Kto z was, podobnie jak ja, zaczynał pięcie się po drabinie piwnej jakości od Ciechana Miodowego? A może są tu tacy, co pamiętają „Smoki”? Czy ktokolwiek wspomina nieistniejącego już Corneliusa Honig-Weizen? Czasy „przedkraftowe” to raczej piwa klasyczne, choć tak różniące się od korpolagerów. Rynek piwny oferował wtedy albo jasnego lagera, albo piwa pokroju tych z poniższego zestawienia. Koncerny nie eksperymentowały, bo potrzeby – poza wąskim gronem z Browarbizu – w zasadzie nie było. A więc sensu inwestowania w ciekawostki również. Cofnąłem się pamięcią do lat, kiedy z trwogą dokładałem 3-4 złote do kolejnej butelki, licząc na upgrade bazy smaków i aromatów w moim mózgu. Dziś sięgam po 18 piw z epoki, w której słowo kraft w zasadzie nie istniało. Sprawdźmy, czy ta „klasyka” daje jeszcze radę.
Ostatnio komentowane
Te najrzadziej spotykane.