Od lat przemierzam miasto na rowerze. Zresztą nie ograniczam się wyłącznie do Trójmiasta. Kilkudniowe rowerowe tripy uważam za jedną z przyjemniejszych form spędzania czasu, podobnie jak szybką rundę po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Godziny spędzone na ścieżkach rowerowych i ulicach zaowocowały wnioskami z obserwacji uczestników ruchu. Kierowcy skrzywią się na dźwięk piszczącego paska klinowego czy zajechaną skrzynię biegów w aucie na pasie obok. Podobnie niektórzy rowerzyści dostrzegają masę mankamentów i niezrozumiałych zachowań u innych cyklistów. Być może jesteś jednym z nich i mocujesz się z rowerem jak romskie dziecko z pojemnikiem PCK. I być może na pewne problemy nie zwróciłeś nawet uwagi.

Mój brat konsekwentnie odmawiał wszelkim próbom podrasowania mu roweru. Jego odpowiedź na nasze pomysły była zawsze taka sama: „ale ten rower normalnie przecież jeździ”. No dobra, zajechane auto warte naręcze porządnych lambików też przecież jeździ, ale czy wydajnie i nie posypie się za następnym zakrętem? Nie po to kupuje się lepsze auto, aby zawiozło dupę z punktu A do punktu B. Masa czynników wpływa na to, czy samochód nam odpowiada. Podobnie sprawa ma się z rowerami. Można poruszać się po mieście zdezelowanym gruchotem niczym kierowcy Wolta czy Uber Eats, a można przyjrzeć się kilku kwestiom i odciążyć całe ciało.

Mój zmodyfikowany Kross Level 4.0 29er na trasie, gdzieś pod Kościerzyną.

Brat przekonał się do zmian, kiedy wymienił opony na nowe. Po raz pierwszy usłyszałem wtedy, że rzeczywiście, miałem rację i czuć wyraźną różnicę. Po raz drugi słusznym okazało się moje ględzenie, kiedy umyto mu calutki napęd. „Jak to teraz lekko jeździ…” – zdziwienie jakby Kopyr pił obok niego Żywca 0% prosto z butelki. Albo i większe. A przecież rower miał w całkiem niezłym stanie, żaden to marketowy szajs za dwie stówy zespawany z rurek kradzionych na złomowcu.

Zima złapie nas, nim się obejrzymy. O ile w tym roku nadejdzie. Dwa lata temu napisałem tekst o tym, jak jeździć zimą na rowerze, bez obaw o zrobienie sobie kuku. Może Cię zainteresować :)

Czy da się jeździć na rowerze zimą i nie wybić sobie zębów? >>>

Kilka poważnych kwestii widać na ścieżce już z daleka. Poniżej przedstawiam Wam listę największych problemów spotykanych w rowerach w ruchu, przede wszystkim, miejskim. Niektóre słychać z daleka, inne widać z bliska, niektóre wnioski to moje domysły.

Poruszasz się rowerem i idzie Ci to opornie? A może wszyscy Cię wyprzedzają, a ty nie jesteś w stanie utrzymać stałej prędkości? Być może nawet nigdy się nad tym nie zastanawiałeś/aś, po prostu wyjąłeś/aś rower z piwnicy i wio na ścieżkę, uznając, że inni mają po prostu lepszą kondychę?

Łap więc konkrety, które zwracają uwagę na pewne kwestie. Przygotujesz dzięki nim, w podstawowym stopniu, jednoślad na sezon jesienno-zimowo-wiosenny. Ku przyjemniejszej jeździe, mniejszemu zanieczyszczeniu powietrza i zdrowiu :)

Przeskakujący łańcuch, czyli zajechany napęd

Napęd rowerowy ma pewną żywotność, zależną od jego jakości i tego, czy go katujesz. Nie da się jeździć na rowerze latami bez żadnych inwestycji. Szczególnie gdy mocno się ten rower eksploatuje, niepoprawnie zmienia przełożenia i nie wkłada w niego tej stówki rocznie. Najmocniej po dupie dostaje zawsze napęd i inne ruchome części, na przykład osie w piastach.

Objawy zużytego napędu to przede wszystkim przeskakiwanie łańcucha przy mocnym dociskaniu pedałów. Zależnie od stopnia wyeksploatowania, może dziać się to przy zwykłym pedałowaniu, ruszaniu z miejsca, przyspieszaniu czy wjeżdżaniu pod górkę. Łańcuch może skakać na każdym przełożeniu lub tylko wybranych zębatkach. Skacze na którejkolwiek z często przez Ciebie używanych? Czas przyjrzeć się temu, co dzieje się pod nogami.

Tylne zębatki w rowerach dzielimy na stare „wolnobiegi” i nowsze „kasety”. Wolnobiegi Shimano mają na zębatce oznaczenie MF-TZ i zużywają się szybciej niż koszulki z Reserveda. Jeździłem na wolnobiegu kilka lat i wymieniałem go 2 razy do roku. Kaseta wystarcza mi na około 2 lata. Jeśli często wymieniasz zajechany wolnobieg, być może już czas, aby wymienić koło na takie pod kasetę?

Napęd wymienia się w całości, chociaż ja preferuję wymianę zestawu kaseta/wolnobieg + łańcuch. Korba jest przeważnie wytrzymalsza, jednak gdyby wymiana kasety i łańcucha nie poskutkowała, trzeba będzie zainwestować w przednie zębatki. Całą korbę lub — w przypadku rozbieralnej — konkretne blaty.

Powyżej przykład zużytej kasety. Spójrz na zębatki na samym dole. Mają kształt trapezopodobny. Zębatki dwa czy trzy rzędy wyżej są dwa razy cieńsze, niektóre w innych rzędach przypominają płetwę rekina (tzw. rekinki). Kaseta do wymiany, wraz z łańcuchem (o ile oczywiście przeskakuje).

Nowy łańcuch nie wejdzie na starą kasetę i na odwrót. Będzie skakał jeszcze częściej. Lepiej dojechać kasetę do końca i wydać te niecałe 100 złotych na nowy zestaw.

Druga kwestia to zardzewiały napęd. Taki twór niemiłosiernie skrzypi i sprawia, że na rowerze jeździ się ciężej. Po cholerę się męczyć i pocić, skoro można wydać dwie stówy (najtańsza kaseta, łańcuch, korba i suport) i cieszyć się nowiutkimi częściami, dającymi większą przyjemność z jazdy?

W przypadku braku powyższych problemów warto cały napęd wyczyścić. Łańcuch przetrzeć porządnie ścierką nasączoną benzyną ekstrakcyjną, kasetę i korbę wyszorować wyciorem, wyczyścić kółka przerzutki. Godzina roboty, a czuć będzie różnicę. Zwróć też uwagę na to, czy wózek tylnej przerzutki jest ustawiony równolegle do zębatek. Krzywy hak spowoduje, że nigdy nie uda Ci się poprawnie wyregulować zmieniarki.

Ważna kwestia! Nie psikaj nigdy żadnymi WD-40 na kasetę, łańcuch czy korbę. O ile nic nie odkręcasz, zostaw odrdzewiacze i środki wypierające wodę w spokoju. WD-40 stosuje się do zapieczonych elementów, a nie do smarowania. Smaruje się wyłącznie czysty łańcuch (wnętrza ogniw!), specjalnym smarem, na przykład Shimano PTFE Lube, Rohloffem czy Finish Line’em.

Masz przerzutki? To z nich korzystaj!

Pan Stefan wracający z ryneczku czy Pani Basia jadąca do córki na obiad mogą nie ogarniać działania przerzutek. Znam też młodsze osoby, które rezygnowały z dobrodziejstw „zmieniarki”. Warto poznać ten element wyposażenia i zacząć z niego korzystać. Przerzutki mają ułatwiać jazdę, są odporne mechanicznie, więc można z nich nieustannie korzystać. Nie zużyją się w miesiąc.

Ileż ja się naoglądałem osób siłujących się z porywistym wiatrem na najtwardszych „biegach”. Albo tych jadących pod górkę na jakimś kosmicznym przełożeniu. Druga sprawa to „koszenie łańcucha”, ale o tym dowiesz się z powyższego filmiku u SzajBajka. Polecam kanał.

Druga kwestia to niezrzucanie biegu, dojeżdżając do świateł czy przejścia. W aucie redukuje się lub wrzuca luz, więc czemu nie robić tego w rowerze? Skoro można ruszyć później mięciutko z lekkiego przełożenia, to warto zaoszczędzić w ten sposób i siły, i napędu, który nie lubi mocnych naprężeń. Kolana nie lubią ruszania z kolarskich przełożeń, a ty nie lubisz mocowania się z rowerem.

Wystarczy wdrożyć prostą zasadę, aby jeździło się przyjemniej. Dojeżdżając do miejsca zatrzymania, z którego później ruszasz, wrzuć 2-3 biegi na tylnej kasecie w górę (dźwignia pod prawym kciukiem). Rusz z lekkiego przełożenia i zrzuć biegi z powrotem w dół na kasecie* (pod palcem wskazującym), gdy już nieco się rozpędzisz. Proste i efektywne.

* – wrzucanie z tyłu „w górę” (czyli na wyższe zębatki) to inaczej zrzucanie na niższe przełożenia i na odwrót. Czyli zmiana na lżejsze przełożenie to zrzucanie biegu (wrzucanie w górę kasety). Wiem, pokręcone. Zrzucasz i robi się łatwiej, wrzucasz — ciężej.

Dojeżdżając do wzniesienia, zmień przełożenia na lżejsze już przed nim. Unikaj klikania manetkami, jadąc pod stromą górkę, bo możesz zerwać łańcuch. Miałem 2 takie przypadki, trzeba robić to umiejętnie. Przewiduj teren, przecież nawet w mieście zdarzają się podjazdy i zjazdy, które widać z daleka. Dostosuj się.

A jeśli przerzutki Ci nie działają, być może trzeba będzie oddać rower do serwisu. Możesz je również spróbować samemu ustawić. Łopatologiczniej niż na poniższych, genialnych filmikach, chyba się nie da :)

Flak z tyłu

Dobrze, że nie z przodu, he he!” – Wujek Zdzisiek.

Pal sześć, jak masz flaka w przedniej oponie. Prawdopodobnie szybko zdasz sobie z tego sprawę. Poczujesz, jak rower pływa na zakrętach, a zresztą nacisk na przód jest mniejszy od tego na tylną oś, więc nie trzeba się tym przesadnie zamartwiać.

Z niewiadomych przyczyn wiele osób nie zwraca jednak uwagi na oponę „napędową”, czyli tylną. Jazda poniżej dolnej granicy ciśnienia to odczuwalnie wyższe opory toczenia, a więc należy użyć więcej siły, aby rower rozpędzić i utrzymać prędkość.

Druga kwestia to ryzyko wywrotki na zakręcie (opona pływa, może się nawet podwinąć) czy uszkodzenia koła podjeżdżając na przykład na krawężnik. Obręcz może wtedy uderzyć przez flaka i ogumienie o betonowy kant. Najmniejsze zmartwienie to przebicie dętki, największe — rozwalenie wspominanej obręczy. Koszt nowego koła to blisko stówa za sensowny produkt.

Chyba lepiej skorzystać po prostu z pompki czy kompresora, prawda? Będzie się wtedy lżej jeździć, a i ryzyko problemów mniejsze.

Łyse lub słabej jakości opony

Wspomniałem na wstępie o udanym wejściu bratu na głowę. Zmusiłem go do zmiany opon z taniego modelu CST na Continental Race King. Różnica w oporach toczenia, rozwijanej prędkości i przyjemności z jazdy nieporównywalna. Inwestycja zamknęła się w 110 złotych za komplet ogumienia.

Wytarty bieżnik nie tylko drastycznie zwiększa szanse przebicia dętki. To przede wszystkim utrata przyczepności, dłuższa droga hamowania i trudność z rozwijaniem prędkości. Opony projektuje się tak, aby dawały pewne korzyści. Jedne są wolniejsze, inne szybsze. Niektóre lepiej od innych trzymają na zakrętach, zachowują się na mokrym chodniku czy szutrze, czyszczą się z błota albo wspinają pod górkę.

Warto zbadać stan bieżnika i w przypadku zużycia kupić nową, porządną oponkę. Dopłata rzędu 20-30 złotych to często dodatkowy sezon czy dwa żywotności. To koszt 4 dętek przebitych na wytartym bieżniku. Sensowną gumę można kupić już za 40 złotych. Warto wybierać znane marki: Continental, Kenda, Maxxis, Schwalbe, WTB, Michelin, Geax czy Bontrager.

Ja jeżdżę na Schwalbe Smart Sam i chwalę sobie szczególnie ich wytrzymałość, chociaż wymieniając, kupię inne. Rapid Robów nie polecam. Opinie o oponach znajdziesz na mtbr.com.

Skopane ustawienie siodełka

O geometrii roweru i ułożeniu ciała w trakcie jazdy napisać można grubą książkę. Geometrii w posiadanym rowerze już raczej nie zmienisz, o ile nie wymienisz ramy lub całego roweru. Można jednak pobawić się z ustawieniem siodełka (i poniekąd również mostka, do którego mocuje się kierownice).

Widuję osoby, które pedałują „za siebie”. Są pochylone mocno do przodu, jednak przy naciskaniu na pedał, ich stopy nie idą w dół, tylko nieco w tył. Oznacza to zapewne, że siodełko jest wysunięte o wiele za mocno w przód, w kierunku kierownicy i mają za dużą ramę w rowerze. Z drugiej strony, bywają rowerzyści, pedałujący jakby nieco przed siebie, siedzący na rowerze niemalże pionowo. Rama za mała, siodełko za daleko.

Trudność sprawia również ustawienie siedziska na odpowiedniej wysokości. Jedni mają je tak wysoko, że aż bujają biodrami, zmuszając nogę do pełnego wyprostu. Inni jadą niemalże skuleni jak na rowerku dla dzieci. Przyczyn takich sytuacji jest wiele — w tym drugim przypadku zapewne niechęć do przechylania roweru przy postoju lub schodzenia z niego.

Niepoprawna geometria to multum problemów, szczególnie na dłuższej trasie. Zaczynają boleć barki, tyłek i nadgarstki. Przejechanie 10 kilometrów zaczyna być katorgą, czasami mrowieją dłonie i bolą kolana. Jazda na rowerze ma być zdrowa i nie prowadzić do zwyrodnień.

Metod ustawiania wysokości siodełka jest wiele. Ja proponuję najprostszą, wyjściową:

  • Siodełko powinno być ustawione płasko, równolegle do ziemi. Przydaje się poziomica, ale można zrobić to na oko. Później można je nieco odchylać lub pochylać, wedle upodobań.
  • Siodełko powinno być ustawione w takiej odległości od kierownicy, aby mieścić się pośrodku przedziałki narysowanej na prętach siodła. Jeżeli nie ma przedziałki – mniej więcej pośrodku prętów mocowanych do sztycy. Usiądź na rowerze, daj stopy na pedały i ustaw ramię korby równolegle do ziemi. Kolano nogi z przodu nie powinno wystawać poza linię palców stopy ustawionej na pedale.
  • Siodełko powinno być na takiej wysokości, aby noga w najniższym położeniu na pedale tworzyła kąt w granicach 25 a 35 stopni między udem a łydką. Chodzi o to, aby nie bujać się biodrami podczas jazdy (siodełko za wysoko) ani nie tracić mocy możliwej do wygenerowania przez udo (sidełko za nisko). Wchodząc po schodach nie idziesz przecież na kucaka, tylko prostujesz nogę niemalże do końca. A spróbuj wejść teraz po schodach, pozostawiając nogę w kącie 45 stopni. O wiele trudniej…

Dobrze ustawione siodełko pozwoli nie schodzić z roweru na postoju. Rower wystarczy nieco przechylić na bok i stanąć na ziemi na palcach lub całą stopą.

Zbliżający się weekend możesz teraz spędzić na dopracowaniu roweru. Wystarczy kilka prostych zabiegów i sztuczek, aby jazda stała się o wiele przyjemniejsza i wydajna.

Do zobaczenia na trasie! :)


Uważasz, że ten tekst jest przydany? Nie klikaj like’a, tylko podrzuć znajomym, którzy jeżdżą rowerem, albo wrzuć na Fejsa ;)

  •  
  •  
  •  
  •