Jak czeski pils to Pilsner Urquell
[PIWNA KLASYKA]

Na rynku obecna jest garstka znanych piw, które nie budzą emocji. Bo kiedy poruszamy temat takiego Tyskacza, Źuberka czy Specka, to z jednej strony słyszymy: „weź ty mi Specusia nie obrażaj”, żeby z drugiej mańki dostać butelką kraftowej AIPY prosto w dzban. Kiedy podnosimy temat dosładzanego lambika pokroju Pecheresse, to kobiety piszczą jak świnki morskie, a zaawansowani w wykręcaniu mordy sourheadzi drą z nas łacha i wytykają palcami na mieście. Gdy na stole ląduje sztos z kartonika, oblany lakiem i obsypany brokatem wystrzelonym z tyłka karła, połowa wyje, że marketing i szokowanie, a druga połowa bierze wizytówki od karła i pyta, czy obsypałby brokatem ich żonę.

I wtedy wjeżdża Pilsner Urquell.

Klasyk, który każdy lubi, i o który nikt się nie spiera. Karzeł pakuje walizkę i biegnie na powrotną SKM-kę do Wejherowa.

Wszyscy są raczej zgodni — milutko jest strzelić czeskiego pilsa za 3,99 z Biedry, ale nikt nie chwyta Urquella na stacji benzynowej za 7 złotych. Choćby dlatego, że na CPN-ie kupuje się alkohol na dojebkę, więc w tej cenie masz dwa Żywczyki czy — o zgrozo, trzeba być dobrze ukiranym — jakieś Staropolskie i Kasztelana w bonusie, coby dobrze wyczuć poranne zmiany grawitacji.

Pilsner Urquell to piwo, które w świadomości piwnej braci ma specjalne miejsce. Nikt nie nazwie go korpolagerem, nikt nie powie też, że to woda z przepłukanego kranówą młóta. Goryczkę też ma konkretną, wycenianą na 40 IBU, więc tak ze dwa razy więcej niż jasne pełne z monopolowego.

Demaskuje przy okazji każdego łachudrę, który uważa, że nie jest w stanie znieść diacetylu w krafciku, przy czym Urquelka trzaśnie na hejnał w bramie i jeszcze się obliże jak pies po kabanosie.

Ergo: każdy szanuje, większość czasem pije, nikt raczej nie hejtuje. Wszyscy są chyba zgodni, że na Pilsnera bywa czas, miejsce i zasobność portfela niepozwalająca na eksperymentowanie z wątpliwej jakości kraftowymi pilsami za dwa razy więcej złociszy.

Pilsner Urquell

Do piwa z Pilzna mam szacunek zawodowy. Pracowałem w branży marketingowo-pijarowej przez ponad 6 lat i Pilsner był dla mnie marką bardzo spójną, komunikującą swoje walory w nieprzesadzony i zgrabny sposób.

Oto mamy dobrej jakości piwo, które przez blisko 180 lat wyrobiło sobie renomę, pewne obyczaje (chociażby sposoby nalewania) i nie mydli oczu powtarzanymi w telewizji hasłami o tradycji i szlachetnym chmielu. Oni to po prostu mają i gdzieś te wartości siedzą nam z tyłu głowy.

Pilsner Urquell w butelce litrowej typu krachla

Urquella trudno podrobić. Nie umiem sobie przypomnieć, czy piłem lepszego reprezentanta stylu warzonego rzemieślniczo. Były na pewno lepsze pilsy per se, ale czy czeskie? Rzućcie we mnie Saazem, nie przypominam sobie.

To piwo jest takim Jamesonem świata whiskey, Baczewskim zimnej gorzały, Seagramsem jałowcówy pod tonik. Nikt się nie krzywi, a większość łyknie z godnością. Chociaż z tego zestawu najbardziej to szanuję Baczewskiego, który jest jedną z dwóch wódek, jakie piję ze smakiem on the rocks. Polecam spróbować.

Ciekawostka: butelkę w typie widocznym na zdjęciu nazywa się „krachla”. Na co dzień używamy często nazwy „butelka z krachlą”, jednak wydaje się, że poprawniejszym etymologicznie stwierdzeniem jest „butelka typu krachla”, a nie „butelka z zamknięciem typu krachla”. Sam rodzaj zamknięcia zwiemy pałąkowym.


Pilsner pachnie mieszanką ziół, kojarzącą się z miksem tymianku i trawy cytrynowej. Przy każdym zetknięciu wychwytuję w nim tę delikatnie cytrusową nutę. Obecny jest oczywiście diacetyl, w postaci sporej dawki masła. Obejmuje on jednak zgrabnie zioła i biszkoptową podstawę słodową. Czysto, rześko, przyjemnie.

Pilsner Urquell w kuflu

Od pierwszego łyku atakuje wyraźna ziołowa goryczka — krótka i przyjemna. Dobrze równoważy biszkopty pochodzące od jasnego słodu, które ciągną za sobą maślany finisz. Smak jest kwintesencją zwrotu czysty profilowo pils. Nic tutaj się nie kłóci, każdy akcent jest wyważony i ma dla siebie odpowiednio dużo miejsca, aby wybrzmieć.

Klasyka. Piwo do picia kuflami, które daje więcej przyjemności, niż niejeden tytuł stawiany wysoko na piedestale.

Lubię do niego wracać, a Wy?


PS > Ciekawostką dotyczącą Urquella jest proces tzw. równoległego warzenia. W tym miejscu możecie przeczytać o nim więcej.

  •  
  •  
  •  
  •  

13 komentarzy

  1. Hand of god

    23 Gru 2018 at 23:26

    Biedronka czy Lidl sponsoruje te sikacze bo x oryginalnym piwem nie ma to nic wspólnego…

  2. Raczej nie uważam Pilsnera za dobrego przedstawiciela swojego gatunku. Moim zdaniem jest dużo lepszych kraftowych pilsow. Może po prostu nie trafia w moje kubki smakowe, może sama jego korpo otoczka sprawia że
    jestem uprzedzony. Smak i zapach jak dla mnie 2/10.

  3. Nie będę się silił na modnego i wielce oryginalnego jadąc jak pijany traktorem po Pilsner Urquell. Zasady jakie tworzy ta firma są bardzo konkretne. W Czechach jest sieć knajpek Pilsnera charakteryzujących się naciskiem na świeżość tego piwa. Jest ono transportowane do tanków, wymogiem jest podawanie w widocznym miejscu daty dostarczonej partii, przywiązuje się wagę nawet do tak nieistotnych dla naszych krajowych laików „dupereli” jak sposób budowania piany przy nalewaniu.
    Wszędzie tam gdzie coś jest bardzo popularne pojawia się jednak problem – Pilsner Urquell jako piwo masowo rozpoznawane przez wszystkich turystów podawane jest dosłownie wszędzie (niestety też poza swoimi lokalami) i to głównie turystom, niesie to za sobą ryzyko trafienia na miejsca w których poluje się na takich jednorazowych piwoszy-amatorów, wtedy piwo jest przesadnie drogie, nikt nie przejmuje się aż tak świeżością, a obsługa ma cię zwyczajnie w czterech literach.
    Wiedząc o tym nie wpadniemy jednak aż tak łatwo na Pilsnerową minę :)
    A czy u nas w kraju wiemy że:
    Pilsner w Czechach i Pilsner gdzie indziej to zupełnie różne piwo!
    Nasz krajowy produkowany przez Żywca (podobno już nie ale coś mi się wierzyć nie chce) to zupełnie inne w smaku piwo. Jeśli nawet jest oryginalny to i tak obciążony długim transportem, złym przechowywaniem, narodowymi brudnymi rurkami i pić się tego z przyjemnością najczęściej nie da, stąd moda na złe ocenianie w Polsce Pilsnera U przez tzw „znawców”. W smaku czujemy dużą, często przesadną gorycz, finisz męczący, piana totalnie nijaka w smaku.
    Tymczasem świeży perfekcyjny Pilsner U charakteryzuje się jednym z najlepszych na świecie smaków piany który jest ciężko podrobić. Jego piana w smaku ma nuty przyjemnie mleczne. Nalany prawidłowo z większym ciśnieniem, świeży i czysty z prawidłowo budowaną pianą daje bardzo dużą przyjemność. Smak samego piwa ma mocne nuty miodowe, goryczka nie jest tak prymitywna jak w rozwożonej po europie tandecie. Jeszcze raz wrócę do piany bo właśnie jej smak to wyznacznik największej świeżości, czym piwo bardziej sponiewierane tym smak ten zanika, potem znika smak miodowy piwa, zastępuje go prymitywna gorycz na końcu nie zostaje totalnie nic ciekawego i pijalnego co cieszy wszystkich przeciwników koncerniaków którym jest Pilsner (w dodatku nie należy on już do Czechów jak plotkują ptaszki ;) ) – zadowoleni? Ja nie!!! bo uwielbiam to Piwo i umiem je szanować za co odwdzięcza mi się naprawdę znakomitym smakiem – jedyne co mnie martwi to fakt że mam to głównie w Czechach.
    ps. Co do prób produkcji tego piwa poza jego rodzimym miastem nie dajcie się zwieść – nie da się – jego największą zaletą jest woda która występuje jedynie pod miastem, i co z tego że teraz wszystko łącznie z wodą można sztucznie zrobić? chyba nie o to chodzi?

    • Urquell z Żywca?

    • Kolego. Ludzi wyzywasz od „znawców” a Pilsner był produkowany w Tychach… i już dobrych kilka lat wstecz wycofano jego podukcję. I o dziwo w ślepych testach mialo nieraz wyższe oceny od oryginału. Woda to nie wszystko.

      • Pewnie dlatego wycofano produkcję że takie dobre było i Czesi nam pozazdrościli :))
        choć już bez ironii jeśli nasza imitacja maksymalnie świeża się trafiła to ze zmęczoną butelczyną przywiezioną przez setki kilometrów z Bili czy Alberta mogła konkurować.
        Czekałem aż ktoś coś podobnego napisze i nie omieszka dumnie wspomnieć że KP nie Ż jakby nazwy „marek”, podfiremek, pośredników, regionalnych spółek i w końcu stojących za każdym masowym produktem światowych koncernów miały jakiekolwiek znaczenie – dla mnie przyznam nie mają dlatego się z tego powodu nie kajam.
        Piszę o Pilsner Urquell dlatego że na jego przykładzie widać ważną ciekawostkę którą co ważniejsze jest łatwiej sprawdzić niż na przykładzie niszowego piwa lokalnego – jest to produkt masowy który smakuje bardzo dobrze, albo kiepsko w zależności od zmieniających się warunków. I bardzo mi się podoba że taka masówa potrafi smakować bardzo dobrze bo nie chciałbym tu tylko gloryfikować Czeskich minbrowarów do których rowerem ciężko dotrzeć.
        Świeży Pilsner pity w Czechach w odpowiednich warunkach jest faktycznie czasem lepszy i od „nowofalowych pilsowych czeskich kraftów” i kto takiego pił ten śmieje się na jakiekolwiek ślepe testy, a przepaść między świeżym piwem, a butelką w markecie 1000km dalej jest tak duża że ślepe testy nie są potrzebne by coś sobie czy innym nimi udowodniać.
        Jeśli „znawców” zastąpią ludzie pijący (nie piszący tylko pijący tu i teraz na miejscu) naprawdę dobre świeże piwo to będzie można bez hipokryzji wspomnieć że krajowa piwna rewolucja się odbyła.

  4. Kupiłem w hiszpańskim lidlu butelczynę 0.33 za 1.2 e czyli dwukrotnie więcej niż Krombacher i 3 krotnie więcej niż Argus. I wydaje mi się ze ten najtańszy argus robiony tu na miejscu jest lepszy od tego drogiego importowanego Pilsnera. Nie wydaje mi się ze kukurydza to element objawiający się przez długi transport i złe przechowywanie…

  5. Pilsner Urquell to dla mnie klasyka gatunku :) wracam do niego często , lubię wypić prosto z butelki , najlepiej smakuje jak nie jest mocno schłodzony , tak po godzinie z lodówki jest OK , lekki i 2 – 3 wieczorem , super czyszczą nerwy i nerki , i spanie OK ….Rano nawet nie czuć ,że jakieś piwo się piło. Gdybyśmy mieli takie piwa polskie to nie byłoby tematu wychowywania w trzeżwości i zakazu sprzedaży piwa po 22 …..
    Jego lekkość i smak jak na piwo masowe to wg mnie atut , lane w Czechach zawsze smakuje :)

  6. Na plus fajna goryczka, na minus wszystko inne, paskudny w smaku(nieświeży?) i zapachu( klasyczna zielona butelka) koncerniak, nigdy więcej chyba że w Czechach… ble…

  7. 0,3 z Lidla, masła nie czuje, fest aromat i goryczka, czyste i orzeźwiające w smaku, żadnej ściery, robię sobie przerwę od Craftuf bo BA i inne hipsterskie wynalazki to nie moja bajka

  8. Jak dla mnie bardzo dobra klasyka. Smak dość pełny, delikatny, wyraźna goryczka, gorzkie. Do tego dobra piana. Czysty pilzer.

  9. …piłem tez kilka naszych kratowych pilznerów. Żaden się nie umywa do Pilsner Urquella.
    Jedynie piwo Bierhalle Pilsner jest na dobrej drodze.

Dodaj komentarz

*

© 2013-2019 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑