KategoriaFelietony

Yerbata? Proszę Cię… Zrób sobie „Beerbę” – piwo z yerba mate

Jedynymi znanymi mi piwami z yerbą były Yerba IPA z gdańskiego Browaru Lubrow oraz Birds n’ the Beers z Browanzy. Piszę „były”, bo obydwa są już niedostępne. Dla osób szukających połączenia tytoniowego smaku południowoamerykańskiego naparu z dobrym piwem to przykra wiadomość. W Polsce nie robi się (jednak się robi) piwa z yerbą, zaś napoje na bazie ostrokrzewu paragwajskiego — Bombilla, Yerbata i tym podobne — mają w sobie mało smaku „mate”. Nikt nie kwapi się do stworzenia łatwo dostępnego nayerbanego piwa. Uznałem więc, że nastał moment, aby wziąć szkło w swoje ręce i taki napój wyprodukować w domu.

10 importowanych piw, które możesz kupować w ciemno [CZ. 3]

Setna wizyta w hipermarkecie. Tysięczne przyjrzenie się półkom z piwami importowanymi. Niewiele się w temacie ruszyło, odnotowałem wręcz delikatną recesję. Jeszcze kilka lat temu hipermarkety próbowały chociaż poupychać na półkach zagraniczny kraft. Obecnie — dopasowując się zapewne do klienteli — stawiają raczej na rodzimy rynek. Importy traktowane są po macoszemu. Niemalże w każdym większym sklepie – niczym na konferencji marketingowej — widzimy te same „gęby”. O tyle dobrze, że wśród importów kryją się piwa, w które nie szkoda zainwestować. Oto one!

Imperator Bałtycki Sherry Oloroso BA vs Komes Porter Bałtycki Sherry Oloroso

Gdy w grudniu 2013 roku na rynek wyszedł Imperator Bałtycki, omal nie obsikałem pieluchomajtek. To była jedna z większych kraftowych podniet w moim życiu. Nawet Samiec Alfa czy przehype’owana druga warka Imperium Prunum nie dostarczyły mojemu organizmowi takiej dawki noradrenaliny i endrofin. Wyrosłem później z rzucania się na wszystkie nowości niczym złomiarz na starą pralkę, więc wersja Imperatora Sherry Oloroso dostrzeżona na WFP w 2017 roku podniosła mi tętno (i nie tylko) jedynie nieznacznie.

Perlenbacher Schwarzbier – ciemniak za 2 złote z Lidla. Idzie to wypić?

W czasach, gdy z etykiet Bestbirów straszą kolejne cycoliny, do Lidla trafia festynowa puszka ciemnego lagera. O dziwo, obyło się bez kobiecych walorów na opakowaniu, choć cena zapowiadała wszystkie niedozwolone chwyty. Bestbiry stały zresztą w bliskim sąsiedztwie uśmiechniętej bawarskiej blondynki. Okazało się, że puszka przedstawia się na czytniku cen jako „Perlenbacher”. Od lat uważam, że jasny Perlenbacher to piwo o dwie długości lepsze od polskich koncernolagerów. Wypadało więc sprawdzić formę ciemnej wersji perłowego… bachera? Tłumaczy się to jakoś w ogóle?

Jak rozpoznać ściemniony browar i klona piwnego? [PORADNIK + LISTA]

Pośród entuzjastów otwierających browary rzemieślnicze znaleźć można osoby, które upatrzyły w takim interesie strumień gotówki wlewający się wraz z procentami do kiszeni. Tak jak pośród sprzedawców sportowych ciuchów w butikach czy eko-handmade makaronu w modnej knajpie zaopatrującej się w Lidlu, tak pośród browarów znaleźć można naciągaczy i partaczy. Niektórzy z nich chcą mieć swoje piwko i hajs z niego tak bardzo, że zamiast przejść trudną drogę od piwowara domowego, przez pomocnika do pełnoprawnego wyjadacza, wolą zapukać do drzwi dużego browaru i odkupić część produkcji.

Czego absolutnie nie powinieneś robić w multitapie? [12 x NIE]

Każdy z nas zetknął się w multitapie z zachowaniem, które zakwalifikowaliśmy jako „nieodpowiednie”. Nie chodzi o klasyczne rzyganie do pisuaru, wyzwiska czy bójki, a podstawową ogładę i wyczucie, co można, a czego nie należy robić w knajpie z dobrym piwem. Niestety, wiele osób nie chce lub nie potrafi odnaleźć się w otoczeniu dwudziestu kranów i setki ludzi tłoczących się w ciasnej przestrzeni. Ten krótki poradnik to nie tylko podpowiedzi dla nich, ale także dla tych, którzy z niektórymi „przyjemniaczkami” muszą się użerać.

Kropki na spodzie puszki — mit wciąż żywy. Czas go rozwiać!

„Trzeba sprawdzić, czy są kropki.” – powiedział nieco od niechcenia, niby to w kierunku meblościanki za babcią mój wujek, otwierając puszkę Żywca 10% gratis. Pierwsze dwanaście sekund upłynęło mojemu mózgowi na skakaniu między słowami ironizuje a mówi serio. Kiedy postępowało przepełnienie bufora, wyręczył mnie brat i zapytał: „a wujek wie, że to ściema z internetu”? No i się zaczęło. Maczety nie latały, choć mój krewny z wielką pasją bronił swoich racji, mimo logicznej argumentacji. I choć minęły czasy, gdy gotów byłem rozedrzeć koszulę na klacie niczym Rejtan, walcząc o piwną edukację wśród bliskich — cząstka kraftowego wojownika potrafi jeszcze zapłonąć.

© 2013-2019 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑