ujął Bartek Nowak – „hejtbizie” pojawił się temat o nazwie tożsamej z tytułem tegoż wpisu. Autor – niejaki becik – zarzuca nowym browarom nieumiejętność warzenia piw podstawowych, dobrych, pijalnych. Według niego są one niesmaczne, za drogie i woli generalnie Łomżę z butelki, niż „wity, srity i bóg wie co jeszcze„. Jego argumenty są tak idiotyczne, że ledwo dobrnąłem do kolejnej strony. A dyskusja ma już strony cztery…

© 2013-2019 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑