Stout week za nami. Idea minionego tygodnia była prosta: ochlać się jak największej ilości pysznych stoutów (ewentualnie piw ciemnych). Spróbować jak najwięcej i eksplorować ten często niedoceniany styl. Miałem to szczęście, że rzutem na taśmę udało mi się dołączyć do panelu degustacyjnego w ciemnych klimatach, organizowanego przez gdański Sklepzpiwem.pl. Reprezentacja zacna, co zresztą widzicie na poniższym zdjęciu. Jak wypadły degustowane piwa?
Z góry przepraszam za jakoś zdjęć. Robiłem je leciwym Redmi 1S, który w tych warunkach nie chciał współpracować.
Imperial Smoky Joe BA
Imperial Whisky Stout Barrel Aged
Narzekano, że wiele butelek ze Smoky Joe w tej wersji skwaśniało. Możliwe nawet, że chodziło o całą partię piwa. Tym bardziej byliśmy ciekawi, co zadziało się z jednym z najlepszych piw z AleBrowaru.
Aromat zdominowany przez spalone kable i usmażony kineskop. Zero dymu czy wędzonki szynkowej. Czysty asfalt, wylany w wakacje na drodze wewnętrznej przed blokiem. Gdyby porobiły się „bąble” to wciskałbym je palcami jak za dzieciaka. Do tego muśnięcie czekolady. Beczka? Jaka beczka?
Piwo faktycznie jest kwaśne, ale nie w sposób jednoznacznie nieprzyjemny. Nawet nieźle gra to z palonością i czekoladą. Pozostawia gorzki aftertaste i posmak młodego piwa. Alkoholowe, ale grzeje w przyjemny sposób.
Coś poszło nie tak, ale tragedii nie ma. Rozumiem jednak wkurzenie niektórych osób, bo tak się zadziać z piwem w tej cenie nie powinno.
Moja ocena: 6/10
Samiec Alfa Bourbon BA (2015)
Imperial Stout Bourbon Barrel Aged
Zacznijmy od konkretów: temu piwu czas nie służy. Powyżej widzicie Samca Alfa, wyleżakowanego przez rok.
Aromat został najbardziej wykastrowany. Kokos i wanilia ukryły się za gorzką czekoladą i pralinami.
Smak to jednak nadal mistrzostwo, choć także i w tej kwestii Samcowi się oberwało. Syrop czekoladowy, słodkie praliny i nuta kokosa w tle. Piwo gęste, pełne, nisko wysycone. Lepszego deseru nie można sobie chyba wyobrazić.
Mimo wszystko większe wrażenie robi w wersji „świeżej”. Nie wiem, czy jest sens je dłużej leżakować, skoro już teraz traci.
Moja ocena: 9-/10
Mikkeller Black vs Horizon Tokyo Black
Imperial Stout
Zacznijmy od Blacka, madafaka! Chciałem to piwo kupić na leżak, ale coś mnie odwiodło. I bardzo dobrze!
Największy zawód wieczoru. Black śmierdzi tanim „Ruskaczem” wymieszanym z fusami z kawy. W tle jakieś przyprawy, które jednak nie ratują sylwestrowego ulubieńca Polaków. Ja rozumiem, że fermentowano je drożdżami szampańskimi, ale coś tutaj się wymknęło spod kontroli.
Smak? Przeginka po całości. Piwo jest niesamowicie wręcz agresywne, taninowe, ściągające i drewniane jak hipsterski rower. Goryczka wysusza gardło tak skutecznie, że chciałoby się je zapić Żubrem prosto z puchy i jeszcze za taką przyjemność dopłacić jak w restauracji. Czysty Piołun. Tania kawa z ruskaczem.
Okrucieństwo i nóż w plecy.
Moja ocena: wolę Staroruskoje Igristoje
Miałem niedawno okazję pić Blacka 2014 z beczki. To nie jest normalne, aby 5 osób nie mogło wypić pół litra piwa. Absolutna dominanta sosu sojowego tak w aromacie, jak i w smaku. Mniej agresywne od wersji 2016 w butelce, wciąż jednak nieprzyjemne, z taninami i zalegającą goryczką. A fe!
Horizon Tokyo Black okazało się wybawieniem dla naszych kubków smakowych. Zapach oczarowywał „słodką” czekoladą, pralinkami, cukrem i ziołami. Przyjemny i nawet złożony.
Piwo bardzo słodkie, nieco cukrowe, ale jednak nie tak złożone. Ciemna czekolada łączy się z gracją z nutą ziołową. Mamy tutaj mniej więcej powtórkę z aromatu. Mimo wszystko, po Blacku od Mikkellera, to piwo jest oleistą ambrozją.
Moja ocena: 7/10
The White Hag Wild Boar
Imperial Stout
W aromacie kawa, czekolada i delikatna paloność. Piwo dość nisko wysycone, raczej lekkie (żeby nie powiedzieć wodniste). Czekoladowo-palone. Smaczne.
Nic więcej.
Moja ocena: nie ma się czym podniecać
Hornbeer The Fundamental Blackhorn
American Imperial Stout
Zacznijmy od tego, że Blackhorn nie pachnie. Zaciągałem się nosem jak imprezowicz po kresce w kiblu, a i tak niewiele wyczułem. Aromat jest tak nikły, że ledwo da się wychwycić nuty palono-popiołowe i coś, co zahacza o anyż, ale nim chyba nie jest i wszyscy sobie wkręcili.
Smak to połączenie paloności i mocnej popiołowości. Odnalazłem w nim też wiśnie w likierze. W tle. Współdegustujący optowali za „czerwonymi owocami”. Wiśnie w likierze — obstawiam przy swoim i proszę się nie wtryniać.
Przypomina nieco Ashtray Heart. Raczej wytrawne, zadziwiająco lekkie i mało RIS-owe.
Moja ocena: no niech będzie, ale za drogie jak na te doznania
High Water Aphotic
Imperial Porter
No i znowu kuźwa nie pachnie! Co jest z tymi piwami w „bomberach”!?
W zapachu jest nudno jak na rozgrywce szachowej wielbicieli opiatów. Zioła (hehe). Nic więcej. Nie pachnie, nie chce pachnieć.
Smak? Też nuda. Czekolada i trochę kawy w tle. Od spodu wieka od trumny puka wanilia.
Moja ocena: można już zasypywać ziemią
Butcher’s Tears Headroom
Stout
Wali starym strychem albo dawno niewietrzoną szafą. Wakacje u dziadków, domki letniskowe i podobne klimaty. Jak ktoś lubi, to proszę bardzo.
Po pierwszym łyku wszystko staje się jasne. Piwo jest jednowymiarowe, absolutnie zdominowane przez nuty drewniane. Drewno jest wszechogarniające. Na tyle, że trudno nazwać je stoutem. W tle lekko zaznaczona paloność, ale to za mało.
Moja ocena: tak babciu, u mnie wszystko dobrze
Doctor Brew RIS Jack Daniel’s BA
Na koniec zostawiłem sobie absolutnego białego kruka. Piwo, które spróbować mogli tylko nieliczni. Cóż z tego, skoro jest słabe jak strzały Milika na Euro?
Pierwszy grzech: pieni się tak, że trudno je nalać do szkła. Jest przegazowane. Właściwie, to rozbroiliśmy potencjalnego granata, który mógł zrobić krzywdę. Ubierzcie kaski, obcując z tą bombą. A najlepiej zadzwońcie po patrol saperski.
Drugi grzech: co to za RIS, który pachnie jedynie drewnem, alkoholem i zgaszonym knotem na świeczce?
Trzeci grzech: wodnistość. Jest drewno, jest czekolada (w drugiej kolejności!). Nie ma głębi, jest za to nienormalna ilość gazu. Do tego przytłacza cierpkością i pustą goryczką.
Przepraszam, ale nawet beczka po „klasycznej” whiskey nie uratuje beznadziejnej podstawy.
Moja ocena: tę beczkę mogliście dać komuś, kto umie robić RIS-y
Uberblend wszystkich piw
Z każdego piwa odlewaliśmy 50 ml. Na koniec każdą próbkę zmieszaliśmy w jednym szkle i spożyliśmy, celem dokończenia dzieła. Chcecie wiedzieć, co z tego wyszło? Proszę bardzo.
Black Smoky Joe :)
Cały blend zdominowały dwa zapachy: płonąca instalacja elektryczna i „Ruskacz”. Mieszanka miała sporo ciała. Wkradły się do niej również nuty drewniane i czekoladowe.
Każdy kto spróbował piwa przyznał, że jest „zadziwiająco dobre”. Nieco cierpko-kwaśne, czekoladowo-palone i raczej słodkie. Zrobiło robotę i piło się je z niekłamaną przyjemnością.
Moja ocena: drugie najlepsze piwo panelu
W przeciwieństwie do ciekawych gości i fajnych rozmów o piwie, zagraniczne ciemniaki okazały się niczym specjalnym. Black zawiódł po całości i będę się trzymał od niego z daleka. Dwa piwa w „bomberach” to totalna nuda podlana sosem z jałowości. Mimo wszystko samą degustację uznaję za udaną i jeszcze nie raz na podobną się zdecyduję :)
Mam dla Was także bonus-profanację. Miks cudownego Samca Alfa z kwaśnym Smoky Joe. Nie bijcie :)
Bonus: https://www.facebook.com/piwolucja/videos/819629744842067/
Jeżeli interesuje Was uczestnictwo w gdańskich degustacjach, zapiszcie się do tej grupy.
11 lis 2016 at 14:12
jak czytam te recenzje polskich piw to mi się płakać chce, człowiek leżakuje albo kwas (niezamierzony), albo granaty.
Jeszcze nie spotkalem porzadnego kraftu który zniósł by ze skutkiem pozytywnym jakiś 2 letni leżak.
Ale życie przed nami ;)
13 lis 2016 at 14:28
Dla mnie to całe leżakowanie to jest jakiś mit. Ludziom się ubzdurało, że jak poleży to będzie lepsze. Gdyby tak było to te procesy przyśpieszanoby albo chemicznie albo mikrobiologicznie. Nic co leżało nigdy nie smakowało dla mnie lepiej. Aromatu jakby mniej, ale ludzie się zachwycają i płacąhajs
14 lis 2016 at 22:18
A widzisz, a mi smakowało lepiej kilkukrotnie. Nie zakładaj od razu, że jak Tobie nie smakowało, to innym na pewno też nie i ściemniają ;)
15 lis 2016 at 10:00
Po raz pierwszy się z tobą zgadzam.
17 lis 2016 at 09:24
Nie masz racji. Są piwa, które nadają się do leżakowania i takie, które się nie nadają. Piłem ostatnio Komes Porter z terminem przydatności do spożycia maj 2015 i porostu urywa dupę i to mocno. Tak mocno, ze bałem się wypić całe od razu :)
19 lis 2016 at 02:43
Jeśli lubisz dobrego stouta i będziesz miał możliwość go gdzieś zdobyć to polecam „melkestout” z eiker øl fabrikk.eikerfab.com/okologisk-ol
26 gru 2016 at 22:01
Grubo po czasie ale dopiero teraz odkapslowałem roczny egzemplarz Samca. Wygląda na to, że leżakowanie bywa kapryśne bo u mnie nuty beczki (kojarzone raczej z kremem pistacjowym, kokosem i lekkim marcepanem) ani troszkę nie ustąpiły pola innym akcentom. Co jednak mnie zaskoczyło in minus to alkohol który ani troszkę nie dał się ugłaskać. Pomimo tego drobnego mankamentu piwo ponownie odebrałem jako pozytywny akcent mijającego roku w którym laur zwycięstwa w królewskiej kategorii zgarnie chyba Lilith od Golema, bo nie pamiętam kiedy ostatni raz aż tak często wróciłem do konkretnego piwa za każdym razem z jednakim, wysokim poziomem satysfakcji.