Page 11 of 70

Dwa tak odmienne od siebie braggoty – Bartnik i Oh, Honey…!

Czy piwa typu braggot można określić modą, podobną do tej na DDH, milkshake czy (chwilowo, uff!) brut IPA? W moim odczuciu są to wciąż koncepcje eksperymentalne*, cieszące o tyle, że Polska słynie z miodów pitnych i warto je promować na wszelkie sposoby. Nie jest przecież tajemnicą, że polskie miodosytnie — wielokrotnie wygrywające międzynarodowe konkursy — poszczycić się mogą najlepszą jakością wyrobów. Kiedy więc polski browar rzemieślniczy bierze miód [pitny] na tapet i łączy go z piwem, naturalne jest, że oczekujemy rozpierdzielu w synapsach i spustoszenia kubków smakowych.

Czytaj całość

Primátor EPA [ZA PIĄTAKA]

Butelki z Browaru Náchod były tymi, które nawet w czasach przedpintowych nie podnosiły mi znacząco pulsu. Wizualnie takie sobie, choć w odróżnieniu od obecnej stylistyki znacznie mniej pretensjonalne. Ich zawartość wlewałem do gardła tylko w postaci Primátora 24 Double (dwa razy w życiu i podziękowałem) oraz właśnie EPA. W pobliskim sklepie, za niecałą dyszkę, byłem w stanie dorwać dwie butelki na wieczór.

Czytaj całość

Sensoryczny rollercoaster z Ardbeg An Oa

Do pewnego momentu, whisky kojarzyła mi się wyłącznie ze zgonowaniem na wersalce w domku na Kaszubach. Golden Loch za niecałe trzy dychy, zalany Colą z Biedry, mącił w głowie niemiłosiernie, siejąc jednocześnie terror w wątrobie. W okolicach pierwszej „prawdziwej” pracy zdałem sobie sprawę, że na Loszce całe życie nie pojadę. Wyskakiwałem więc w rejony, a to Old Smugglera, a to Dark Whisky, a jak polali, to i Jacka się zdarzyło wypić.

Czytaj całość

PIGA. Ni to piwo, ni to wino.

Na którymś piwnym blogu przeczytałem w grudniu, że to piwo będzie idealnym zamiennikiem noworocznego „szampana”. Ja przez „szampana” rozumiem Цapcкoe Игpиcтoe w porywach do litrowego Dorato na promocji w Leclercu, toteż zachrobotało mi lekko pod czaszką i postanowiłem przerwać rutynę. Piwo na imprezę Sylwestrową co prawda zabrałem, ale nim je otworzyłem, polały się mocne trunki i ocknąłem się w okolicach 2 stycznia. Butelka wróciła ze mną do domu w stanie nietkniętym, co oznacza, że znajomych mam uczciwych i nikt na kaca go nie wyżłopał z gwinta, choć wyróżniało się na drzwiach lodówki.

Czytaj całość

Gościszewo Komtur [ZA PIĄTAKA]

Był taki czas, kiedy na rowerowe eskapady w Lasy Oliwskie zabierałem ze sobą jedno piwo z Gościszewa. Najczęściej padało na Drwala, ale nie wybrzydzałem przy Rycerzu czy Surferze. Butelka na drogę, pod dłuższą przerwę jak znalazł, coby nawodnić zwoje. Smaczne, niedrogie, do wypicia prosto z butelki, bo kto by woził szkło do lasu.

Czytaj całość