Mogę wypić trzy piwa do wpisu, albo skorzystać z jutra

Tomasz Kopyra poruszył na kanale bardzo ważny temat, powiązany w pewien sposób wypaleniem blogowym, bezsensownością robienia czystych degustacji i brakiem „perspektyw”. Tomek powiedział kilka kwestii, które siedzą we mnie od wielu miesięcy. „Zabrnąłem w ślepą uliczkę z tymi degustacjami. […] Tylko po co? To zabiera czas”. – jak to ujął.

Ten wpis pojawił się 3 lutego na moim fanpage’u jako wpis na Facebooku. Uznałem jednak, że warto wrzucić go również na bloga.

Jedną z najważniejszych kwestii jest próba połączenia spożycia alkoholu ze zdrowym trybem życia. Doskonale wiecie, że dbam o formę i zdrowie, choć to trochę się posypało (dzięki, zbliżająca się trzydziestko!). I Tomek ma ten sam problem. Biega, ma treningi, więc strzelenie degustacji mocnego piwa (albo kilku lekkich) to murowany kac i gorsza forma nazajutrz. A wylewać szkoda. Trudno też wybrać ze wszystkich piw, bo jest tego od groma – można porównywać, można zestawiać i tak dalej, ale koniec końców jest tego tak dużo, że nie wiadomo za co się chwycić.

Mam ten sam problem i podobne przemyślenia. W sytuacji, kiedy w piwnicy od roku leżą jakieś mocarne RIS-y, barleywine’y, wymrażanki i portery, a ja nie mogę ich za często pić ze względu na problemy zdrowotne – nie mam jak o nich napisać. Ale nawet pal sześć te problemy zdrowotne. Załóżmy, że chcę napisać o różnorakich nowych piwach. A tych na rynku pojawia się około 150 miesięcznie (za danymi Piwnej Zwrotnicy). Co wybrać?

Stare piwo, którego już nie dostaniecie? A co was ono obchodzi? To ma tyle sensu, co picie piwa z domowego browaru.

Nowe piwo, które jest tak drogie (a ja je dostałem), że 99% z Was je oleje, bo są teraz ważniejsze wydatki?

A może porównanie kilku piw z danego segmentu? I murowany kac, dzień w plecy nazajutrz? To samo z panelem degustacyjnym.

To może pozbierać kilka piw i wypuścić wielopak jak Kuba (The Beervault) albo przegląd tygodnia jak Tomek „Stalowa wątroba” Gebel z Piwnych Podróży? Problem w tym, że nie chcę tyle pić.

Tomek wspomniał, że w 2020 roku wypił najmniej alkoholu od 20-25 lat. I w tym wypije jeszcze mniej. W momencie, kiedy dbasz o swoje zdrowie i formę, zaczynasz redukować alkohol. To naturalna kolej rzeczy. Nagle pisanie o piwie gryzie się z Twoim stylem życia, bo od jakiegoś czasu, zamiast wypijać kilkadziesiąt piw w miesiącu, wypijasz ich kilkanaście, przy czym ograniczasz się do takich, które nie ryją Ci bebechów.

Wszystko sprowadza się do klęski urodzaju. Osiołkowi w żłoby dano. Aby utrzymać wasze stałe zaangażowanie i nadążyć za galopującym rynkiem kraftu, trzeba by poświęcać masę czasu i zdrowia. Tylko zastanawiam się od jakiegoś czasu: „po co?”.

Nie jest tajemnicą, że na blogu nie zarabiam praktycznie wcale, a już na pewno nie stanowi on istotnego źródła dochodów. Miałem misję, ale teraz częściej robię to po prostu dla funu. Lubię pisać, chociaż zabiera mi to sporo czasu, który można by przeznaczyć na – dla przykładu – rozwój zawodowy.

W momencie, kiedy czas poświęcony na wypicie 3 piw, napisanie tekstu, dojście do siebie kolejnego dnia, możesz przeznaczyć na przykład na pracę zarobkową, zaczynasz zastanawiać się – jaki jest w tym sens? Blogi czytają się coraz gorzej (pobawcie się Google Trends), twórcy piwni nie są już ważnymi postaciami edukującymi społeczeństwo, a coraz częściej zrzeszają garstkę czytelników, których Facebook i tak ucina z zasięgów, można popaść w marazm, a nawet zacząć kwestionować swoją twórczość.

Botom line jest takie, że w pewnym momencie zaczynasz zdawać sobie sprawę, że to ,co robisz, gryzie się z tym, jak chcesz się czuć. Że samych degustacji możesz robić od groma, chociaż robisz to nieco wbrew sobie. Piwa jest tak dużo, rynek tak gna do przodu, że nie jesteś w stanie nadążyć bez uszczerbku na zdrowiu. Zadajesz sobie pytania: „czy kogoś to piwo obchodzi?”, „jak ująć temat, aby się kliknął?, „czy to ma wartość dla czytelnika?”

Bo dopóki nie zahasłujesz bloga i nie wywalisz go z wyników wyszukiwania, robisz to przecież dla czytelników. Poświęcasz część siebie i czas, w zamian otrzymując zainteresowanie (i trochę darów losu). Pytanie brzmi, czy ważniejsze jest dla Ciebie samopoczucie psychiczne i fizyczne, czy poklask wśród społeczności.

Rok temu podjąłem decyzję, że postaram utrzymać się pewien rygor. Jeden wpis na 30 dni. Wpis, który mnie satysfakcjonuje. Nie na odpiernicz. A jednocześnie nie będę więźniem oczekiwań i skrobię sobie o tym, o czym mam ochotę. Dla przyjemności. Problem w tym, że takie podejście oznacza pisanie bardziej dla siebie, niż dla innych. Równie dobrze można wtedy pisać do szuflady.

Nazwijcie to kryzysem twórczości, a ja nazwę to świadomością tego, co należy poświęcić, aby pozostać w zdrowiu i blogowej topce.

Czy warto?

Dotychczas nie żałowałem, ale już dawno wyleczyłem się z myślenia o tym, że piwne blogi zbawią branżę i rynek.

5 Komentarzy

  1. Dzięki za nowe treści!

  2. Blogi niczego nie zbawią, bo big tech przestawił percepcję ludzi oraz ich oczekiwania od tekstów do obrazków. Pretensjonalna, ale wzdychająca do spokojniejszych czasów maksyma „Nie czytasz książek, nie idę z tobę do łóżka” w zasadzie została zastąpiona przez „Nie potrafisz przeczytać w skupieniu tekstu złożonego z 800 słów? Wali mnie to. Ja też nie.”

  3. Mocarne, imperialne Stouty i Portery o pojemności 330 ml często mają mniej czystego alkoholu niż Triple/Double IPKi 500 ml. IPA 6.7% to 26,7 gramów alkoholu a RIS 10% 330ml to 26.4 grama. IPA szybciej znika z szklanki niż typowo degustacyjny ciemniak. U mnie problem jest taki, że po mocarzu mam zgagę/refluks. :(

    • Ja mam problemy z refluksem od lat, dopiero we wrześniu się za to zabrałem (gastroskopia itp.). Mamy luty, jest dobrze, ale nie mogę np. wypić 2 porterów bałtyckich, albo jakichś nalewek. Jak masz takie akcje, to lekarz + gastro + dieta i unikanie mocnego alko. Bo to samo nie przejedzie, a tylko się pogorszy.

  4. montpellier

    16 lt. 2021 at 14:35

    Dobre przemyślenia, zresztą tutaj nie potrzeba recenzji każdego piwa. Znam ten blog dzięki wpisom o powstawaniu piwa i jego gatunkach (no i na początku jeszcze przeglądałem „nie polecam”, jakoś lubię czytać te negatywne recenzje xD), ale teraz podobają mi się też twoje wpisy o trzymaniu formy czy np rowerach. Zresztą od paru miesięcy też przez problemy zdrowotne alkoholu piję dużo mniej (ataki paniki na kacu- zanim nie doświadczyłem to nie miałem pojęcia że coś takiego jest… ale przynajmniej idę w jakość a nie ilość, 1-2 krafty zamiast czteropaka)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *