Strona 2 z 61

3 piwa od Grolscha, których nie uświadczycie w Polsce

Każdorazowa wizyta w marketach w Eindhoven czy Arnhem to dla mnie uczta. Te wszystkie holenderskie i belgijskie piwa, kosztujące u nas ponad 10 złotych za butelkę, mogę kupić za 1 euro z groszami i posprawdzać ich jakość. Często okazuje się, że tyle właściwie są warte. Eksperymentuję przy okazji, wyłapując perełki nieeksportowane do Polski.

Dwa tak odmienne od siebie braggoty – Bartnik i Oh, Honey…!

Czy piwa typu braggot można określić modą, podobną do tej na DDH, milkshake czy (chwilowo, uff!) brut IPA? W moim odczuciu są to wciąż koncepcje eksperymentalne*, cieszące o tyle, że Polska słynie z miodów pitnych i warto je promować na wszelkie sposoby. Nie jest przecież tajemnicą, że polskie miodosytnie — wielokrotnie wygrywające międzynarodowe konkursy — poszczycić się mogą najlepszą jakością wyrobów. Kiedy więc polski browar rzemieślniczy bierze miód [pitny] na tapet i łączy go z piwem, naturalne jest, że oczekujemy rozpierdzielu w synapsach i spustoszenia kubków smakowych.

Primátor EPA [ZA PIĄTAKA]

Butelki z Browaru Náchod były tymi, które nawet w czasach przedpintowych nie podnosiły mi znacząco pulsu. Wizualnie takie sobie, choć w odróżnieniu od obecnej stylistyki znacznie mniej pretensjonalne. Ich zawartość wlewałem do gardła tylko w postaci Primátora 24 Double (dwa razy w życiu i podziękowałem) oraz właśnie EPA. W pobliskim sklepie, za niecałą dyszkę, byłem w stanie dorwać dwie butelki na wieczór.

Sensoryczny rollercoaster z Ardbeg An Oa

Do pewnego momentu, whisky kojarzyła mi wyłącznie się ze zgonowaniem na wersalce w domku na Kaszubach. Golden Loch za niecałe trzy dychy, zalany Colą z Biedry, mącił w głowie niemiłosiernie, siejąc jednocześnie terror w wątrobie. W okolicach pierwszej „prawdziwej” pracy zdałem sobie sprawę, że na Loszce całe życie nie pojadę. Wyskakiwałem więc w rejony, a to Old Smugglera, a to Dark Whisky, a jak polali, to i Jacka się zdarzyło wypić.

Po przerwie ponownie nadajemy Lekko Pod Wpływem!

Minęło 9 długich miesięcy bez najlepszego piwnego live’a w Polsce. Dokładnie 4 lata temu, po raz pierwszy usiedliśmy wspólnie na kanapie, aby porozmawiać z czytelnikami używając Google Hangouts. Te spotkania stały się naszą tradycją, którą niestety nieco zaniedbaliśmy. Ale już do Was wracamy!

PIGA. Ni to piwo, ni to wino.

Na którymś piwnym blogu przeczytałem w grudniu, że to piwo będzie idealnym zamiennikiem noworocznego „szampana”. Ja przez „szampana” rozumiem Цapcкoe Игpиcтoe w porywach do litrowego Dorato na promocji w Leclercu, toteż zachrobotało mi lekko pod czaszką i postanowiłem przerwać rutynę. Piwo na imprezę Sylwestrową co prawda zabrałem, ale nim je otworzyłem, polały się mocne trunki i ocknąłem się w okolicach 2 stycznia. Butelka wróciła ze mną do domu w stanie nietkniętym, co oznacza, że znajomych mam uczciwych i nikt na kaca go nie wyżłopał z gwinta, choć wyróżniało się na drzwiach lodówki.

Gościszewo Komtur [ZA PIĄTAKA]

Był taki czas, kiedy na rowerowe eskapady w Lasy Oliwskie zabierałem ze sobą jedno piwo z Gościszewa. Najczęściej padało na Drwala, ale nie wybrzydzałem przy Rycerzu czy Surferze. Butelka na drogę, pod dłuższą przerwę jak znalazł, coby nawodnić zwoje. Smaczne, niedrogie, do wypicia prosto z butelki, bo kto by woził szkło do lasu.

© 2013-2019 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑