Strona 2 z 60

Po przerwie ponownie nadajemy Lekko Pod Wpływem!

Minęło 9 długich miesięcy bez najlepszego piwnego live’a w Polsce. Dokładnie 4 lata temu, po raz pierwszy usiedliśmy wspólnie na kanapie, aby porozmawiać z czytelnikami używając Google Hangouts. Te spotkania stały się naszą tradycją, którą niestety nieco zaniedbaliśmy. Ale już do Was wracamy!

PIGA. Ni to piwo, ni to wino.

Na którymś piwnym blogu przeczytałem w grudniu, że to piwo będzie idealnym zamiennikiem noworocznego „szampana”. Ja przez „szampana” rozumiem Цapcкoe Игpиcтoe w porywach do litrowego Dorato na promocji w Leclercu, toteż zachrobotało mi lekko pod czaszką i postanowiłem przerwać rutynę. Piwo na imprezę Sylwestrową co prawda zabrałem, ale nim je otworzyłem, polały się mocne trunki i ocknąłem się w okolicach 2 stycznia. Butelka wróciła ze mną do domu w stanie nietkniętym, co oznacza, że znajomych mam uczciwych i nikt na kaca go nie wyżłopał z gwinta, choć wyróżniało się na drzwiach lodówki.

Gościszewo Komtur [ZA PIĄTAKA]

Był taki czas, kiedy na rowerowe eskapady w Lasy Oliwskie zabierałem ze sobą jedno piwo z Gościszewa. Najczęściej padało na Drwala, ale nie wybrzydzałem przy Rycerzu czy Surferze. Butelka na drogę, pod dłuższą przerwę jak znalazł, coby nawodnić zwoje. Smaczne, niedrogie, do wypicia prosto z butelki, bo kto by woził szkło do lasu.

Głupie pierdolenie o piwie

Po pierwszym zachłyśnięciu kraftem nie mogłem znieść wynurzeń i mądrości moich znajomych, dotyczących piwa. Rozmowy na ten temat w gronie rodzinnym były dla mnie jak spacer wzdłuż krawędzi klifu w trakcie tajfunu. Gotowałem się, ilekroć słyszałem słowa „spirytus”, „dawniej”, „drogie” i „dziwne”, wypowiedziane w krótkich odstępach czasu. Kiedy trafiła się kareta, atakowałem werbalnie. Po latach doszedłem do wniosku, że lepiej tłumaczyć i dyskutować, niż toczyć pianę z pyska i się wściekać.

Mam mocne piwne postanowienia na 2019 rok

Dobra, przyznam bez owijania koncerniaka w etykietkę pseudokraftu. Rok 2018 piwnie schrzaniłem. Blogowo zresztą też. Na palcach lewej stopy (spokojnie, mam wszystkie) policzyć mogę teksty, które zapadły mi w pamięci. Wam tym bardziej. Dobre piwo poszło mocno w odstawkę, czego następstwem było nadszarpnięcie piwnych znajomości. Chwilami nachodziły mnie niezbyt przyjemne chochliki, spychające myśli w kierunku dołu z tabliczką „zawieś bloga, zrzuć ten balast”.

Kto normalny wlewa strong lagera do beczki po whisky…?

Mniej obeznanym ze światem piwnym strong lager kojarzy się raczej z Romperem czy innym Sternem. Zapominamy przy tym, że strong lagerami są przecież porter bałtycki i koźlaki — doppelbock oraz eisbock. Beer Bros. postanowili jednak stworzyć piwo na wzór jasnego mózgojeba z dolnej półki. Takiego właśnie kraftowego Rompera, bez rozdmuchania i udawania, że chodzi coś innego niż mocny dolniak. Bez marketingu, za to — w moim przekonaniu — na przekór wszystkim tym, którzy na strong lagery spluwają.

Jak czeski pils to Pilsner Urquell
[PIWNA KLASYKA]

Na rynku obecna jest garstka znanych piw, które nie budzą emocji. Bo kiedy poruszamy temat takiego Tyskacza, Źuberka czy Specka, to z jednej strony słyszymy: „weź ty mi Specusia nie obrażaj”, żeby z drugiej mańki dostać butelką kraftowej AIPY prosto w dzban. Kiedy podnosimy temat dosładzanego lambika pokroju Pecheresse, to kobiety piszczą jak świnki morskie, a zaawansowani w wykręcaniu mordy sourheadzi drą z nas łacha i wytykają palcami na mieście. Gdy na stole ląduje sztos z kartonika, oblany lakiem i obsypany brokatem wystrzelonym z tyłka karła, połowa wyje, że marketing i szokowanie, a druga połowa bierze wizytówki od karła i pyta, czy obsypałby brokatem ich żonę.

© 2013-2019 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑