Kwak. Piwo z najdziwniejszym „szkłem” na świecie. [PIWNA KLASYKA]

Z piwami belgijskimi jest pewien kłopot. Trudno jednoznacznie opowiedzieć się za nimi lub przeciwko nim. Gros świadomych konsumentów uważa „Belgi” za nudne i niezbyt intensywne. Czasami postrzega się je jako nieciekawe „mózgojeby”. Za to jak ktoś nie ogarnia za bardzo tematu i trzyma się utartych ogólników czy stereotypów, to piwa belgijskie będzie wynosił na piedestał. Wiecie, na zasadzie „W Belgii to dopiero majo piwo!”. Większość pijących piwo kojarzy znane marki i sprawnie łączy je z luksusem lub wysoką jakością. Nierzadko dlatego, że tak się w kręgu utarło lub ktoś przywiózł takie rewelacje, wracając zza granicy. Zresztą jakoś tak łatwiej umniejszyć zasługi piwowarstwa nadwiślanego, a pogilgać jąderka tuzów zagranicznego. Czy słusznie? To zależy od konkretnej pozycji. Postanowiłem więc sprawdzić, czy warto kupić belgijskiego reprezentanta, którego wyróżnikiem jest jedno z najdziwaczniejszych naczyń do piwa. Bo o szkle ciężko tutaj mówić.

Interesują cię inne belgijskie piwa? Na blogu przewinęło się ich sporo. Zajrzyj koniecznie do tych wpisów:

Historia jednego z najbardziej rozpoznawalnych naczyń do piwa

Fot. https://bestbelgianspecialbeers.be/en/kwak/

Jako rzecze legenda, nietypowy kształt „szkła” do Kwaka jest wynikiem „problemów”, z jakimi borykali się woźnice. Pauwel Kwak był piwowarem i właścicielem zajazdu w belgijskiej mieścinie Dendermonde. Za czasów Napoleona, zatrzymywały się u niego na przykład „autokary pocztowe”, czyli (jak zrozumiałem) dyliżanse z pocztą i pasażerami. Napoleońskie prawo zabraniało pozostawiania takiego pojazdu i koni samych sobie, a więc woźnica nie mógł udać się do gospody wraz z pasażerami. A tym samym nie mógł napić się piwa. Przykro mi, takie mamy prawo, ale po procentach prowadzić pozwalano. Chyba lepiej, że mamy to za sobą.

Pauwel Kwak miał wymyślić szkło, które umożliwiało zawieszenie go wraz z płynem bezpiecznie na powozie. Tym samym piwo wydawano woźnicy, a ten nie narażał się na kary. Jak miało to wyglądać? Tak jak na zdjęciu poniżej.

Fot. https://bestbelgianspecialbeers.be/en/kwak/

Dlaczego nie wydawano mu po prostu kufla? Tego chyba się nie dowiemy. Samo piwo warzone jest od 1980 roku w browarze Bosteels, odpowiedzialnym chociażby za markę Tripel Karmeliet. Wtedy również pojawiło się szkło inspirowane historią Pauwela Kwaka.

Recenzja Pauwel Kwak

W zależności gdzie szukać, w odniesieniu do stylu, w którym uwarzono Kwaka, najczęściej natkniecie się na „belgian amber ale”, z wariacją „heavy special [belgian] amber ale” lub czymś w tym klimacie. Jest to logiczne, biorąc pod uwagę fakt, że taki belgian pale ale to o wiele słabsze piwo. Próżno też szukać opisu stylu „belgian amber ale”, więc – strzelam – najbliżej będzie mu do belgian strong ale’a. Czyli, na przykład, Duvela.

Jak to mówił Jay w Clerks: „Strasznie to pojebane, stary”.

Lecimy z sączeniem naszego klasyku. Na potrzeby tej szybkiej recenzji, wytargałem ze skrzyni najbardziej nieporęczne szkło świata. Goblet. Mój egzemplarz waży prawie kilogram i przypomina osiemnastowieczny kielich w posiadaniu arystokratycznej rodziny. Jest piękny. I cholernie niepraktyczny. Ostatni raz korzystałem z niego przy okazji degustacji St. Bernardusa Abt 12. Ponad 4 lata temu.

Wąchamy.

Aromat bardzo przyjemny, acz jednowymiarowy. Przypalony cukier zmieszany z przypieczoną skórką z razowego chleba. Melanoidynowy. Takie modne niedawno słowo. Na domknięcie, nutka ziołowa.

O smaku będzie nieco dłużej, bo dzieje się więcej w tej materii. Zaznaczam już teraz, że Kwak to niezbyt skomplikowany trunek. To sprawia, że pijący nie przechodzi do porządku dziennego po dwóch łykach. Przez cały czas szukałem nowych aromatów i odniesień. To z piwami tego typu – nieco nieoczywistymi – można się czasem dłużej bawić.

Kwak jest przede wszystkim mocno nagazowany. Ten element potęgują nuty pieprzne i lekkie szczypanie od alkoholu. Pieprz czuć po pierwszym łyku, za nim wchodzą nuty tostowe, chlebowe, przypieczone i karmelowe. Daje to mieszankę spalonego cukru, skórki z razowca i białego pieprzu.

Goryczka kontruje, ale nie jest w tym stylu tak istotna. Tytoniowo-ziołowa. Wydźwięk całości jest słodkawy, słodowy i bardzo, bardzo rozgrzewający. Nie wyobrażam sobie picia tego piwa z dedykowanego szkła, w jego pojemności. To byłoby zabójcze. Alkohol ukryty całkiem dobrze, lekko podszczypuje, a po przełknięciu przyjemnie grzeje.

Dla osoby, której umiejętności sensoryczne nie wychwycą wszystkich tych niuansów, Kwak może przypominać strong lagera bez bimbrowych wtrąceń. Głównie z powodu połączenia słodowości z nieco suchą, ziołowo-tytoniową goryczką, która w miksie z alkoholem wpada w taki metaliczny klimacik. Rozumiem więc, że większość ludzi nie dostrzeże w nim nic nadzwyczajnego.

Co ja sądzę o tym klasyku?

Dla mnie to również niezbyt ciekawe piwo. Miłe jako zabawa sensoryczna, pod nazywanie wszystkich aromatów i smaków. Do trenowania nosa i kubków smakowych nadaje się idealnie. Sprawdzi się jako winter warmer. Kłopot w tym, że jest mało ekscytujące, chociaż nie takie ma chyba być. Sam nie wiem, co do końca o nim myśleć.

Warto sprawdzić samemu i przekonać się, czy można sobie je odpuszczać w przyszłości, czy może jednak dopieprzam się na wyrost. Tym bardziej że cena butelki nie powinna przekroczyć 10 złotych.

Kolejny klasyk odhaczony.

 

1 Komentarz

  1. Dla mnie to raczej taki belgijski weizenbock i można tam wyczuć trochę więcej, chociażby banany, wanilię czy ciasto drożdżowe, a klasyfikują to jako belgian dark strong ale. Piłem kilkukrotnie te Kwaki z małych i dużych butelek i nie wiem czemu ale te małe były znośniejsze pod względem ostrości alko, za to w tych dużych butlach, to był srogi masakrator, chociaż smaczny. W sumie bez snobowania na luksusowe belgijskie piwa, to jednak wolę te klimaty niż przemijającą modę na tak samo pachnące i smakujące ddh ipki czy aromatyzowane ulepy, chociaż te pierwsze też mają swój urok. Ale mi te Belgi po prostu smakują, zwłaszcza w chłodniejszą porę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *