Browar Piwoteka to jeden z pierwszych rzemieślników, który odważył się na nietypowe dodatki w piwie. Nim ludzie warzący na Beer Geek Madness przekraczali granice — również dobrego smaku (bycze jądra i te sprawy) — Browar Piwoteka kombinował przy pokręconych wrzutach do kadzi. Wspomnieć tylko śledzie (recenzja), boczek (recenzja) czy koguta w madnessowym cock ale. Piwoteka zleciła również uwarzenie pierwszego polskiego RIS-a i zaproponowała drugi po Perunie kupaż piwa i miodu pitnego, czyli braggot. Portfolio dziwactw i przetartych szlaków ma więc spore.

Marek Puta. Większości z Was nazwisko to mówi przynajmniej cokolwiek. Człowiek, który nie bał się wypuścić na rynek pierwszego RIS-a (Ded Moroz / Дед Мороз) uwarzonego przez Browar Artezan, na zlecenie Piwoteki. W czasach, gdy do imperial stoutów chyba jeszcze nie dorośliśmy, a na pewno były dla nas poznawczym ekstremum. Było to pierwsze reglamentowane piwo, choć utarło się, że palmę pierwszeństwa dzierży pintowy Imperator Bałtycki.

Marek to postać na tyle dla polskiej sceny piwnej zasłużona, że w 2019 roku otrzymał medal „Złoty Chmiel”. „To najwyższe wyróżnienie przyznawane przez Bractwo Piwne osobom lub instytucjom szczególnie zaangażowanym w edukację i propagowanie szeroko rozumianej kultury piwa.” – pisała instytucja. Sam pub Piwoteka Narodowa otrzymał z rąk Bractwa nagrodę Gospoda Roku 2013. Miejsce wrosło w mapę Łodzi i pierwsze piwne skojarzenia z tym miastem to właśnie ten multitap i sklep z piwem obok. Miło wspominam odwiedziny w 2016 roku, chociaż minęliśmy się przy okazji listopadowego I Am Hardstyle w Atlas Arenie… :(

Skoro już wiecie lub przypomnieliście sobie o tym, że tak Browar, jak i sama Piwoteka, to twory ważne dla polskich beergeeków, czas przejść do ich wytworu. Do kolejnego zrytego eksperymentu, drugiej wariacji na temat chrzanu w piwie.

Końska Dawka z wasabi

Podstawowa wersja Końskiej Dawki to saison z tradycyjnie przez nas rozumianym chrzanem. Oczywiście piłem, a nawet recenzowałem to piwo. Ujmę je w dwóch zdaniach. Gazowane Almette chrzanowo-ogórkowe. W wersji piwnej.

Czy było złe? Było osobliwe i mi smakowało. Podobnie jak saison z kiszonymi ogórkami od Piwowarowni — absolutnie przepyszny, a na kaca musiał być jakimś objawieniem pokroju grodziskiego, po pobudce o 6 rano, w nagrzanym polietylenowym namiocie.

Napisałbym, że po Dawce z wasabi spodziewałem się czegoś konkretnego. Nie chcę Wam jednak ściemniać, bo nie miałem pojęcia, czego oczekiwać. Chciałem spróbować pojebanego piwa.

No i spróbowałem…

Aromat zdominowały dwa elementy. Pierwszy to oczywiście chrzan wasabi (kojarzy się z orzeszkami wasabi typu Crispers). Drugi to woda spod kiszonych ogórków. Skąd ten element kiszonoogórowy? Zapewne z miksu chrzanu z marynowanym imbirem, który również znalazł się w składzie. Można go wyłapać z tła; jest schowany za przepotężnym aromatem japońskiego korzenia i polskich ogórasów.

Smak nie utrzymuje tak ogromnego zaskoczenia. Czuć podstawę z saisona, bardzo słodową, dość ciężką, lekko przyprawową. Po chwili odpala się wasabi. Szczypie w usta, choć piwo jest na tyle zbalansowane, że na początku z nosa nie cieknie. Brakuje mi pod ręką sushi, bo sprawdziłoby się w takiej kompozycji. O wiele więcej o piwie powiedzieć się nie da. Słodowe, bez goryczki, lekko przyprawowe, piekące od wasabi. Każdy kolejny łyk powoduje, że ta pikantność się kumuluje i w połowie szklanki chrzan zaczyna leciutko wychodzić nosem.

Interesujące, niecodziennie i dziwaczne piwo. Preferuję podstawową wersję, z polskim korzeniem, jednak tę również zaliczam do udanych. Trudno taki wynalazek traktować jako piwo do sączenia. To dziwactwo, które można pokazać znajomym, czy rodzinie. Byleby nie okraszać go komentarzem „mam jedno z tych drogich piw rzemieślniczych”.

Warto nadmieniać, że Dawka to coś specjalnego, bo zaraz będzie, że cały kraft to eksperymenty i ekskrementy.

Kilka słów na temat piwa od samego Marka :)

„Zaczęło się od śledzia, którego warzenie odbywa się w takim terminie, żeby piwo pojawiło się na święta Bożego Narodzenia. Na początku był to przypadek, ale zrobiła się z tego niepisana tradycja.

Termin wypuszczenia chrzanu też wyszedł przypadkowo, gdyż przy pierwszej warce mieliśmy poważny kłopot… z fermentacją. Otóż chrzan jest na tyle antyseptyczny, że pierwotnie dodane drożdże zostały przez niego ubite. Na szybko organizowaliśmy bardziej wytrzymałe mikroby i okazało się, że drożdże saisonowe dają radę, stąd bazowym stylem jest saison, a nam nieco dłużej zeszło z tym piwem i pojawiło się na Wielkanoc.

W następnych latach pierwszym festiwalem otwierającym sezon, były Piwowary w Łodzi i już celowaliśmy z kolejnymi warkami tak, by miały premierę na Piwowarach i żeby piwo przed Wielkanocą dotarło do domów. W tym roku postanowiłem zrobić wersję specjalną i zamiast zwykłego chrzanu dodałem pastę wasabi (która w ponad 90% składa się z chrzanu, ale jednak ten minimalny dodatek prawdziwego wasabi robi swoje). W następnych latach planuję kolejne wersje specjalne np. wersję wędzoną”.

Chcecie pomóc Piwotece Narodowej?

„Przyjaciele!

Wy i My, Piwoteka, znamy się nie od dziś. Już 12 lat oferujemy Wam dostęp do dobrego piwa. Aktualna sytuacja jest dla nas katastrofalna, pub jest zamknięty, zamówienia na nasze piwo spadły o 90%. Sytuację tylko nieznacznie poprawia możliwość funkcjonowania naszego sklepu. Dlatego zwracamy się do Was z prośbą o pomoc – nie pozwólmy, by Łódź straciła jeden z najlepszych pubów i jeden z niewielu browarów rzemieślniczych”.

Łódzka Piwoteka, podobnie jak wiele innych piwnych inicjatyw, rozpoczęła zbiórkę internetową na przetrwanie obecnego kryzysu. Mowa o kwocie 80 000 złotych. Już teraz udało się uzbierać blisko połowę. Odmówcie sobie jednego czy dwóch piw, jeżeli los tego miejsca i browaru niedopuszczającego do piwnej nudy nie jest Wam obcy. Zachęcam do wsparcia.

Wesprzyj Piwotekę Narodową >>>


PS > Tak, dopiłem ;)

  •  
  •  
  •  
  •