Tag: west coast ipa

IPA koncernowe vs IPA regionalne vs IPA kraftowe. Czy różnice są kolosalne?

Akronim IPA widniejący na etykiecie to „magnes na piwosza”. India Pale Ale to styl-ikona piwnej rewolucji. Większość konsumentów już się z nim zetknęła, a jeśli jeszcze jakimś cudem nie przepuściła gorzkiego piwa przez gardło, to zapewne wie, o co z tymi ipkami chodzi. Koncerny także zwęszyły okazję, podpinając się pod piwną rewolucję. IPA w różnych wariantach warzy więc cała Polska. Czy jest więc sens dopłacać, aby zamiast trzech koncerniaków kupić krafcika w puszce? A może wystarczy poprzestać na średniej półce, zwanej często „regionalną”? Postaram się rozwiązać ten problem, degustując piwa z czterech „segmentów”.

Czytaj całość

Przesłodzeni soczkami? Czas na powrót na zachodnie wybrzeże – trzy podejścia do klasycznych IPA

Przepiły wam się owocowe, soczkowate, mętne jak woda po praniu gaci ipki? Ciocia Mariola coraz chętniej wychyla z wami krafcika, pod warunkiem, że będzie smakował kwaśnymi żelkami o smaku papai, gujawy, banana i marcepanu? Każdorazowe otwarcie imperial stoutu powoduje, że w kolejce do waszych drzwi ustawiają się dzieci z drobnymi na bajaderki? Żarty na bok, chociaż ze sceny piwnej łatwo i przyjemnie drzeć łacha, sypiąc memami z czeluści dysku twardego. Jeżeli obecna sytuacja na półkach z kraftem komuś nie odpowiada, to takiego stanu rzeczy doszukiwać należy się przede wszystkim w nas samych.

Czytaj całość

Juicy, Fruit, Brett, Nitro, Brut, DDH, Milkshake – podgatunki i wariacje IPA

Ewoluujący rynek piw rzemieślniczych nie pozwala się łatwo nadgonić. Odnoszę nierzadko wrażenie, że tworzy podgatunki tylko dlatego, aby coś się działo. Ledwo wychodzimy z jednej wariacji IPA, a na kranach lądują kolejne. Osobie niesiedzącej w temacie mogą mówić one tyle, co mi pojęcia związane z awiacją czy nawożeniem rododendronu. Przyjrzyjmy się zatem z bliska wszelkim możliwym wariantom IPA — kwaśnym, dzikim, jasnym, mlecznym czy pierogowym. Tak. Pierogowym.

Czytaj całość

Deep Love od AleBrowaru i Nøgne Ø

Przyznam, że ze wszystkich piw od AleBrowaru, najbardziej czekałem na Golden Monka. Srogo się zawiodłem, chociaż piwo samo w sobie nie było takie złe. Po prostu mi nie smakowało, ot co. Coś w nim mi nie grało, coś się nie spinało. Na Facebooku ląduje informacja o Deep Love i ponownie zajarałem się jak czarownica na stosie. Znów kombinowanie z Belgią. Chciałem się przekonać, czy tym razem wyszło, bo ja wszystkim takim pokręconym pomysłom kibicuję i je uwielbiam. Niedzielnej przejażdżki do multitapu nie mogliśmy więc sobie odmówić.
Czytaj całość