Dlaczego mocno ograniczyłem alkohol, czuję się lepiej niż kiedykolwiek i Tobie też polecam spróbować?

Nigdy nie zapomnę sytuacji, kiedy wydawało mi się, że mam zawał. Prowadziłem pożyczonego Peugeota 206 CC. Byłem sam. Głęboki lockdown, wracałem z apteki. W okolicach mostka zaczęło mnie boleć tak, że myślałem, że stanę na awaryjnych na środku skrzyżowania, wytoczę się z auta, zwymiotuję, po czym zemdleję. To był moment przełomowy, bo o ile bóle żołądka — większe lub mniejsze — mi się zdarzały, o tyle wtedy doprowadziłem do realnego zagrożenia w ruchu. Wróciłem do domu, zapisałem się na odkładaną miesiącami gastroskopię. Z perspektywy czasu — po kilku latach — jedyne słowa, które przychodzą mi do głowy, aby opisać swoją głupotę, to te niecenzuralne.

Czytaj całość

Moje sprawdzone sposoby poprawy samopoczucia i jakości snu. Szczególnie w ciemnych miesiącach.

Nienawidzę „przedzimia”. Jak tylko startuje listopad, odliczam czas do Świąt albo pierwszych poważnych opadów śniegu. Listopad kojarzy mi się bardzo źle. W dodatku ciemno, smutno, a w Trójmieście pizga po ryju bardziej niż zazwyczaj. Po kilku latach dołowania się w ostatnich miesiącach roku uznałem, że muszę wziąć się w garść. Odpalić jakieś protokoły przetrwania, pokombinować z samopoczuciem i wyprostować złe myśli. Ogłaszam sukces. Tegoroczny listopad był nawet przyjemny, a grudzień to już w ogóle rewelka. Postanowiłem podzielić się z wami moimi radami, przemyśleniami, sposobami i malutką dawką coachingu.

Czytaj całość

Czy piwo bezalkoholowe to nadal prawdziwe piwo?

Tl;dr: tak. No dobrze. Na spokojnie, nim horda rozwścieczonych piwoszy rzuci się na mnie z tulipanami z butelek po Specjalu (piękna śmierć). Powiem wam tak: spór o to, czy piwo bezalkoholowe powinno zwać się w ogóle piwem, jest dla mnie… niezrozumiały. To spór quasi-światopoglądowy, zbliżony do spierania się o LGBT, aborcję/eutanazję, wegetarianizm/weganizm czy religię/wiarę. Oczywiście w mniejszej skali, jednak o podobnym podłożu. To wyłącznie kwestia tego, jak czujemy się z tym, że ktoś robi coś, co ma realny wpływ wyłącznie na tę osobę. Napinka o to, że Twoje piwo będzie jedyne legitne, bo zawiera alkohol, a piwo innych nie będzie prawdziwe, bo nie ryje wątroby. Od dawna szokuje mnie ta wściekłość ludzi, silna na tyle, że znajdują niezliczone ilości czasu na spieranie się o, owszem, rzeczy nierzadko ważne, które jednak ich nie dotyczą. Idee i koncepcje, które nie zmniejszają komfortu życia ich i ich bliskich. O pojęcia abstrakcyjne, które często namacalnie nie wpływają na czyjś byt na tej planecie, dopóki ten ktoś nie zacznie się o to pieklić.

Czytaj całość

Style i koncepcje piwne, których nie kupuję lub unikam

Nawet największy chlor, mając do wyboru repertuar trunków nie do przepicia, kilka z nich odrzuci. Raz na przykład, mocno zmęczony życiem/piciem samotny rolnik, poinformował nas pod sklepem w Mirachowie, że za chwilę spod kościoła ruszą auta weselne. Trzy nanosekundy namysłu i rowerowa ekipa przypuściła atak na konwój, dzięki czemu nasz wyjazdowy barek wzbogacił się o po pół litra na głowę. Co było przeginką, gdyż ekipa — aby nie wozić flaszek z Kaszub do Gdańska — poczęła te flaszki rozpracowywać w dniu powrotnym od około 6:00 rano. Na całe szczęście, jedną z flaszek dostał od nas — w podzięce za wskazanie źródełka — zmęczony życiem/piciem samotny rolnik. I wiecie co? Było po nim widać, że wolałby chlapnąć zimne piwko, utwardzić setką kolorowej, względnie Mocnego Fajranta. Flaszkę przyjął od nas niechętnie. Niech ta przypowieść będzie wspaniałym wstępem do stylów i koncepcji piwnych, których nie lubię, nie kupuję, pomijam, a czasami – unikam.

Czytaj całość

West Coast IPA, Mango Sour Wheat i Dry Stout z Browaru Żuławskiego [CHWYTAM TRZY]

Do nowych lub niezbyt znanych browarów podchodzę nie tyle z rezerwą, ile z pełną nieufnością. Skoro jednak w niedalekich Kolbudach otworzył się nowy przybytek, to niespróbowanie choćby części pozycji byłoby dla rodowitego gdańszczanina nietaktem. A jeszcze warzy tam mój znajomy, Marcin Semeniuk, znany wam być może z niegdysiejszego, reaktywowanego zresztą pod koniec zeszłego roku projektu Hopkins.

Czytaj całość

Znudziły mnie już te wszystkie słodkie ipki. Czas na zmiany na blogu!

Byłem wczoraj w sklepie po piwo i nie znalazłem tam żadnego APA czy AIPA. Klasyki, którą tak pokochałem blisko 10 lat temu. Klasyki, która stała się ikoną piwnej rewolucji w Polsce. Klasyki, która penetrowała moje trzewia i katowała trzustkę przez blisko 9 lat. Trochę podśmiechiwałem się w duchu z tych wszystkich dziwolągów, którzy potrafią wypić 6 soczkowych DDH NEIPA i jeszcze próbują Ci wkręcać w żywe oczy, że między pierwszym a trzecim była wyraźna różnica, bo w tym pierwszym był miks marakui z mango, a w drugim mango z marakują. W sklepach brakuje klasyki, brakuje też jednostek IBU zdzierających papę niczym nagrzana Starogardzka, ściągnięta z okna od południowej strony po 5 latach zapomnienia. A skoro sklepy tej klasyki mi nie chcą dostarczyć, to nie mam o czym pisać, bo blog nie nazywa się Bobofrutolucja albo Kubusiolucja.

Czytaj całość