Browar EDI warzy piwa, po których zbiera na wymioty

Kilkanaście miesięcy temu przyjąłem nowe podejście do wpisów blogu. Nie jechać po nikim, hejt ograniczyć do minimum i starać się jak najwięcej chwalić. Są jednak w naszym kraju takie przedsięwzięcia, obok których nie jestem w stanie przejść obojętnie. Wzdrygam się na samą myśl o nich. Chcę przed nimi ostrzegać, bo to także część piwnej edukacji. Bloguję, aby pomóc zrozumieć świat piwa, ale kiedy ktoś ten świat piwa niszczy, będę go bezlitośnie gnoił. Browarze EDI, czas wziąć się za Ciebie i Twoje pseudo piwa.

Nie wiem nawet, od czego zacząć, bo grzeszków i smaczków związanych z Browarem EDI jest tak wiele, że trudno chyba wszystkie przytoczyć.

Zacznijmy od tego, że jest to mały rodzinny biznes ze Wschowy. Żeby być dokładnym, z Nowej Wsi. Jestem przekonany, że mieszkańcy miasteczka są bardzo dumni z małego regionalnego browaru. Ci mniej wybredni. Należy więc przyklasnąć inicjatywie, w którą serce wkłada cała rodzina.

Browar EDI to bywalec wszelkiej maści jarmarków. Od małych spędów w centrach handlowych, gdzie obok kiełbasy można kupić mieszankę garam masala, po te całkiem duże w większych miastach. Jeśli dobrze kojarzę, wystawiają się (a na pewno wystawiali) na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku.

Browar pozycjonuje się więc na lokalnego dostawcę, próbując podpinać się pod wszelkie inicjatywy eko, slow food, jagody goji, kury zielononóżki i jarmuż. Tym samym rośnie jego pozycja i uznanie w takich kręgach. Ich piw nie znajdziecie w sklepach, ani pubach. Tylko targi, stragany i festyny.

O tyle dobrze.

Ciekawostka: z etykietek EDI-ego „straszyły” niegdyś młode biuściaste dziewczyny.

edi-stare-etykietkifot. wypijmy.wordpress.com

EDI szczyci się certyfikatami przeróżnej maści i zwycięstwami w konkursach. Prawdopodobnie takich, w których oceniający nie mieli większego wyboru, albo do konkursu wystawiono jakieś zdatne do wypicia piwo. Udana warka? Sam nie wiem, ale piwo nie wygrało nic większego niż Chmielaki w 2010 roku. Problem w tym, że jest to konkurs konsumencki, w którym wygrywają piwa z Jagiełła czy Jabolonowa. Przepraszam, Jabłonowa…

Dobra, koniec tej uszczypliwości. Czas na konkrety.

Acha, jeszcze jedno. Uznany smakosz i podróżnik, Pan Robert „eeee” Makłowicz, odwiedził niegdyś Browar EDI. Nie chce mi się wierzyć, że piwa mu smakowały. Nie komuś, kto tak bardzo docenia wspaniałą kuchnię, dobre wina i chwalił w programie chociażby norweski browar Ægir za ich cenionego portera.

Odwiedził ich nawet Okrasa…

Biorąc więc pod uwagę wszystkie powyższe fakty (a takowe podaje się kupującemu na jarmarku) wychodzi na to, że Browar EDI to jakiś cud natury, wyrosły na łąkach pośród koncernowego piekła. Problem zaczyna się wtedy, kiedy piwa chce się spróbować. A nie jest ono tanie, bo kosztuje około 6-7 złotych za butelkę.

Wraz z Bartkiem Nowakiem piliśmy EDI Niefiltrowane (nie tylko!) podczas Lekko Pod Wpływem. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach: oglądaj >>>

Piwo wyśmiewane we wszystkich piwnych środowiskach. Niedościgniony wzór tego, jak piwo niefiltrowane nie powinno wyglądać.

edi-niefiltrowane

Browar EDI sprzedaje Niefiltrowane z kilkucentymetrowym osadem drożdżowym. Spójrz na powyższe zdjęcie, które jest materiałem dowodowym w tej sprawie. Rozumiem warstewkę osadu na dnie butelki, ale oddawanie klientowi nieprzefiltrowanych mętów to czysta kpina.

Niefiltrowane nalewa się niczym jasne błoto. Nie pieni się, w szkle zamienia w pulpę o konsystencji rozwodnionego budyniu z grudkami. Apetycznie, co nie? Dodajmy do tego fakt, że zapach ma zdominowany drożdżami, podobnie jak smak. Cierpka woda gazowana z drożdżami. Pyszne piwo?

No właśnie tak twierdzą włodarze, próbując wmawiać na targach, że — uwaga, bazooka spod obrusu — „tak powinno wyglądać i smakować prawdziwe piwo„. I teraz pytanie za Westvleterena XII: oni w to wierzą i żyją w bunkrze, czy świadomie oszukują klienta, szkodząc całej piwnej scenie?

No bo jak inaczej nazwać takie ściemniarstwo jak nie szkodzeniem rynkowi piwa? Jeszcze zrozumiem sprzedawanie po prostu totalnej chały, ale wmawianie nieświadomemu klientowi, że piwo ma tak smakować, to plucie mu w twarz i wycieranie plwociny z jego gęby brudną szmatą, którą ktoś wcześniej starł rozlane niefiltrowane.

Ale to nie koniec! EDI oferuje całą gamę piw smakowych: miętowe, czekoladowe, migdałowe, malinowe, imbirowe i miodowe. Musiałem ich spróbować. Piłem je dwa razy, w tym raz w poprzedni piątek.

Posłuchajcie…

edi-niefiltrowane-live

Ktokolwiek sprzedaje coś takiego jako smaczne, pełnowartościowe piwo, powinien rozważyć chyba zamknięcie działalności. Jestem w stanie wypić pseudo-colę z tysiącem słodzików, ale czegoś takiego nie da się przełknąć.

Piwo czekoladowe smakuje jak woda gazowana z syropem o smaku wyrobu czekoladopodobnego i kilogramem cukru. Chemia, chemia i świecenie w nocy. Cuchnie okropnie chemiczną czekoladą, smakuje tak strasznie, że przełknięcie go nawet kwalifikując to coś jako „napój czekoladowy” graniczy z cudem.

Piwo miętowe… o zgrozo. Zapach mięty z najtańszego płynu do mycia naczyń. Powtórka z czekoladowego: masa cukru, chemiczny smak mięty, tępa dziwna goryczka pod koniec. Nie, że cukierki miętowe, o nie! Sztuczna pseudo-mięta tak w smaku, jak i aromacie.

Tytuł tego wpisu nie wziął się znikąd. Piwa piłem po raz drugi w Poznaniu, wraz z ze mną próbowało ich 5 osób. Trzy z nich, po łyku czekoladowego, zebrało na wymioty. Dantejskie sceny, powiadam Wam.

Gdyby sprzedawczyni-właścicielka nas wtedy widziała, chyba zadzwoniłaby po karetkę. Kolejna osoba, poczęstowana po kryjomu, wypluła piwo do śmietnika. Większość zakupu poszła do kosza. Kasa w błoto. Dosłownie.

Czy więc takie wytwory, wywołujące odruch wymiotny (sic!) powinny być w ogóle sprzedawane. Z tego, co wiem, to Browar EDI nic sobie nie robi z opinii, więc pewnie i moja dynda im koło kadzi filtracyjnej. O ile takową posiadają.

Pytanie, czy szybciej wyczerpie im się ewentualny rynek zbytu, gdy ludzie poznają się na ich okropnych, zaprawianych wodach gazowanych, czy może ktoś to kupuje?

Wolę nie myśleć, że komuś te piwa smakują…

No dobrze, ale zaraz ktoś mi tutaj wyjedzie z jednym argumentem, który jest tak żenujący i słaby, że aż nie chcę brać go na poważnie. Odeprę go jednak w porę.

Niektórzy twierdzą, że nie należy jechać po Browarze EDI, bo to wiekowy twór i był z nami, kiedy większość z nas albo piła Żywce, albo bawiła się na trzepaku z kolegami z podstawówki. I ja tego argumentu, jakobym miał browarowi z tego powodu wybaczać wypuszczanie ohydnych pseudopiw, nie kupuję.

EDI na rynku działa od 1998 roku. Dla porównania pierwszy Konkurs Piw Domowych na Festiwalu Birofilia to rok 2003. Ziemowit Fałat warzy À la Grodziskie w Browarze Grodzka 15 w 2010 roku. Atak Chmielu debiutuje w maju 2011 roku. 13 lat po starcie EDIego. Dla historii polskiego craftu (w tym domowego warzenia) to całe wieki.

Tylko co z tego? Czy to, że browar ma swoje lata i sprzedawał piwo, kiedy wybór był niewielki, automatycznie wymusza „ułaskawienie” go, mimo iż sprzedaje okropne piwa? To nawet przemawia na niekorzyść włodarzy, którzy znając opinie krążące w środowisku, nic nie chcą zmieniać. Oprócz etykietek.

Ponownie: czy właściciele żyją w bunkrze, 20 metrów pod ziemią, żywiąc się osadem drożdżowym, czy mają takich piwowarów i taki pomysł na siebie? Niech więc nie podpinają się pod nurt kraftu, żyją na uboczu i nie okłamują klientów, że piwo powinno tak smakować. W tym momencie są jeszcze gorsi niż koncerny piwowarskie, w perfidny sposób psując rynek.

Sam fakt, że browar istnieje od 17 lat i jest jednym z pierwszych „kraftów” nie zwalnia go z obowiązku robienia chociażby pijalnej lury.

Oczywiście, że znajdą się kupcy na piwa z EDIego. Niczego nieświadomi klienci, którzy odchorują próby wypicia, tracąc kilka złotych i zapewne szacunek do polskiego rynku piwa, nie chcąc dalej szukać.

Bo właśnie o rynek piwa tutaj chodzi.

Wolałbym, aby parł do przodu, zamiast topić się w osadzie drożdżowym o smaku czekoladopodobnym.

13 komentarzy

  1. Dlatego ja nawet nie próbuje do tego usiąść ;)

  2. Jakiś czas temu też sobie o tym myślałem. I na serio nie chce mi się wierzyć w to jak można być, aż takim ignorantem jak włodarze EDI’ego. Tym bardziej jak widzą co się dzieje w Polsce. Czy to na serio jest niewiadomo jaki koszt zatrudnić jakiegoś ogarniętego piwowara, albo chociaż kazać obecnemu poczytać w necie i pokombinować przy recepturach?
    To już chyba więcej kasy ich kosztują te sztuczne barwniki i cholera wie co tam jeszcze dodają. Kurcze i jeszcze 17 lat! na rynku. Rozumiem jakiś nowy browar, ale to już mi się w głowie nie mieści. Cgyba skłaniam się do Twoich przypuszczeń, że musi w tym być jakaś celowość…

  3. potwierdzam, rzygałem

  4. Przeczytałem Twój tekst i komentarze pod nim, zarówno te tu jak i na fejsie. Nie w pełni się z nim zgadzam i pomimo tego, że za te moje słowa mogę być zjechany napiszę co myślę.
    Klientem Ediego jestem od jakiś 15 lat, mogę rzec że prawie od samego początku. Pamiętam zarówno ich piwa, które dla mnie były świetne jak i niewypały które nie powinny ujrzeć światła dziennego a pomimo to trafiały do sprzedaży. Obecnie od czasu do czasu kupię ich jasne ale tylko w browarze gdzie je naleją do 3 l. PETa prosto z tanka leżakowego. Jest przyzwoite ale nigdy ni zrozumiem dlaczego to samo piwo kupowane z nalewaka na festynie już rzadko kiedy takie bywa. Ciemne dla mnie to taki ulepek nie do picia, sam cukier. Co do smakowych to próbowałem gdy się pokazały na samym początku, wtedy były na składnikach naturalnych tzn. właściciel sam robił syropy i mini doprawiał jasne. Nie wiem jak teraz, może się przestawił na sztuczne. Pierwsze czekoladowe też było doprawiane czekoladą, nawet czasami było można znaleźć w nim niewielkie kawałki nierozpuszczonej czekolady. Kupiłem nawet kiedyś jego gęstwę zwaną niefiltrowanym ale wypiłem tylko to co było nad osadem czyli około pół PETa po jego odstaniu, reszta nie nadawała się do picia. Nigdy nie trafiłem w ich piwach masełka, czyli największej wady jaką można znaleźć u niektórych.
    Widzę, że EDI jest Ci znany tylko z kilku imprez to może dopiszę, że browar jest prowadzony przez małżeństwo Wilków, którzy są zarówno właścicielami jak i całą kadrą browaru, sami warzą, sprzątają i zajmują się sprzedażą, pomagają im również córki znane z kilku etykiet ich piwa.
    Pomimo, że darzę właścicieli sympatią to muszę przyznać że nie wyciągają wniosków ze swoich błędów i ciągle je powtarzają.
    Pozdrawiam autora
    dzidek1960

  5. Czy tylko ich (tych trzech z pieciu) zbieralo na wymioty czy ktos puscil pawia? :)

  6. Mialem okazje pracowac z synem wlasciciela w UK przez ostatni rok. byl managerem, ale juz nie pracuje. ale jest Januszem biznesu bo sporo pieniedzy przez niego stracilem (byllem wtedy pod wplywem antydepresantow). Musialbym zrobic wykop o tym bo to fajna historia jest, chociaz smutna czasami. jak czytam ten artykul to tak jakbym widzial mojego kolege z pracy i jego styl „zarzadzania”. Wypisz wymaluj

  7. dziwne ale mi ich ciemne mega smakuje

  8. Nie wiem co chcesz, dobre startery sprzedają :P

  9. Niestety potwierdzam. Na jeleniogorskim Jarmarku Staroci kupilem ichnie ciemne i miodowe. Dramat. Przy nalewaniu do kufla prawie zero piany, bo i skad mialaby sie wziac gdy piwo jest NIEGAZOWANE! Smak beznadziejny, lepiej wyszedlbym na 6paku Harnasia w tej samej cenie.

  10. Próbowałem tych szczochow po pierwszym łyku wylałem. Okropieństwo!!!

  11. To i tak mieliście szczęście, że udało się nalać do szklanek ;) Moje wyglądało tak:
    https://www.youtube.com/watch?v=xCpjVYQsTrc&feature=youtu.be

  12. A żeby było zabawniej, napisałem do browaru w sprawie tego piwa. To, że połowa uciekła, to jedno. Ale takiego smrodu kanalizacji jeszcze nie trafiłem w żadnym piwie. Było zepsute, absolutnie nie nadawało się do picia… Dostałem odpowiedź, że Im przykro i zapraszają na jakiśtam kolejny jarmark, żebym sobie kupił kolejne i się przekonał, że jest ok :)

Dodaj komentarz

*

© 2013-2017 Piwolucja.pl

Theme by Anders NorenUp ↑