You had one job!”. Tak powinienem był powiedzieć dzisiaj mojej Magdzie, która wracając z Warszawy miała przywieźć mi z PiwPawia „jakieś fajne piwo” z Bazyliszka. Przywiozła mi Chmieloniadę – lemoniadę (bez procentów!) chmieloną na zimno Citrą. Nie byłem przygotowany na taką konfrontację i po pierwszym łyku miałem ponoć minę, jakbym zobaczył na trzeźwo Grycanki w bikini, albo bez. Skoro to taki dziwoląg, to czemu by nie podzielić się z Wami wrażeniami?

Chmieloniada, Browar Bazyliszek

Chmieloniada, Browar Bazyliszek

Cholernie dziwny to napój i sam nie wiem, co mam o nim sądzić. Lemoniada, jak sama nazwa wskazuje, zawiera w sobie sok z cytryn. Albo mam dzisiaj upośledzone zmysły, albo nie czuję tutaj cytryn ani w smaku, ani w aromacie. Browar Bazyliszek także nie chwali się składem, a na hasło „Chmieloniada” w Google wyskakuje 5 wyników. W ogóle marketing informacyjny Bazyliszka to porażka. Dowiedzieć się nieco więcej o ich piwach, to jak próba poderwania dziewczyny na „widzę, że spadłaś z nieba”. Ponoć kiedyś komuś się udało, ale nikt nie wie komu.

W aromacie coś, co przypomina granulat chmielowy, ale dla mnie to bardziej herbata. Taka gorszego sortu, jakby Wam babcia zrobiła na ból brzucha gorącej, ale pijecie ją rano, wystygłą, z kurzem na wierzchu. Aromat herbaciany, ktoś skojarzy z granulatem, do tego echo trawy cytrynowej, którą prawdopodobnie sobie wmawiam…

W smaku doszukuję się cytryn, a wyczuwam ponownie herbatę/granulat. Do tego nuty cytrusowe i całkiem przyjemna, ziołowo-herbaciana goryczka. Nagazowanie niskie, ale to pewnie przez podróż w plastikowej butelce.

Lemoniada ma orzeźwiać, a ten napój po prostu zamula. Przypomina gorzką herbatę z echem cytrusów albo bardzo nieudanego witbiera. Można wypić, nie jest niesmaczne, ale ani to piwo, ani tym bardziej lemoniada. Ot, taka ciekawostka.

Acha. Jeszcze cena. 12 złotych za litr.

To była jednorazowa przygoda.

  •  
  •  
  •  
  •