KategoriaFelietony

Po co komu piana w piwie?
[PIWNA EDUKACJA]

Cóż można napisać o pianie piwnej? Każdy z nas przywykł bezrefleksyjnie do jej obecności. Uznajemy za coś dziwnego, gdy piwo jest jej pozbawione, choć dla niektórych nie ma to chyba znaczenia. Piwa bez piany spotkać można między innymi na festynach. To tam „barmani”, serwujący zmrożone do nieprzyzwoitości lagery, za punkt honoru stawiają sobie nalanie piwa wyzbytego ozdobnego kożucha. Rola piany w piwie nie sprowadza się jedynie do bycia. Warto zrozumieć, jakie czynniki mają wpływ na jej trwałość, jakie wyzwania się przed nią stawia i dlaczego niektóre piwa tak trudno przelać do szkła.

Czy warto wyskoczyć na niepasteryzowanego Pilsnera Urquella z tanka?

Tank, z którego próbowałem niepasteryzowanej wersji Pilsnera, otworzono 3 dni przed moją wizytą. „Zakładaliśmy, że każdy z tanków ostoi się tydzień. Okazało się, że w tydzień potrafią zejść trzy.” — zdradził mi goszczący mnie w lokalu Tapster Jacek Maliszewski. Maksymalnie świeżego czeskiego klasyku można się napić tylko w kilku miejscach w Polsce. Na zaproszenie marki Pilsner Urquell odwiedziłem jeden z takich lokali, warszawską Česką.

Mamy rodzimy styl piwny, a prawie nikt o tym nie wie

Jak doszło do tego, że zakochani w regionalizmie i często odwołujący się do tradycji, zapomnieliśmy o naszym jedynym w 100% polskim stylu, jakim jest piwo grodziskie? Fenomenalny zraszacz zwojów, styl z tradycjami sięgającymi XIV wieku, gaszący pragnienie lepiej niż mityczny pils za trzy złote. Mamy być z czego dumni, tylko… no właśnie. Jakoś nie chcemy, a grodziskie większość społeczeństwa pomyli pewnie z posłanką Grodzką. Zrób sobie herbatę i zarezerwuj 15 minut. Musimy o czymś pogadać…

Nie stać nas mentalnie na piwo

„Byliśmy służbowo w browarze T. Jak usłyszeli, ile kosztuje piwo, to zapytali barmana, czy przypadkiem się nie pomylił. Potem zawołali mnie i powiedzieli: ‚ogarnij to, to musi być pomyłka, ty się na tym znasz!’ Nie chcieli wierzyć, że duże piwo może tyle kosztować. Potem wzięli butelkę whisky za kilka stów”.

Test koncernowych piw bezalkoholowych z Lidla

Piwa bezalkoholowe przez lata uznawano za zabarwioną wodę dla kierowców i kobiet w ciąży. Wybór ograniczał się do kilku marek, z których wszystkie smakowały jednakowo, czyli beznadziejnie. Kosztowały przy tym więcej niż ich klasyczne wersje. Nikt nie kwapił się do powiększenia udziału w tym segmencie, bo aby do tego doszło, należało społeczeństwo nastawić na taki produkt. I nagle dwa lata temu, coś w tej kwestii się ruszyło.

Dwa tak odmienne od siebie braggoty – Bartnik i Oh, Honey…!

Czy piwa typu braggot można określić modą, podobną do tej na DDH, milkshake czy (chwilowo, uff!) brut IPA? W moim odczuciu są to wciąż koncepcje eksperymentalne*, cieszące o tyle, że Polska słynie z miodów pitnych i warto je promować na wszelkie sposoby. Nie jest przecież tajemnicą, że polskie miodosytnie — wielokrotnie wygrywające międzynarodowe konkursy — poszczycić się mogą najlepszą jakością wyrobów. Kiedy więc polski browar rzemieślniczy bierze miód [pitny] na tapet i łączy go z piwem, naturalne jest, że oczekujemy rozpierdzielu w synapsach i spustoszenia kubków smakowych.

Głupie pierdolenie o piwie

Po pierwszym zachłyśnięciu kraftem nie mogłem znieść wynurzeń i mądrości moich znajomych, dotyczących piwa. Rozmowy na ten temat w gronie rodzinnym były dla mnie jak spacer wzdłuż krawędzi klifu w trakcie tajfunu. Gotowałem się, ilekroć słyszałem słowa „spirytus”, „dawniej”, „drogie” i „dziwne”, wypowiedziane w krótkich odstępach czasu. Kiedy trafiła się kareta, atakowałem werbalnie. Po latach doszedłem do wniosku, że lepiej tłumaczyć i dyskutować, niż toczyć pianę z pyska i się wściekać.

© 2013-2019 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑